Popielec

Na początku wielkiego postu słyszymy mocne słowa – nie rób z siebie pośmiewiska. Jeśli była do tej pory maska, to teraz leży już nieużyteczna.

Nie można przygotować się na Środę Popielcową. Nie poprzedza jej żadne święto, brakuje znaku ostrzegawczego. Popielec wypada nagle, jak złodziej w nocy. Środa, w poprzek tygodnia, pod prąd, w samym gwarze codziennych obowiązków. Ani jej ominąć, ani przespać. Mało tego: to zwyczajny dzień pracy. I jakby wciąż domagając się uwagi – właśnie do pracy, do szkoły, między ludźmi z popiołem na głowie, z uczuciem głodu w trzewiach. Tak, Środa Popielcowa nie jest łatwa. A jeszcze niedawno żyłem pod panowaniem karnawału, wirowałem wedle zasad niecodziennego czasu. Studenci w bloku hucznie obchodzili zakończenie pierwszej sesji egzaminacyjnej, później sesji poprawkowej. My u znajomych, znajomi u nas, słowem – działo się. Uczestników zatrzymuje dopiero inny czas, równie skrajny – Wielki Post. Środa Popielcowa, wrzucona pomiędzy inne dni tygodnia, jest jak skała, na którą niespodziewanie się wpada. Można jedynie paść na kolana, pochylić głowę. Jeszcze papież Benedykt XIV w XVIII wieku będzie się skarżył, że nie wszyscy potrafią wyhamować korowód szaleństw: w pierwszych dniach postu przybywają do kościoła w maskach i przebraniach.

Teatr wiary

Środa Popielcowa jest niewygodna, ale jest wiarygodna. Trzeba zdjąć maskę. Tu się już nie udaje. Ewangelia z tego dnia mówi: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 6,1). Egzegeci zwracają uwagę, że trudno jest przełożyć na język polski słowo thehatrizdo – „widzieć” wydaje się najbliższe. Bardziej jednak chodzi o ukryte w nim słowo „teatr”. Thehatrizdo to tyle co „odgrywać rolę na scenie”, „robić widowisko”, „wystawiać kogoś na pośmiewisko”. Na początku czterdziestodnicy słyszymy zatem mocne słowa – nie rób z siebie pośmiewiska. Jeśli była do tej pory maska, to teraz leży już nieużyteczna. Nie da się dalej grać swojej roli, gdy słyszy się: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Zachwycająca jest ta oszczędność słów. Nie da się ich podrobić. Kto usłyszał je raz jeden, wypowiedziane nad swoją głową, ten będzie nosił je w sobie do końca życia. Brzmią jak zapowiedź sądu, o którym wiem, że nastąpi. I brzmią jak rzucone koło ratunkowe, bez którego nie byłbym w stanie stanąć przed Sędzią. Proch i Ewangelia, pomiędzy nimi rozgrywa się prawdziwy teatr mojego życia, w którym niepotrzebne mi maski, kostiumy...

Celebryta wiary

Nawracaj się. Uwierz. I tyle. Komentarz jest zbędny, bo sam wiem, co mam robić. Nie ma żadnej definicji owego „nawróć się”, żadnej ściągawki, z której mógłbym skorzystać, stając wobec wypowiedzianego nade mną wezwania: „Uwierz”. Jest milczenie. Obserwuję siebie od kilku lat, co dzieje się w momencie, gdy odchodzę od stopni ołtarza z głową posypaną popiołem. Milknie wszystko, choć z tyloma niezałatwionymi sprawami przyszedłem na Mszę. Tu się rozpoczyna rozmowa wewnętrzna, bez słów. Milczenie, które nie rani, i milczenie, które niczego nie żąda. Rozmawia się tak, jak się oddycha. Wiara jest moją sprawą, życiową sprawą. Zapomniałem scenariusza, sufler się zgubił, klakier nie przyklaskuje – i tak ma być. Wierzy się, nawraca się w pojedynkę, stojąc sam na sam wobec Jedynego. Powtarzam sobie: nie rób z siebie widowiska, zaprawdę nie jesteś celebrytą wiary. Moja modlitwa, moje posty, moja wiara jest z mojej „izdebki” (por. Mt 6,6), zza zamkniętych drzwi. Bez zbędnego afiszowania się podjętymi wyrzeczeniami, bez reklamy własnej osoby. Popielec zwraca moją uwagę na intymność, cichość relacji z Panem Bogiem. Jeszcze przyjdzie czas na wykrzyczane: „Zmartwychwstał! Resurrexit!”. Teraz jest czas milczenia. Wielkie rzeczy dzieją się w ciszy.

Proch i Ewangelia

Pierwszy dzień Wielkiego Postu dosłownie powala na kolana. To bardzo niewygodna pozycja dla współczesnego człowieka, bowiem jest ona na wskroś duchowa. Nie ma chrześcijaństwa bez klęczenia. Pierwsi chrześcijanie modlili się w pozycji stojącej, tak jak w judaizmie. Klękano jedynie w czasie trwania czterdziestodniowego postu. Jest to zatem pozycja szczególna, wypływająca z mocy modlitwy Jezusa w Ogrójcu. W świecie starożytnym ludzie wolni modlili się stojąc, klęczenie było pozycją niewolników. Dziś zdaje się, że mamy niechęć do modlitwy na kolanach. Zewnętrzny podział na wolnych i niewolników skończył się już dawno, pozostał jednak wymiar wewnętrzny. Upadam na kolana, bo w ten sposób dowiaduję się, kim jestem – osobą, którą tylko On może podnieść. Najwięcej dowiedziałem się o sobie, próbując wstać z kolan po Agnus Dei, klęcząc na adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Jest urzekające, rok po roku, że tym, co mnie powala na kolana, jest prawda o mnie. To proch. I jest urzekające, że to, co mnie z nich podnosi, przychodzi spoza mnie. To Ewangelia. Później wyjdę z kościoła z zewnątrz, na śnieg i błoto, gdzie dalej będą na mnie czekały księżyc i niebo, pewne jak właśnie wypowiedziane nade mną Jego słowo.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...
    « » Sierpień 2018
    N P W Ś C P S
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    Pobieranie...