Daniel: Bóg, który widzi

Z zamkniętymi oczami uciekam przed strachem, przed własnym życiem – bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, więc…

Te słowa Daniela chyba o wiele bardziej dotyczą właśnie Ciebie i mnie. Przecież czasem to właśnie ja, a nie Bóg, nie wiem, co robię. Jakbym poruszał się z zamkniętymi oczami – i nieważne, że mogę zrobić krzywdę drugiemu człowiekowi i sobie… Z zamkniętymi oczami omijam dobro, z zamkniętymi oczami wybieram zło. Z zamkniętymi oczami uciekam przed strachem, przed własnym życiem – bo czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, więc… Więc nie żałuję moich grzechów, błędów, zła, które popełniam – bo nie widzę ich, nie potrafię zobaczyć i ocenić mojego spustoszenia. Nie widzę, jak wygląda to miasto, nad którym wzywano Imienia Boga, a którym jest… właśnie moje serce.

Co jednak dokonało się, że mimo otwierania oczu Daniel i naród postanowił się zwrócić do Boga? Dwa impulsy, które mają wspólny mianownik: wstyd na twarzach i szyderstwo wszystkich wokół. Nie trzeba przecież otwierać oczu, żeby usłyszeć ironiczne komentarze kogoś stojącego obok, lub poczuć napływ ciepła na twarzy… Usłyszeć i poczuć, żeby przejrzeć – czy to jest szkoła Daniela? Usłyszeć, co zrobiłem, jak skrzywdziłem moich bliskich, samego siebie; poczuć, że na samą myśl o tych czynach, na wspomnienia o konkretnych sytuacjach robi mi się źle… ale to jeszcze za mało żeby otworzyć oczy. Z lęku przed tym, co mogę zobaczyć, proszę Cię, Panie, Boże mój, Ty pierwszy otwórz oczy. Otwórz i zrób coś. Tak jakby jedna osoba chciała zaprosić drugą do swojego mieszkania, a jednocześnie otwierając drzwi zaznaczyła: zamknij oczy na chwilę, żeby uporządkować pozostawiony bałagan. Tak jakby – bo tutaj człowiek zapraszając Boga do swojego mieszkania, swojej własności sam zamyka oczy i mówi: to Ty, Boże, posprzątaj, zanim razem zobaczymy, jak to wszystko wygląda… „Panie, miej na uwadze i działaj niezwłocznie, przez wzgląd na samego siebie, mój Boże!”

Panie, mój Boże, Ty dobrze wiesz, że czasem chodzę, żyję z zamkniętymi oczami. Taki mój dziwny mechanizm obronny – przed samym sobą, przed złem, którego się dopuszczam, i które mnie atakuje… Panie, Ty wiesz, że przez własne zaślepienie niekiedy Tobie wmawiam ślepotę. Mówię, że nie patrzysz, nie interesujesz się, nic nie robisz, nie pomagasz, że odwróciłeś się plecami. Mówię, i próbuję wierzyć w to, że zamknąłeś oczy – przecież gdyby tak nie było, moje życie wyglądałoby inaczej… Ale wiem, problem jest po mojej stronie. To mój brak patrzenia, widzenia, oceny. Brak rozeznania i ciemność. Panie, nie chcę dłużej chodzić w ciemności. Nie chcę zamykać oczu, bojąc się zła, grzechu, siebie, bojąc się tego Światła, którym Jesteś. Proszę, otwórz moje oczy. Otwórz moje oczy i naucz mnie patrzenia w taki sposób, w jaki tylko Ty potrafisz spojrzeć na świat, na zło, na człowieka. Bądź moim Nauczycielem i Przewodnikiem. Tylko Ty pokażesz mi Drogę, którą mogę iść. Wiem, w liturgii będę świętować Otwarcie Drogi za kilka tygodni – ale dla Ciebie nie jest to problemem również dziś. Otwórz moje oczy i bądź przy mnie, gdy początkowo światło będzie mnie oślepiać, gdy będę chodził po omacku. Otwórz i ucz, otwórz i prowadź, otwórz i pomagaj widzieć. Tak jak Ty.

Bóg, który Widzi i Działa…

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Pobieranie... Pobieranie...
« » Grudzień 2020
N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
Pobieranie... Pobieranie...