2. Tydzień Wielkanocny (2005)

Przeczytaj i rozważ


Trwali jednomyślnie na modlitwie (Dz 2,42-47; Ps 118; 1 P 1,3-9; J 20,29; J 20,19-31)

Piątek późny wieczór. Wychodzimy z czuwania w sanktuarium Matki Bożej. Młodzież włącza telefony i natychmiast ich dźwięk zwiastuje nadchodzące sms-y. Wszystkie jednakowej treści. „Dziś o godzinie 22, w koronce do Miłosierdzia Bożego, młodzież łączy się z Janem Pawłem II. Przekaż tę wiadomość pięciu osobom, zapisanym w twojej książce telefonicznej.” Widzę, jak natychmiast przesyłają ją dalej. Spontaniczna reakcja na komunikat biura prasowego Stolicy Apostolskiej. W tym momencie uświadomiłem sobie, że uczestniczę nie tylko w dramacie. Staję się świadkiem cudu. Oto w ciągu kilku godzin odżył duch pierwotnego Kościoła. Spełniła się modlitwa Wielkiego Czwartku. „Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, a pośrodku nas niech będzie Chrystus.”

Ktoś nieco patetycznie powiedział: to początek cywilizacji miłości. Może nie do końca prawda. Początek był dwa tysiące lat temu. Gdy Pan zmartwychwstały napełnił swoim Duchem pierwszą wspólnotę wierzących, zgromadzoną w Wieczerniku. Później rozeszły się drogi Piotra i Pawła, były napięcia i spory, ale dobra nowina była niesiona na krańce świata. Gdy wielu było przekonanych, że to już ostatni kryzys, a po nim nastąpi koniec, Pan w sercach wiernych znów budził ducha jednomyślnego trwania na modlitwie.

Tak jest i dzisiaj. Bracia nadal potrzebują czasu trwania w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie, by potem, pięknie różniąc się, mogli iść na krańce świata. Powtarzając: Pan w miłosierdziu swoim to sprawił...

Modlitwa poranna

Pozwól, o Panie życia, abyśmy (...) umieli cieszyć się każdym etapem naszego życia jako darem niosącym bogate obietnice na przyszłość.

Spraw, byśmy z miłością przyjmowali Twoją wolę, zawierzając się każdego dnia Twoim miłosiernym dłoniom.

Gdy zaś nadejdzie chwila ostatecznego „przejścia”, pozwól, abyśmy umieli ją powitać z pokojem w sercu, nie żałując niczego, co nam przyjdzie porzucić. Kiedy bowiem po długim poszukiwaniu spotkamy Ciebie, odnajdziemy też wszystkie prawdziwe wartości, jakich zaznaliśmy na ziemi, a także tych, którzy poprzedzili nas w znaku wiary i nadziei.

Maryjo, Matko ludzkości pielgrzymującej, módl się za nami „teraz i w godzinę śmierci naszej”. Spraw, byśmy byli zawsze blisko Jezusa, Twojego umiłowanego Syna, a naszego Brata, Pana życia i chwały. Amen!

(Jan Paweł II, List do osób w podeszłym wieku, 18)


Pan sam da wam znak (Zwiastowanie Pańskie: Iz 7,10-14; Ps 40; Hbr 10,4-10; J 1,14ab; Łk 1,26-38; Poniedziałek 2 tyg. Wielkanocy: Dz 4,23-31; Ps 2; Kol 3,1; J 3,1-8)

Przed kilkoma dniami trafiłem na dziwną i dość żenującą - jak na okoliczności - dyskusję. Rozmówca twierdził, że wysłuchanie modlitw milionów ludzi będzie dla niego znakiem prawdziwości ich wiary i dowodem na istnienie Boga. Pomijam argumenty przytaczane przez strony, bo one dziś akurat nie są już ważne. Istotny jest ciąg dalszy, jaki nastąpił wczoraj.

Gdy wracałem od mamy, w radio toczyła się jedna z wielu poważnych rozmów. Zaproszeni goście opowiadali o swoich przeżyciach na Placu Piłsudskiego. Dzwonili słuchacze. Między innymi pewna kobieta. Chociaż ostatnimi laty była daleko od Kościoła, poruszyła ją wieść o śmierci papieża. Nie potrafiła wyrazić, co czuje. Nie mogła znaleźć ukojenia. Wyszła z domu. Na ulicy niemalże spontanicznie włączyła się w strumień ludzi, zmierzających w jednym kierunku. Po raz pierwszy od sześciu lat przekroczyła progi świątyni. Kapłan mówił o Bogu, który nie posłał swojego Syna na świat, by człowieka potępił, ale po to, by go zbawił. O cywilizacji miłości, której orędownikiem był Jan Paweł II. W tym momencie odkryła, że dla tej miłości warto żyć. Powierzyła swoje życie Jezusowi. Wyszła odmienionym człowiekiem. Jest wdzięczna papieżowi, że już po śmierci pokierował jej życiem.

„Pan sam da wam znak” – mówi dziś do nas prorok Izajasz. Ale nie w sposób przez nas oczekiwany i nie w miejscu, w którym się spodziewamy.

Modlitwa poranna

Maryjo, cała przejrzysta!
W Tobie i przez Ciebie Bóg do nas mówi.
Wyproś nam serce proste,
napełnij nas Twoją radością.
Dziewico mówiąca F i a t i śpiewająca M a g n i f i c a t,
uczyń nasze serca tak przejrzystymi jak Twoje.

Maryjo, cała pokorna, ukryta w tłumie, otoczona tajemnicą,
pomóż nam nieść światu Dobrą Nowinę
i zanurzyć się w tajemnicę Chrystusa;
abyśmy mogli dzielić się Nim z naszymi braćmi.

Maryjo, cała wierna,
Ty bez przerwy szukałaś oblicza Pana,
Ty przyjęłaś Jego tajemnice
i rozważałaś ją w sercu swoim.
Ty żyłaś zgodnie z tym, w co uwierzyłaś,
i byłaś wzorem stałości w próbie
i w uniesieniu radości.
Pomóż nam być wiernymi naszym zobowiązaniom,
być dobrymi i wiernymi sługami Twego Syna
aż do ostatniego dnia naszego życia na ziemi. Amen.

(Jan Paweł II, Tekst złożony z trzech modlitw papieża)


Nie nazywał swoim (Dz 4,32-37; Ps 93; J 3,15; J 3,7-15)

Rozmowa z muzykiem ze sceny chrześcijańskiej. Pytam, czy będziemy mogli wykorzystać fragmenty przygotowywanej właśnie płyty. Ależ oczywiście. A po chwili ciszy słyszę wyznanie. „My właściwie nie traktujemy tego jako nasze. To, co możemy zrobić i co robimy jest darem Bożym. Więc nie należy do nas. Jest dane nam, ale dla innych. Dar zatrzymany traci na wartości. Zwiększy ją tylko wtedy, gdy ‘pójdzie do ludzi’.”

Apostołowie świadczyli „z wielką mocą”. Znaczy nie zawłaszczyli Jezusa egoistycznie dla siebie. Dla własnej doskonałości, własnej świętości, dla budowania legendy o swojej cudownie szczęśliwej przeszłości u boku Pana. Przez trzy lata nauczyli się dawać wszystko, nie nazywając tego swoim. Świadectwo miało moc, bo było dawaniem Jezusa i siebie.

Stoję czasem przed pokusą dawania Jezusa bez dawania siebie. Zrobić co do mnie należy i zamknąć się we własnym świecie. Wówczas bardzo szybko zauważam, jak żyzne pola wokół mnie zamieniają się w słony ugór. Na całe szczęście już wiem, że na nic zda się narzekanie na czasy, brak wiary, materializm, szukanie tajemnych spisków i ukrytych wrogów. Winny jestem tylko ja, którym Boże oddzielił od „moje”, posiał łaskę nie użyźniwszy sobą.

Modlitwa poranna

Ty, Panie, złożyłeś w nasze ręce budowę świata i Kościoła
z Twoją pomocą i w świetle Twego Ducha.
Ty powierzyłeś nam głoszenie Ewangelii
I czekasz na nasz w ubogich, cierpiących, we wszystkich, którzy nas potrzebują.
Tak liczne możliwości otwierają się przed nami,
a zagłusza nas tyle fałszywych i ułudnych głosów.
Twój głos, Panie, jest jak zaproszenie
mocne, choć ciche, miłe choć trudne.
To ono pomaga nam być sobą naprawdę.
Chcemy całkowicie przeżyć radość wraz z odpowiedzialnością – idąc za Twoim wezwaniem.
Chryste Panie, nie dopuść, aby ludzie,
wydarzenia lub idee miały wypaczyć nasze powołanie.
Niech Duch Twój da nam rozeznanie dobrego wyboru
Wedle Twojej woli i dla dobra wspólnego ludzi.
Uczyń nas ludźmi wolnymi i wspaniałomyślnymi,
abyśmy tam, dokąd nas poślesz,
mogli i chcieli oddać się Tobie w naszych braciach i siostrach. Amen.

(Anonimowa modlitwa młodych)


Otworzył bramy (Dz 5,17-26; Ps 34; J 3,16; J 3,16-21)

Trudno nie wsłuchiwać się z uwagą i radością w te niezliczone refleksje, jakimi jesteśmy obdarowywani w ostatnich dniach. Oto jedna z nich. Kobieta w dojrzałym wieku. Opowiada o czasie, gdy religijność, wiarę, przeżycia duchowe, próbowano zepchnąć do zakrystii. Wpajano człowiekowi, że religia jest sprawą prywatną i nie można o niej mówić publicznie. Szanowano przekonania tak długo, póki chowano je w sercu i nie uzewnętrzniano. Największym cudem obecnego czasu jest według niej to, że ludzie zaczynają wydobywać na światło dnia to, co tak długo chowali. Piękno swojego wnętrza. Najszlachetniejsze postanowienia. Największe wartości. Na skalę dotąd niespotykaną.

Przed przeszło 26 laty anioł Pański wołał na Placu św. Piotra, by porzucić lęk i otwierał drzwi naszych serc. Trzeba było wielu lat stania za otwartą bramą, by teraz przez nią wyjść. Ten sam anioł sprawił, że minął czas mówienia za nas, a zaczął się czas mówienia przez nas. Jego nakaz: „Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia” nabiera nowego sensu i znaczenia.

Miałeś dar poznania radości wybranego. Teraz poznasz szczęście posłanego.

Modlitwa poranna

Panie Jezu, zanurz mnie w Twoim Duchu i w Twoim życiu.

Weź w posiadanie całą moją istotę, ażeby moje życie było odblaskiem Twego życia.

Racz promieniować przeze mnie, mieszkaj we mnie, a wszyscy, których spotkam, będą mogli odczuć Twoją obecność we mnie. Patrząc na mnie będą mogli widzieć Ciebie, Panie!

Trwaj we mnie, a wtedy będę mógł promieniować Tobą i będę mógł być światłością dla innych. To Ty będziesz oświecał innych przeze mnie.

I tak moje życie stanie się pieśnią ku Twej chwale, pieśnią, którą Ty przyjmiesz i będziesz nią promieniował na tych, którzy mnie otaczają i idą za mną.

Spraw, niech tak będzie przez promieniującą pełnię miłości, którą kieruję ku Tobie z głębi mojego serca.

(Kard. J.H. Newnam)


Wskrzesił Jezusa (Dz 5,27-33; Ps 34; J 20,29; J 3,31-36)

„Chciałbym, aby cały świat żył etyką Jana Pawła II.” Tak podobno miał wyrazić się jeden z byłych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Vittorio Messori ripostował, że chrześcijaństwo nie jest etyką, a Papież głosi Jezusa, którego Ojciec wskrzesił, „aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów”.

W 1979 roku, przed kościołem św. Anny w Warszawie, pytał studentów: „Kiedy biją brawo? Wczoraj, kiedy powiedziałem CHRYSTUS – przez 15 minut bili brawo; dzisiaj, kiedy powiedziałem: DUCH ŚWIĘTY – może już trochę krócej, bo jeszcze, jak mówi Pismo św., nie całkiem się obudzili. Ale w każdym razie bili.”

Wielu zastanawia się, co zostanie w nas z tego pospolitego ruszenia, wywołanego śmiercią Papieża. Aby uzyskać odpowiedź, spróbujmy wyobrazić sobie taki dialog:

- „Zostań z nami.” Odpowiedź: „Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii”.
- „Kochamy ciebie.” Odpowiedź: „Chrystus patrzy na was z miłością!”
- „Sto lat...” Odpowiedź: „Chrystus miłuje każdego i zawsze, staje się mocnym punktem oparcia dla całej naszej egzystencji.”
- „Dobrze, że jesteś.” Odpowiedź: „Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem.”

Jeżeli to w nas zostanie, o owoce pospolitego ruszenia możemy być spokojni.

Modlitwa poranna

Chrystus zmartwychwstał spośród umarłych,
powstańcie i wy także!
Chrystus, który spał, zbudził się,
obudźcie się i wy także!
Chrystus wychodzi z grobu,
wyzwólcie się i wy z kajdan grzechu!
Przez Chrystusa staliście się nowym stworzeniem,
odnówcie się!
Oto Pascha Pana,
czas Jego Zmartwychwstania
i początek prawdziwego życia.

Wczoraj z Chrystusem przybity do krzyża,
dziś jestem z Nim w Jego chwale.
Umierając z Nim wczoraj,
dzisiaj razem z Nim powracam do życia.
Wczoraj z Nim pogrzebany,
dzisiaj z Nim zmartwychwstaję.
Chrystus, który powstał spośród umarłych,
odnawia i mnie w Duchu
i odziewa w nowego człowieka.

(Św. Grzegorz z Nazjanzu, zm. 390)


Nie odstępujcie ich (Dz 5,34-42; Ps 27; Mt 4,4b; J 6,1-15)

Niejednokrotnie widziałem obumieranie pomysłów, inicjatyw, duszpasterskich przedsięwzięć. Powodem często był brak zainteresowania tych, co interesować powinni się najbardziej. Jeszcze częściej młoda, raczkująca wspólnota, pozbawiana była niespodziewanie swego duchowego opiekuna. Powoływano się wówczas na tzw. wyższe racje i chętnie czerpano z mądrości Gamaliela. „Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć.” Potem już łatwo było wszystko wytłumaczyć. Pochodziło od ludzi – upadło. Albo jeszcze dosadniej. Słoma, zbudowane na emocjach, dlatego bardzo szybko się wypaliło.

Tymczasem Gamaliela zrozumiano opacznie. On nie zachęcał do braku zainteresowania. Nie zalecał obojętnej obserwacji i biernego czekania na koniec. Prosił o zaniechanie prześladowania, wstrzymanie się od walki, ofiarowanie przestrzeni wolności.

Jeden z polskich kandydatów na ołtarze często mawiał: „mamy w kościele wystarczająco dużo siewców; brakuje ogrodników”. Gdy patrzę na te białe marsze, procesje ze światłem, sms-owe zwoływanie się na modlitwę, pielgrzymowanie po śladach obecności, inicjatywy pojednania, myślę sobie: mój Boże, pokolenie JP II czeka na ogrodników, którzy pomogą zagospodarować przestrzeń wyzwolonego dobra; na mędrców, potrafiących towarzyszyć w pielgrzymowaniu nadziei; na doświadczonych pływaków, uczących bez lęku poruszać się na głębi.

Chciałoby się wołać: nie powołujcie się na Gamaliela! Nie odstępujcie ich!

Modlitwa poranna

O Boże, przyślij nam szaleńców,
którzy idą na całość, którzy zapominają,
którzy kochają nie tylko w słowach,
którzy ofiarują siebie prawdziwie i do końca.

Potrzeba nam szaleńców,
wariatów,
gwałtowników,
zdolnych rzucić się w niepewność:
w nieznanie, wciąż szerzej otwarte krainy ubóstwa.

Trzeba nam współczesnych szaleńców,
zafascynowanych prostym życiem,
zakochanych w pokoju,
wolnych od kompromisów,
zdecydowanych, by nie zdradzić,
gardzących własnym życiem,
gotowych zgodzić się na każde zajęcie,
wyjechać wszystko jedno gdzie:
zarazem posłusznych,
spontanicznych i wytrwałych, łagodnych i silnych.

O, Boże, przyślij nam szaleńców.

(Louis-Joseph Lebret)


Obsługiwali stoły (Dz 6,1-7; Ps 33; J 6,16-21)

Od lat towarzyszą naszym wyjazdom z młodzieżą w góry. Pojawiają się kilka dni wcześniej. Wykonują drobne remonty, porządkują sypialnie, robią zakupy, planują rozmieszczenie grup. W miarę zbliżania się godziny „P” co chwila wyglądają niecierpliwie na drogę, by zdążyć jako pierwsi na przywitanie gości. Potem, codziennie, pobudka o 5:30 albo jeszcze wcześniej, rozpalanie pieca, przygotowanie posiłków, rąbanie drewna, troska o porządek. Tylko około południa krótka przerwa na Namiot Spotkania i wspólne ze wszystkimi Eucharystia i pogodny wieczór. Na zakończenie wyznają ze śmiechem, że przeżyli kolejny obóz gastronomiczny.

Daniel i Wojtek. Dwóch studentów. Jeden historia i stosunki międzynarodowe, drugi politechnika. Jednemu i drugiemu, ze względu na dojrzałość, z powodzeniem można by powierzyć „wznioślejsze” zadania. Sami wybrali te najprostsze posługi przekonani, że bez nich niemożliwe jest normalne funkcjonowanie wspólnoty na wakacjach. By jedni podczas szkoły modlitwy mogli ze spokojem wgłębiać się w tajemnice życia duchowego, ktoś musi przygotować im obiad. Bo chociaż „nie samym chlebem żyje człowiek”, to jednak łaska buduje na naturze wyspanej i najedzonej. Zwłaszcza u młodych z ich apetytami. W dużej mierze bez tego ich zrozumienia o wiele trudniej byłoby osiągnąć zamierzony cel. Stworzyć dom, w którym dojrzewa się w wierze i miłości.

O ten cel posprzeczałem się kiedyś z pewnym urzędnikiem kurialnym. Twierdził, że teraz trzeba wyjeżdżać z młodzieżą do odpowiednio przygotowanych ośrodków wczasowych, spełniających wszelkie ustawowe standardy. Jak trudno było mu zrozumieć, że do takich ośrodków, gdzie jest się tylko klientem młodzi trafią sami, bez księdza i Kościoła. Równie trudno było go przekonać, że jak długo nie trafią do domu, tak długo Kościół będzie dla nich tylko instytucją a nie braterską wspólnotą.

Na szczęście są pełni wiary i Ducha Świętego Daniel, Wojtek i wielu im podobnych.

Modlitwa poranna

Cóż, Panie, ja jestem pustym naczyniem,
Z odrobiną błota na dnie;
To niezbyt czyste, dobrze wiem.
Ale Ty powinieneś mieć tam, w górze, jakiś niebiański proszek do szorowania.
No i do czego miałaby służyć Woda z Twego boku,
Jeśli nie do umycia nas przed użyciem?

Jeśli mnie nie chcesz nawet Ty,
PANIE, nie będę nalegał...
Zastanów się jednak nad moją propozycją, jest poważna.
Kiedy pójdziesz do Swojej piwnicy zaczerpnąć wina Twojej miłości,
Pamiętaj, że masz gdzieś na ziemi
Mały dzbanek do Twojej dyspozycji... Amen!

(za: Guy Gilbert, Dealer miłości)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...