Garść uwag do czytań na I niedzielę Wielkiego Postu roku A z cyklu „Biblijne konteksty”.
Gdy tak czytać te scenę szczegóły dotyczące treści samych pokus mają już znaczenie drugorzędne. Ale może parę myśli...
- Pierwsza z pokus to pokusa łatwego chleba. Pstryknij palcami, a będziesz miał co jeść. W ułatwianiu sobie zdobywania pożywienia nie ma oczywiście nic złego. Ale jeśli sposoby podsuwa diabeł, to nie warto. On nigdy nie chce dobra człowieka. Zawsze chce coś ugrać dla siebie. Tak jak w scenie z pierwszego czytania, w Edenie. Dlatego nawet gdy proponuje rzecz tak wydawałoby się dobrą jak łatwe zdobycie jedzenia, nie należy mu ufać. Za to ufać należy Bogu: jak On powiedział, że chleb nie jest najważniejszy, to tak jest i koniec.
Warto w tym kontekście też pamiętać: sprawy materialne są ważne, ale bywa, że przysłaniają sprawy ducha, przysłaniają miłość bliźniego.... Jezus odrzuca to podejście do spraw, które uważa, że pieniądze to wszystko, że one rządzą, one panują, że to one powinny być pierwszą troską człowieka. Nie, Mamona nie stoi ani przed Bogiem, ani nawet przed drugim człowiekiem...
- Druga pokusa dotyczy wystawienia Boga na próbę. Wyraźnie jest odpowiedzią diabła na postawę wobec pierwszej. Skoro ufasz Bogu, to skoczy, wypróbuj, czy Ci Bóg naprawdę pomoże. I tę pokusę sprawdzenia Boga Jezus odrzuca. Owszem, Bóg troszczy się o swoje dzieci. Nie znaczy to jednak, że można Go sobie „sprawdzać”. Zaufanie do Niego musi być pełne. Nie oparte na „wypróbowaniu” jak zareaguje.
- Trzecia, ostatnia pokusa. To pokusa osiągnięcia celów przez niegodziwe środki. Osiągnięcia władzy nad światem dzięki paktowaniu z diabłem. To oczywiście ślepa uliczka. Wybór złych środków nigdy nie przynosi dobrych owoców. Nawet gdy wyglądają bardzo atrakcyjnie, okazują się zgniłkami.
5. W praktyce
Najważniejsza nauka płynąca z czytań tej niedzieli to przypomnienie, że podstawową zasada postępowania każdego chrześcijanina powinno być posłuszeństwo, wirerność Bogu. Posłuszeństwo wyrażone w przestrzeganiu Jego przykazań i braniu na serio zasad Ewangelii. Nie skuteczność w osiąganiu celów, nie sukces, a tym bardziej takie sprawy jak zabezpieczenie materialne czy pozycja w społeczeństwie.
Bardziej szczegółowo?
- Chrześcijanin nigdy nie powinien posługiwać się sianiem wątpliwości co do czyjejś uczciwości czy prawości. Albo wie, jest pewien, że ktoś robi coś złego albo tego nie wie. I w tym drugim wypadku nie wolno mu niczego złego sugerować. Niestety, katolicy w Polsce o tym zapomnieli. Metoda „na sianie wątpliwości” czy na „sugerowanie podłości” jest przez pewne środowiska katolików notorycznie stosowana. Raz rzucone podejrzenia zaczynają żyć własnym życiem i z czasem można już mówić „jak wszyscy wiemy” itp. Jakie to wywołuje reakcje u oskarżanych nietrudno przy odrobinie empatii zrozumieć. Niestety, ludzie tak postępujący często uważani są przez nas katolików, za strażników prawości i uczciwości. Trzeba jasno powiedzieć: to jest metoda diabła. A skutki już widać: szeroko rozlaną demoralizację w kwestii ósmego przykazania.
- Chrześcijaninowi nie wolno posługiwać się kłamstwem czy półprawdą. Poza sytuacjami, gdy mówieniem nieprawdy chcemy ochronić ofiarę przed oprawcą, kłamstwo jest złe. A celowe przekazywanie prawdy tak, by odbiorca miał błędny ogląd sprawy i przez to stanął po naszej stronie, to ordynarna manipulacja.
To po lekturze pierwszego czytania. A po Ewangelii?
- Jedzenie to życie. Ale nie jest zawsze najważniejsze. Zwłaszcza gdy nie grozi śmierć głodowa, a raczej tylko to, że będzie mniej wykwintne. Tłumaczenie się, że muszę się zgadzać na jakieś zło, bo muszę mieć chleb, jest co najmniej podejrzane.
To też pokusa, którą dziś ując można by słowami "najpierw sprawy materialne". Tak, do prowadzenia różnych dzieł duchowych - choćby parafii - potrzebne są pieniądze. Czasem jednak człowiek niepostrzeżenie przekracza pewną granicę: sprawy materialne przestają być środkiem do osiągania celów duchowych, a stają się celem samym w sobie. Te cele duchowe schodzą na dalszy plan, bo najpierw trzeba tych pieniędzy, jakby bez nich nic się nie dało...
To pomieszanie celów i środków jest jednym z głównych nieporozumień dotyczących Matki Teresy z Kalkuty. Ona chciała towarzyszyć biednym, chorym, umierającym, a świat zarzucał jej, że nie koncentruje się na budowie ośrodków, szpitali, domów opieki... Tymczasem najlepsze nawet tego rodzaju ośrodki pomocowe to nie to samo, co towarzyszenie w cierpieniu drugiemu człowiekowi. W szpitalu można być tak samo bezdusznie potraktowanym, jak gdy leży się na ulicy...
- Bogu, owszem, należy ufać. Ale nigdy nie należy Go wystawiać na próbę. Jaka różnica? Każdy granicę powinien chyba wyznaczyć w swoim sumieniu.
"Jezu, Ty się tym zajmij"... Tak trzeba, to mniej więcej to samo, co w Modlitwie Pańskiej "bądź wola Twoja". Można jednak czasem przesadzić. Mógłbym sam coś zrobić, pomóc, ale mówię "Jezu, Ty się tym zajmij". Tymczasem choć prawdą jest, że Bóg i bez nas sobie poradzi, to przecież chce, byśmy karmili głodnych, poili spragnionych, przyjmowali przybyszów, odwiedzali więźniów i chorych... Jak w pewnej powieści: Jezus ma ręce i nogi przybite do krzyża, więc chce posłużyć się naszymi...
- Nigdy nie wolno kłaniać się diabłu. Jak by szlachetna nie była sprawa, na której nam zależy. Cel nie uświęca środków.
To pokusa, której działanie najwyraźniej widać chyba, gdy chodzi o prowadzenie różnych pobożnych dzieł. Są potrzebne - uważa pobożny niby człowiek - więc by je stworzyć albo otrzymać nie waha się sięgnąć po środki niemoralne. Ludzką krzywdę, oszustwo... Bo przecież to wszystko na chwałę Bożą. Sęk w tym, że łamanie przykazań, także przykazania miłości bliźniego, jest fundamentalnie sprzeczne z oddawaniem Bogu czci. Trzymanie się Ewangelii jest dużo ważniejsze niż owe niby na chwałę Bożą dzieła...
«« |
« |
1
|
2
|
3
|
4
|
» | »»