25. tydzień zwykły (2005)

Przeczytaj i rozważ


Błogosławiona różnica (Iz 55,6-9; Ps 145; Flp 1,20c-24.27a; Dz 16,14b; Mt 20,1-16a)

Czasem mnie to, prawdę mówiąc, denerwuje lekko. Bo skoro myśli i drogi Boga górują nad moimi – skąd mam wiedzieć, czego On chce? Jak stosować się do Jego praw i nakazów? I któż może potwierdzić swoją władzę i autorytet znajomością Boga? Mogę wyliczać długo. Mówić o pluralizmie i kryzysie autorytetów. Ale tak naprawdę rzecz dotyka mojej chęci kontrolowania wszystkiego, nawet Boga. Strachu, by nie być od nikogo zależnym, nawet od Najwyższego.

Czasem jednak to zdanie mnie pociesza: „myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi”.

Noszę w sobie nieufność i lęk. Jakąś podstawową rysę, nieumiejętność oddania wszystkiego. Nie chodzi tu o konkretne czyny, a raczej o zasadniczą postawę wobec tego, co mnie skrzywdziło, wobec tych, którzy mnie skrzywdzili, nie okazali się wierni. Co z tego, że chcę wybaczyć, pozbyć się ciężaru – nie umiem. I dlatego właśnie cieszę się, że Bóg nie jest taki jak ja. Jest hojny w przebaczaniu i można do Niego wrócić.

Modlitwa dnia

Boże, Ty zawarłeś wszystkie nakazy świętego Prawa w przykazaniu miłości Ciebie i bliźniego, spraw, abyśmy zachowując Twoje przykazania, zasłużyli na życie wieczne. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Aby się spełniło słowo... (Ezd 1,1-6; Ps 126; Mt 5,16; Łk 8,16-18)

Najbardziej zdumiewa mnie hojność sąsiadów – kiedy Bóg pobudził ducha Cyrusa, króla perskiego, i pozwolił on wrócić Izraelitom z wygnania, by zbudowali świątynię Bogu, sąsiedzi żydów obdarowali ich na rozkaz króla srebrem, złotem, bydłem i kosztownościami. Rozkaz to rozkaz, to jeszcze normalne, ale – jak czytamy – złożyli także dobrowolne dary dla domu Bożego w Jerozolimie. Zrobili to, co należy i więcej jeszcze, nie proszeni.

Z jakiej racji, pytam? By zaskarbić sobie przychylność kolejnego boga: króla niebios, który mieszka w Jerozolimie? By pomóc współmieszkańcom, ruszającym w daleką drogę? By nie być mniej hojnym od innych? Nie wiem.

Wiem tylko, że i dziś Bóg porusza gdzieś ducha jakichś ludzi. Niekoniecznie najlepszych. Po prostu ludzi znajdujących się w określonym miejscu, ludzi, których powołuje Bóg. Mam wiele własnych ważnych spraw i moja rodzina ma wiele potrzeb – i może budowa kościoła na Białorusi, misje w Tanzanii czy spalona gdzieś w Polsce świątynia to nie mój problem. Mój nie, ale może moich współmieszkańców. Może misjonarza, który właśnie rusza w daleką drogę. I może moje dobrowolne dary sprawią, że gdzieś tam słowo Pańskie się spełni.


Historia zbawiania (Ezd 6,7-8.12b.14-20; Ps 122; Łk 11,28; Łk 8,19-21)

Kiedy patrzy się na biblijne opisy jak na historię zbawienia, są one pełne jakiejś wewnętrznej harmonii. Choćby i dzisiejsze czytanie: oto dzięki dekretom perskich królów Cyrusa, Dariusza i Artakserksesa, dzięki nawoływaniom proroków Aggeusza i Zachariasza, Izraelici wrócili z wygnania i odbudowali jerozolimską świątynię, uroczyście świętując jej poświęcenie.

Kiedy jednak spojrzymy na tę samą historię nie jako na historię zbawienia, lecz ZBAWIANIA narodu – rzeczy nie wydają się tak proste, godne zazdrości. Bo przecież nie urodziliśmy się wczoraj i wiemy: przychylność tronu zawsze jest krucha, a to, co ogłasza prorok zawsze oznacza dla słuchaczy wyzwanie, przewartościowanie, trudne dobro. Za prostym biblijnym sformułowaniem: „doprowadzić budowę do skutku”, stoi ogromny wysiłek poszczególnych ludzi, a na święto czeka się niekiedy wiele chudych lat.

Te dwa plany – „zbawiania” i „zbawienia” – nakładają się i w naszych osobistych historiach, w historii naszego Kościoła, kraju, świata. Nakładają się, bo stoi za nimi Bóg. A On może być gwarantem i przychylności tronu, i tego, że powstanie prorok i tego, że nie pójdzie na darmo nasz żaden, nawet najmniejszy trud.


Powołani do zwycięstwa (Ef 4,1-7.11-13; Ps 19; Mt 9,9-13)

Kolorowe gazety i internetowe strony pełne są ludzi, którym się udało. Nie poddają się mimo choroby, dzielnie znieśli kataklizm, wygrali zawody albo konkurs. Nie chcę bynajmniej lekceważyć cudzych wysiłków, tyle tylko, że kiedy czytam gazety i przeglądam internetowe strony, dochodzę do wniosku, że jakoś tam nie pasuję. Nie dlatego, że nie jestem sportowcem, nie choruję ani nie bywam w dalekich stronach. Po prostu nie bardzo wiem, jak to jest, gdy patrzy się na siebie z pozycji spełnienia, osiągnięcia celu, zwycięstwa.

To, co mówi dzisiaj apostoł w Liście do Efezjan jest może mniej pociągające, ale bardziej realistyczne: „usiłujcie”. I to jest mój punkt widzenia, miejsce, w którym jestem. Przekonanie, że trzeba próbować, choć nie zwyciężymy ani dziś, ani jutro.

Chrześcijaństwo w niesamowity sposób łączy realizm i odwagę sięgania po rzeczy niewyobrażalne. Czytam: „Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego (…), celem budowania Ciała Chrystusowego (…) aż dojdziemy wszyscy razem do jedności (…) do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa”. Rozumiem: dano każdemu z nas; moje życie służy wszystkim; ostateczne spełnienie jest możliwe. Sam Bóg jest tego gwarantem.


Pierwszy, drugi… (Ag 1, 1–8; Ps 149; J 14, 6; Łk 9, 7–9)

Biblia daje nam dziś doskonały opis naszej sytuacji: „Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie! Siejecie wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie ma go do sytości; pijecie, lecz nie gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się nie rozgrzewacie; ten, kto pracuje, aby zarobić, pracuje [odkładając] do dziurawego mieszka!”. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać o trafności powyższych zdań. Głoszący te słowa prorok, posłany przez Boga, mówi jednak o czymś jeszcze: o przyczynie takiego stanu rzeczy.

Dlaczego jest tak, jak jest? Bo dbam o siebie, nie o Boga. Bo troszczę się o swój dom, nie o dom Boży. Zaskakujące? Tak. Czasem wolałoby się tego nie usłyszeć. Wzdrygam się przed przyznaniem tym słowom słuszności. To nie może być przecież takie proste. Przecież dobrzy ludzie także cierpią, klepią biedę, umierają w końcu.

A skoro tak, może wypełnienie słów proroka nie wiąże się z szukaniem jakichkolwiek korzyści: obfitego plonu, nasycenia, ugaszenia pragnień, ciepła, opływania w dostatki. Może słowo proroka wzywa, by przywrócić rzeczom ich właściwą miarę: najpierw Bóg, potem ja. Najpierw dom Boży, potem mój. Nie dlatego, że to się opłaca. Dlatego, że taka jest prawda, po prostu: Bóg jest Pierwszy.


Coś za Coś (Ag 1,15b-2,9; Ps 43; Mk 10,45; Łk 9,18-22)

Gdyby dzisiaj, po dzisiejszym czytaniu odpowiadać na pytanie „co to znaczy żyć życiem wiary?”, odpowiedzielibyśmy: „to znaczy: uwierzyć, że Bóg mnie umiłował”. To może strasznie katechizmowa odpowiedź, czyli na pierwszy rzut oka banalna. Jednak przyjęcie tej prawdy wymaga sporej dawki odwagi: kocha mnie Ten, kogo nazywam Bogiem (od którego pochodzę, który stworzył świat, który spotka mnie po śmierci itp. itd.). Dla Pawła i ojca Pio w konsekwencji oznaczało to na miłość odpowiedzieć miłością – zostać przybitym z Jezusem do krzyża.

Kochać kogoś tak bardzo, by zdobyć się na życie jego życiem – uznać za swoje jego sprawy, jego pomyślność i niedolę, utożsamić się z kimś aż po oddanie siebie. To właśnie uczynił Jezus dla mnie: Bóg stał się człowiekiem.

Są tacy ludzie, którzy dla Jezusa chcą uczynić to samo. Mówimy o nich: święci.


Tabliczka mnożenia (Za 2,5-9.14-15a; Ps: Jr 31,10.11-12ab.13; 2 Tm 1,10b; Łk 9,43b-45)

Są rzeczy, które można policzyć. Drobne w kieszeni, książki w bibliotece, drzewa w sadzie.

Są rzeczy, o które można się spierać. Niektórym wydają się małe, innym duże. Jednym wygórowane, drugim w sam raz. Temperatury latem, ceny w sklepie, podatki do zapłacenia.

Są także rzeczy niezmierzalne, nie do policzenia. Na przykład to, ile komuś zawdzięczamy. To, ilu ludzi przed nami tworzyło świat, jego historię. To, ile jeszcze dni przed nami.

Do tej ostatniej kategorii należy także Boża łaska. Obraz Jerozolimy, która ma zostać odbudowana i która „pozostanie bez murów, gdyż tak wiele ludzi i zwierząt w niej będzie”, staje się symbolem obfitości błogosławieństwa, którym Bóg obdarza swoich umiłowanych. Co więcej, chwała Świętego Miasta przyciągnie innych, łaska się pomnaża.

Chrześcijanin, którego Bóg obdarzył łaską, ma być czytelnym znakiem, jak odnowiona Jerozolima. Jak mówi w proroctwie anioł: gdy Bóg w tobie zamieszka, „wówczas liczne narody przyznają się do Pana i będą ludem Jego, i zamieszkają pośród ciebie, a ty poznasz, że Pan Zastępów mnie posłał do ciebie”.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Październik 2018
N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Pobieranie...