Refleksja na dziś - 1. tydzień adwentu

Przeczytaj i rozważ


Oczekuję Jego przyjścia w chwale (Iz 2,1-5; Ps 122; Rz 13,11-14; Ps 85,8; Mt 24,37-44)

Była szara jesień i zwykły o takiej porze roku wczesny zmierzch. Wspomnienia pierwszych w życiu oazowych rekolekcji przestawały wystarczać. Coraz bardziej dręczyło pytanie, co dalej. Nowa, wymagająca szkoła, niepewność jak odnajdę się w nowej sytuacji. Siedziałem w kościelnej ławce i nie mogłem się skupić na tym, co działo się przy ołtarzu. Ta myśl przyszła nagle. Jak każde olśnienie zupełnie niespodziewanie. Prawda, która tylekroć słyszałem nagle ożyła. Stała się moja. Chrystus powróci. Może jutro, może za rok, może za lat pięćdziesiąt. A może wtedy, gdy mnie już na tej ziemi nie będzie. Ale jak by się nie stało, mam spore szanse na szczęśliwą wieczność…

Nigdy nie mogłem powiedzieć, że przeżyłem jakieś wielkie nawrócenie. Ale w tamtej chwili moje życie nabrało nowego blasku. Blasku nadziei nieśmiertelności. Od tamtego dnia, choć z pozoru nic się nie zmieniło, to jednak wszystko stało się inne. To ja zacząłem patrzyć na wszystko nowym spojrzeniem: spojrzeniem pielgrzyma na drodze do domu Ojca. Łatwej wtedy o pogodny śmiech…

Chrystus powróci. Świętowanie tej często zapominanej prawdy chyba bardziej niż przeżywanie innych prawd wiary pomaga na serio traktować wymagania stawiane przez Chrystusa. Bo muszę być gotowy. Bo Pan może przyjść w każdej chwili. Bo oczekując nowych niebiosów i nowej ziemi muszę przecież już się do nich trochę przyzwyczaić, by potem, wśród świętych, nie wyjść na nieokrzesanego troglodytę. Sprawiedliwość, pokój, radość, miłość… To nie takie trudne, gdy można z serca powtarzać za psalmistą: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: pójdziemy do domu Pana”…

Zadanie duchowe
Pozałatwiam swoje sprawy tak, bym bez obaw mógł stanąć na sądzie Bożym. Dziś, jutro, najdalej pojutrze.


Zbawienie dla obcych (Iz 2,1-5; Ps 122; Ps 80,4; Mt 8,5-11)

Jest niedziela. W białej albie, z bursą na piersiach, idę do chorego. Świeci słońce, ale chodnik jeszcze mokry od deszczu, pokryty warstwą pośniegowego błota. Naprzeciw dwaj mężczyźni. Coś niosą. Sądząc z wyglądu – jacyś złomiarze. Idą szybko, bo ciężar na ramionach doskwiera. Gdy się prawie zrównaliśmy jeden i drugi uchylają czapki. To dla Jezusa którego niosę. Czy mogłem się tego po nich spodziewać?

Po dowódcy rzymskich żołnierzy pewnie też nikt nie spodziewał się wielkiej wiary. Choć – jak zapisał św. Łukasz – miał opinię dobrego poganina, bo wybudował Żydom synagogę, był przecież obcy. Pewnie wielu uważało się za znacznie lepszych od niego. A jednak Jezus uznał, że tak wielkiej wiary jak jego, nie znalazł w całym Izraelu.

Czasem może mi się wydawać, że moja wiara jest lepsza. Bo widać mnie w Kościele, znam się z proboszczem i należę do jakiejś wspólnoty. To dobrze. Nie mogę jednak zapominać, że Jezus ma swoich wyznawców także wśród tych, których pochopnie uważam za nie znających prawdziwego Boga grzeszników. Oni też, choć stylem życia tak inni, mogą liczyć na Jego zbawienie…

Zadanie duchowe
Spróbuję dostrzec jak najwięcej dobra w tych, których dotąd uważałem za zdecydowanie gorszych od siebie.


Prostota z Ducha (Iz 11,1-10; Ps 72; Łk 10,21-24)

Nasza stancja była dość kiepska. Choć mieliśmy do dyspozycji dwa pokoje z kuchnią i łazienką tak naprawdę była to trochę lepsza altanka. Żeby rozpalić w piecu, trzeba było otwierać okna i drzwi. A podłoga pod ścianami zarywała się pod byle ciężarem. Nie przeszkadzało nam to co wieczór grać w szachy, śmiać się i żartować. „Patrz co napisał o Heglu” – mój przyjaciel rozbawiony pokazywał mi jakąś książkę. „Jego prace stanowią studium myśli tak głębokiej, że w dużej mierze niezrozumiałej”. Też się roześmiałem. Nie przypuszczałem wtedy, że ta myśl Karla Poppera tak często będzie mi się potem przypominała.

Także dziś, gdy czytam słowa Jezusa, który rozradowany w Duchu Świętym wielbi Ojca za to, że zakrył sprawy królestwa Bożego przed mądrymi i roztropnymi, a objawił prostaczkom. Zawsze podejrzewałem, że prawdziwie Boże działanie nie może być udziwnione. Bo Duch udziela mądrości i rozumu, rady i męstwa, wiedzy i bojaźni Bożej. Nie jest Duchem uczonych i niezrozumiałych słów, czczej, do nikąd nie prowadzącej gadaniny czy wiedzy, która kpi z prostej pobożności. Boże działanie nie wnosi też zamętu, a sprawiedliwość, radość i pokój…

W dziejach Apostolskich napisano, że uczniowie Jezusa łamiąc chleb po domach przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Może czas, by tej pięknej chrześcijańskiej postawie także w moim życiu przywrócić należne miejsce?

Zadanie duchowe
Postaram się dziś używać takich słów, żeby nikt ze słuchających mnie nie poczuł się zmuszony zaglądać do słownika wyrazów obcych.


Czasem we łzach, kiedyś tylko w radości (Iz 25,6-10a; Ps 23; Mt 15,29-37)

Niektórzy to mają talent do gotowania. Z byle jakiej konserwy, makaronu, papryki i cebuli potrafili przygotować królewskie danie. Smakowało zwłaszcza wtedy, gdy zmęczenie odbierało chęć do przeżuwania parodniowego, kruszącego się chleba. W takie osrebrzone księżycem wieczory, pełne przyciszonych rozmów i migocących na stołach świec, mogło się wydawać, że życie jest bajką. Niestety, proza szybko dawała o sobie znać. Pół biedy, gdy ziąb zmuszał do szybkiego zamknięcia się w śpiworach. Gorzej, gdy przychodziła refleksja, że ta ławka z przyjaciółmi jest jednak stanowczo zbyt krótka. Tylu ich jeszcze było, gdzieś rozsianych po świecie. Po co takie chwile, jeśli nigdy nie staną się udziałem wszystkich mi bliskich?

Dlatego chyba rozumiem Boga. Rozumiem, dlaczego nas wszystkich zaprasza na ucztę zbawionych w niebie. Bo wszyscy jesteśmy mu bliscy. Pewnie z każdym z nas chciałby porozmawiać, ucieszyć się naszym braterstwem, beztroskim śmiechem i głośnymi rozmowami. I widzieć w naszych oczach szczęście, nie łzy. Przecież jesteśmy jego dziećmi…

Dziś też mnie zaprasza na ucztę. Na Eucharystię. Chce być ze mną i we mnie. Chce dać mi i wszystkim swoim bliskim Chleb dający życie wieczne. Bym kiedyś, wolny od zmartwień i trosk mógł w odświętnej szacie stawić się na Uczcie Baranka…

Zadanie duchowe
Dziś, jutro czy pojutrze zjem choć jeden posiłek z bliskimi tak, by mogli się nacieszyć moją obecnością.


Deklaracje to nie wszystko (Iz 26,1-6; Ps 118; Iz 55,6; Mt 7,21.24-27)

Była chłodna, wrześniowa noc. Szybko znudził mi się marsz po asfalcie. Coraz bardziej znużony próbowałem zatrzymywać z rzadka przejeżdżające samochody, ale wszystkie omijały mnie szerokim łukiem. Nic dziwnego. Kto to widział włóczyć się nocą po takim odludziu. Pewnie jeśli nie brali mnie za bandziora, to przynajmniej za szukającego guza wariata. Gdy więc usłyszałem za sobą warkot motocykla, nawet się nie odwróciłem. Minął mnie, ale ku mojemu zdziwieniu po chwili zawrócił. Motocyklista zaproponował, że mnie podwiezie. Nie żartuje? Nie boi się? Nic nie mówiłem, ale byłem zaskoczony. Tym bardziej, że mając swoje bagaże mój dobrodziej nie bardzo miał gdzie mnie i mój plecak umieścić. Ale nie zostawił. A gdy po karkołomnej jeździe dotarliśmy w końcu do Baligrodu zaproponował, że jeśli nie mam gdzie, to może mnie przenocować…

Odważny gest tamtego nieznajomego człowieka na długo ukształtował moje widzenie świata. Irytowałem się, gdy ludzie ostrzegali mnie przed naiwnością w kontaktach z potrzebującymi. Przecież Pan Jezus wcale nie powiedział, że mamy pomagać innym tylko wtedy, gdy nie wiąże się to z żadną uciążliwością i ryzykiem. Dlaczego widzieć w każdym potencjalnego rozbójnika? Dlaczego w imię ostrożności zapominać o potrzebie nakarmienia głodnych, odwiedzeniu chorych czy przyjęciu przybyszów?

Dziś, gdy czytam słowa Jezusa, że nie ten, kto ciągle powtarza „Panie, Panie” wejdzie do królestwa niebieskiego, ale kto spełnia wolę Boga, ta przykurzona już nieco przez czas myśl powraca. Wiara, sprawiedliwość człowieka wyrażają się także w słowach, ale się do nich nie ograniczają. Puste deklaracje nie zastąpią autentycznego życia Ewangelią. Całą Ewangelią, a nie tylko tym, co jest w niej dla mnie wygodne. Obowiązek przebaczenia, nieprzywiązywanie się do bogactw, pojmowanie władzy jako służby…W ilu to już sprawach znalazłem łatwe wytłumaczenie dla mojej odmowy życia według nauki Jezusa?

Zadanie duchowe
Przypomnę sobie osiem błogosławieństw. Jeśli lubię błyszczeć, przez jeden dzień będę się starał żyć według błogosławieństwa „Błogosławieni cisi”. Jeśli jestem kłótliwy – według błogosławieństwa o wprowadzających pokój. Jeśli gniewam się na kogoś – według błogosławieństwa o miłosiernych…


Widzącym raźniej (Iz 29,17-24; Ps 27; Mt 9,27-31)

Dziś nie jestem już pewien jak miała na imię, ale ciągle pamiętam jej oczy. Gdy pierwszy raz w nie spojrzałem poczułem się dość nieswojo. Nieruchome, jakby zapatrzone w dal, ze źrenicami o kształcie... No właśnie, jakim? Jakby roztartej kropli wody. Była niewidoma. Od urodzenia. Nigdy nie widziała światła. Nie wiem co sprawiło, że zjawiła się na tych rekolekcjach. Pamiętam tylko, jak bardzo zaskoczyło mnie jej świadectwo. Gdy mówiąc o swoim spotkaniu z Jezusem powiedziała: „I wtedy przejrzałam”…

Co bym zrobił bez widzących oczu? Nie wiem. Wiem tylko co bym stracił. Dlatego nie dziwię się, że zapowiadając czasy mesjańskie prorok Izajasz mówił o przywróceniu wzroku niewidomym. To dolegliwość, która może służyć za synonim wszelkich nieszczęść. Jezus przywracając wzrok niewidomym pokazał, że w Jego królestwie nie będzie już cierpienia. On może uleczyć każdą dolegliwość i otrzeć z ludzkich oczu wszystkie łzy. Jest jednak w całym tym wydarzeniu jeszcze coś innego…

To wiara otworzyła owym niewidomym oczy. Zaczęli widzieć, bo uwierzyli, że Jezus może im przywrócić wzrok. Ale można powiedzieć, że wiara otwiera także inne oczy. Oczy serca. To dlatego owa dziewczyna mówiła o spotkaniu z Jezusem jak o przywróceniu wzroku. Bo kto Go spotyka, temu spadają z oczu łuski. Zaczyna widzieć to, czego dotąd nie dostrzegał, a wszystko wydaje się prostsze i łatwiejsze. Jak człowiekowi, któremu w nieznanym, ciemnym pomieszczeniu udało się w końcu zapalić światło…

Zadania duchowe
Uwaga, ciut niebezpieczne. Spróbuj z zamkniętymi oczyma pięć razy przejść przez trzy dowolnie wybrane punkty swojego pokoju. Potem zrób to samo z otwartymi oczami. Prawda ze wzrok pomaga sensownie się poruszać? Wiesz już, czemu wierzący nie rozumieją czasem problemów tych, którzy Boga odrzucają?


Bóg jest wierny (Rdz 3,9-15; Ps 98; Ef 1,3-6.11-12; Łk 1,28; Łk 1,26-38)

Udało mi się wydostać z Warszawy. Do celu wprawdzie jeszcze daleko, ale najtrudniejsze mam już za sobą. Humory dopisują. Nasz czerwony maluszek dzielnie znosi trudy długiej podróży. Dojeżdżam do skrzyżowania. Właśnie zmieniają się światła. Zwalniam nie chcąc potem hamować przed tymi, którzy ruszyli przede mną. Przez moment nieco zdziwiony patrzę na ruszający z naprzeciwka samochód. Chyba nie chce zajechać mi drogi? Noga wędruje na hamulec. Nie, zatrzymał się. Noga na gaz. W tym momencie skręcający w lewo samochód z naprzeciwka rusza znowu. Uciekam jeszcze na sąsiedni pas. Na próżno. Słyszę huk zgniatanej blachy i krzyk żony. Policjanci nie mogli potem zrozumieć, jak można było ruszając uderzyć w bok przejeżdżającego samochodu. Ale chyba jeszcze bardziej zdumiewało ich tłumaczenie winnego wypadku: przecież ja też miałem zielone światło.

Równie głupio muszą brzmieć nasze tłumaczenia, kiedy usiłujemy się przed Bogiem usprawiedliwiać ze swoich grzechów. Winne bywają okoliczności, inni ludzie. A przecież On i tak wie wszystko. Nie ma sensu się przed Nim wybielać. Zamiast tego lepiej uwierzyć, że mimo naszych słabości, ciągle Mu na nas zależy. I że ciągle szuka sposobów, czasem zaskakujących, by przemienić nasze serca. Jak wtedy, gdy myśląc o naszym zbawieniu pytał o zgodę na realizację swoich planów młodą dziewczynę z Nazaretu.

Zadanie duchowe
Dziś, jutro, spróbuje się nie usprawiedliwiać.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Sierpień 2018
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Pobieranie...