II Niedziela Wielkiego Postu
Ks. Leszek Smoliński
Krzyż z kościółka San Damiano nie przedstawia Chrystusa pokonanego. To nie jest wizerunek bólu zatrzymanego w chwili śmierci. To Chrystus żyjący, stojący, z otwartymi oczami i – przede wszystkim – z szeroko otwartymi ramionami. Patrząc na ten krzyż, trudno nie zauważyć gestu obejmowania. Ramiona Jezusa nie są napięte w geście sprzeciwu. One są otwarte. Jakby chciały powiedzieć: „Przyjdź. Nie bój się. Jest tu miejsce także dla ciebie”.
W świecie, który często zamyka drzwi, Bóg na krzyżu otwiera ramiona.
W świecie warunkowej miłości – On kocha pierwszy.
W świecie osądu – On daje miłosierdzie.
Pod krzyżem nie stoisz jako oskarżony. Stoisz jako umiłowany. Te ramiona są przebite. To nie jest tani gest, ale to miłość, która kosztuje. Każda rana mówi: „Znam twój ból”. Każde rozciągnięte ramię mówi: „Nie jesteś w nim sam”. Krzyż z San Damiano przypomina, że cierpienie nie zamknęło serca Jezusa. Ból Go nie skurczył. Niesprawiedliwość nie uczyniła Go zgorzkniałym. On pozostał otwarty. „Jezus identyfikował się ‘z tymi, którzy w hierarchii społecznej stoją najniżej’, i jak swoją miłością, daną do końca, ukazał godność każdego człowieka, zwłaszcza gdy ‘jest słabszy, bardziej nieszczęśliwy i cierpiący’ Kontemplacja miłości Chrystusa „pomaga nam zwracać większą uwagę na cierpienie i potrzeby innych, czyni nas wystarczająco silnymi, aby uczestniczyć w Jego dziele zbawczym, jako narzędzia Jego miłości” (Leon XIV, Dilexi te, 2). I to jest najtrudniejsze – pozostać otwartym wtedy, gdy się cierpi.
Rozpostarte ręce Jezusa obejmują świat, łączą dwa kierunki: pion i poziom. Jedno ramię wskazuje ku Ojcu. Drugie – ku ludziom. Krzyż staje się mostem. Krzyż nie zamyka – on zaprasza. W bólu Męki objawia się gotowość Boga, by przyjąć każdego: sprawiedliwego i grzesznika, silnego i słabego. Pod tym krzyżem uczę się, że miłość kosztuje, ale nigdy nie wyklucza. Pod tymi ramionami mieści się każdy: święty i grzesznik, silny i słaby, pewny siebie i zagubiony. Nie ma tu selekcji. Jest przestrzeń.
To właśnie przed tym krzyżem modlił się Franciszek z Asyżu, słysząc wezwanie: „Idź i odbuduj mój Kościół”. Może usłyszał je dlatego, że patrzył na Boga z otwartymi ramionami – Boga, który nie niszczy, ale podnosi. Odbudowa zaczyna się zawsze od przyjęcia miłości. Nie od działania, nie od bycia objętym. Tak było też w życiu Franciszka z Asyżu. „W trędowatym objął go sam Chrystus, zmieniając jego życie” (Dilexi te, 6). Otwarte ramiona Boga to zaproszenie dla tych, którzy na Jego wzór mają stawać się naśladowcami Jego boskiego Serca, które jest „dobroci i miłości pełne”.
Jezu, poszerz moje serce na miarę Twoich ramion.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |