Powieje tradycją

Nie tylko dla dzieci

To powieje nam w Święta tradycją. Babcia przyjeżdża, powiedział tata, kończąc czytanie listu. Posłuchajcie, co pisze.
„Jeszcze siły mi dopisują, ale nie wiem, co będzie za rok. Dlatego postanowiłam przyjechać, by – może już ostatni raz w tym życiu – zobaczyć, jak żyjecie i spędzić z Wami Boże Narodzenie.”
Kilka dni po liście Wojtek z rodzicami czekał na peronie na przyjazd „Lubuszanina”. Po kilkunastu minutach z wagonu wytoczyła się z pakunkami w rękach jak zwykle promieniująca życiem i radością babcia. Wszystko oczywiście natychmiast wylądowało na ziemi, a babcia utonęła w ramionach dzieci i wnuczka. Wojtek poczuł szarpanie za uszy i usłyszał:



- Nic się nie zmieniłeś. Ciągle z oczu patrzy ci łobuzem.
Babcia jak zwykle tryskała humorem. W domu opowiadała o rozmowie z pewną panią podczas podróży. Ta kobieta, zaciekawiona śpiewnością mowy babci, zapytała ją, czy przypadkiem nie pochodzi z Kresów.
- A gdzie tam, pani – ja jej odpowiadam. Nie z Kresów, ale z Polski centralnej,
spod Hrubieszowa. I wyobraźcie sobie – ciągnie dalej swoją opowieść – ona mnie zupełnie nie zrozumiała. Pewnie kiepsko uczyła się historii i myśli, że Polska zawsze kończyła się na Bugu.
Zaczęły się przedświąteczne przygotowania. Babcia uczyła mamę starych przepisów na wigilijne potrawy, czuwała nad sprzątaniem i cały czas opowiadała. Czasami dochodziło do sprzeczek, chociażby przy ubieraniu choinki. Wojtek wyciągnął najładniejsze bombki i kupione w Mini-Malu łańcuchy, na co ona zareagowała długim jak kazanie wywodem.
- Kto by to wieszał na choince. Ozdoby na drzewku są znakiem darów Bożych dla człowieka. Mamy się nimi nakarmić. Słyszał to kto, by zjeść choćby najpiękniejsze, ale szklane bombki. Na drzewku wiesza się, ale pierniki, orzechy laskowe, słodycze i zrobione przez siebie łańcuchy. Pierniki, bo Pan Jezus jest Słowem, które stało się Ciałem, by człowiek mógł je spożywać. Orzechy, bo to Słowo jest czasem trudne do zgryzienia, czyli do wypełnienia w codziennym życiu. Cukierki, bo później napełnia serce słodyczą. A łańcuch, bo Pan Jezus jest takim łańcuchem, łączącym niebo z ziemią. Ale człowiek ma Mu pomóc w rozciąganiu tego łańcucha, dlatego w Adwencie robimy go sami.
Wojtek musiał się poddać. Nigdy tak nie myślał o choinkowych ozdobach. Wydawało mu się, że po prostu ma być ładnie i nic poza tym. Zresztą podobnie było przy kupowaniu owoców na świąteczny stół. Wybrał w sklepie najpiękniejsze pomarańcze, banany, orzechy kokosowe i parę innych gatunków. A babcia zdziwiona zapytała:
- A jabłka? Przecież muszą być koniecznie jabłka. Duże, piękne, świecące i smaczne. Żeby przypominały ten owoc, przez który pierwsi rodzice zgrzeszyli. I żebyśmy wiedzieli, po co Pan Jezus przyszedł na ziemię.
W Wigilię, gdy już wszystko było gotowe, pozostało tylko ustawić pod choinką szopkę. A tu kolejna niespodzianka. Bo babcia pokręciła nosem na kupioną w sklepie plastikową stajenkę, uśmiechnęła się tajemniczo i wyciągnęła na stół jedną z paczek. Za chwilę pojawiły się wystrugane z drewna figurki.
- To najstarsza rodzinna pamiątka. Zostały wyrzeźbione przez mojego ojca a twojego pradziadka. Dzisiaj mówiliby o nim artysta ludowy. Ale kiedyś nazywali go rzezańcem, bo rzezał, czyli rzeźbił w drewnie różne cudactwa, które potem rozdawał ludziom, albo stawiał przy drogach. Te są z drewna lipowego. Ustawimy je na stole, tylko przedtem zbijesz z kawałków desek szopkę i przyniesiesz trochę siania.
- Babciu, ale te figurki są wszystkie uszkodzone, próbował protestować. Popatrz. Osiołkowi brakuje ucha, pasterzowi ręki, wół bez głowy, król bez korony – wyliczał po kolei w nadziej, że to przekona babcię. Ona jednak zamyśliła się, spoważniała i po chwili zaczęła tłumaczyć.
- To nic nie szkodzi. Może nawet lepiej. Bo te figurki mówią coś o nas, pokazują ludzi, przychodzących do żłóbka.
- Nic z tego nie rozumię.
Wojtek patrzył na babcię, oczekując dalszych wyjaśnień. Wiedział już, że w tym, co ona mówi i robi kryje się jakaś mądrość i dobroć. Tak było i teraz. Babcia brała delikatnie do ręki owieczki, pastuszków, a mówiła o ludziach.
- Popatrz tylko na naszą rodzinę. Wszyscy jesteśmy okaleczeni jak te figurki. Twój tata jest nerwus, mama uparta, jak złośliwa a ty leniwiec. Jednak Pan Jezus przychodzi do wszystkich i do każdego wyciąga ręce. Może nawet bardziej do chorych niż do zdrowych. I wszystkich kocha jednakowo. Przecież po to przychodzi na ziemię, by nas uzdrowić. Nie ma potrzeby mówić, że jesteśmy zdrowi, bo to przecież nieprawda.
Chyba babcia ma rację, myślał Wojtek, patrząc przed Pasterką na żłóbek w kościele.
A gdy organy zagrały „Wśród nocnej ciszy” i w świątyni zaiskrzyło wszystkimi kolorami światła, przymknął oczy. Przez moment wydawało się mu, że ręce Pana Jezusa stają się coraz dłuższe. Że wyciąga je i do tych, którzy chodzą do kościoła co niedziela, i do tych, co pojawiają się tylko od święta. Do tych, którzy przed świętami u spowiedzi byli, i do tych, którzy nie poszli. Potem ręce Pana Jezusa zrobiły się jeszcze dłuższe. Wyciągnęły się poza kościół.
Do tych, którzy na święta do kościoła nie przyszli wcale.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Sierpień 2018
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Pobieranie...