VI tydzień Wielkiego Postu (Wielki Tydzień)

Przeczytaj i rozważ


Twarz jak głaz (Mk 11,1-10 lub J 12,12-16 (procesja z palmami), Iz 50,4-7; Ps 22; Flp 2,8-9; Mk 14,1-15.47)

Gdybym wiedział zawczasu jakie cierpienia spotkają mnie w życiu, pewnie nie zdecydowałbym się na nie. Zwiewałbym, aż by się za mną kurzyło. Dziś, z perspektywy widzę wielkie owoce tych „ciemnych nocy”. Dopiero teraz dostrzegam, że tych chwilach bliskość Pana Boga. Wtedy tego nie widziałem. Ale gdyby ktoś spytał się wcześniej, czy chcę przeżyć te wszystkie wydarzenia, nie miałbym odwagi stawić im czoła.

A Jezus? Biblia mówi, że od długiego czasu przygotowywał uczniów na wydarzenia Wielkiego Tygodnia. Przez trzy lata publicznego nauczania niestrudzenie szedł wprost do Jerozolimy, wiedząc, co Go w niej spotka. Uczynił swą twarz jak głaz. To była Jego decyzja. Był konsekwentny. „Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym Mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

To On sam podał swój grzbiet bijącym.

To On podał, jak na tacy, swoje policzki rwącym Mu brodę.

Był wierny swojemu postanowieniu. Posłuszny aż do śmierci.


Bóg paradoksów (Iz 42,1-7; Ps 27; J 12,1-11)

Pasterz, który stał się barankiem.
Przedziwny mądry doradca wybierający jedynie to, co głupie i słabe.
Zabity baranek, ale i walczący lew z pokolenia Judy.
Potężny władca i bezbronne dziecko.
Zwycięzca śmierci i złożony w grobie człowiek.
Solidny fundament zbudowany... z kamienia odrzuconego przez budujących.
„Ojciec świateł” przychodzący w ciemnej nocy.
Wywyższony na tronie i wywyższony nad ziemię na hańbiącym krzyżu.
Ciskający gromy i łagodny jak powiew wiatru.
Drapieżny orzeł i łagodny gołąbek.
Najwyższy ptak, który przyjął za symbol żyjącą na samym dnie rybę.
Rozsadzający skały i delikatny jak tchnienie.
Pan przed którym zgina się każde kolano i pokorny sługa obmywający na kolanach stopy uczniom.
Palący płomień ognia i chłodząca woda.
Pierwszy, który nie waha się stać na końcu.

Ten, który jednym potężnym słowem stworzył świat „nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku”.

Bóg paradoksów.


Miecz (Iz 49,1 -6; Ps 71; J 13,21 -33.36-38)

Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie.

Gdy pada ze sceny słowo „Jezus Chrystus”, świat od razu dzieli się na pół. Miecz obosieczny – opowiada Tomek Budzyński, lider punkowej Armii. Od lat śpiewał na koncertach piosenkę „Przebłysk 5”. „Światło świeć, światło prowadź mnie”. – Śpiewając „światło” jakiś głos mi mówił, że tym światłem jest Jezus Chrystus. Pomyślałem sobie, że odważę się i zmienię tekst. Będę śpiewał: „Niech cię strzeże, nich cię wspiera Jezus Chrystus”, a nie „światło”, jak dotychczas. I zmieniłem tekst. Na jednym z koncertów – w Łodzi zaśpiewałem: „Jezus Chrystus”. A tu nagle okazało się, że założce, która przyszła na ten koncert, to się nie spodobało. Zebrali się pod sceną i zaczęli krzyczeć: „Jezus ch...”, zaczęli na mnie pluć (nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało). Dla mnie był to ogromny szok. Cały problem polegał na tym, że myślałem, że wystarczy wypowiedzieć to publicznie i sprawa załatwiona. Myślałem, że wszyscy to przyjmą, że wszystkim się to będzie podobać. A tu okazało się, że moje słowa spowodowały taką potężną agresję.

Oni mi straszliwie ubliżali, byłem cały opluty. Ktoś krzyczał, że Jezus to jest ch..., a mnie nagle coś tknęło i po raz pierwszy powiedziałem na głos: „Człowieku! Jezus Chrystus jest Panem!” Powiedziałem to po raz pierwszy w życiu. I to nie w takiej atmosferze, wiesz, że siedzimy sobie z przyjaciółmi, modlimy się i ktoś nagle mówi: „Jezus Chrystus jest Panem”, ale w warunkach zupełnie skrajnych, ekstremalnych.

Niełatwe jest życie proroka. Miecz obosieczny wychodzący z jego ust uderza i ludzi do których przemawia i jego samego. Ale dzięki temu zraniony prorok nie może już przypisywać chwały sobie.


Żarłok i pijak (Iz 50,4-9a; Ps 69; Mt 26,14-25)

Pan Bóg Mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi.

O wiele bardziej niż mocne uderzenie pięścią bolą złośliwe, pełne ironii komentarze. To ciekawe, dorośli ludzie z naszej wspólnoty doskonale pamiętają sytuacje, gdy ktoś wyśmiał ich, gdy chodzili do... podstawówki. Takie rzeczy zostają na całe życie. Jak dostrzec w nich światło? Jak odkryć perły?

Porównać je z życiem Jezusa – podpowiadają duchowi kierownicy. – Powinniśmy zobaczyć podobieństwo swoich ran do ran Chrystusa. To zaś jest podstawą uwielbienia Jezusa – podpowiada ojciec Augustyn Pelanowski – Jeśli, weźmie On do rąk czyjąś księgę życia, a w niej znajdzie rozdział naznaczony krzyżem, zapłacze i wzruszy się głęboko, a nasze łzy otrze. My zaś będziemy szczęśliwi z tego, że w czymś byliśmy podobni do samego Syna Bożego”.

Święty Piotr pisze wyraźnie: „Cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały. Błogosławieni jesteście, jeżeli złorzeczą wam z powodu imienia Chrystusa, albowiem Duch chwały, Boży Duch na was spoczywa” (1 P 4,13-14).

Otwieram Biblię i czytam, ze faryzeusze widząc Syna Bożego prychali z oburzeniem Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. Że w czasie drogi krzyżowej siekli do różami swoich drwin: prorokuj, kto cię uderzył.

Dlaczego tak bardzo skupiam się na swoich zranieniach? Jak trędowaty, drapię rany i przypominam sobie szyderstwa, jakimi mnie poczęstowano. Kiedy stanę się na nie nieczuły? Kiedy w końcu odnajdę w nich podobieństwo do samego Boga?


Transfuzja (Iz 50,4-9a; Ps 69; Mt 26,14-25)

Każdego dnia człowiek powinien wychodzić z Egiptu – zawołał Izrael z Kozienic.

– Czasem po przyjęciu ciała i krwi Pana zastanawiam się ile jeszcze w moich żyłach płynie mojej krwi, a ile Jego? – opowiadał mi znajomy kapłan. Święta transfuzja. W naszych żyłach krąży krew zabitego Baranka.

To ona uratowała Izraela w Egipcie. Ocaleli jedynie ci, którzy pokropili nią swoje drzwi. Pan rozprawiał się z bogami Egiptu. Dziś rozprawia się z moimi bożkami.

Często narzekam na przeciwności. Tymczasem, gdyby nie one, nie wyszedłbym nigdy ze swojego Egiptu. Słowo to w oryginale brzmi Micraim, czyli ucisk. Cz,ęsto jestem w ucisku, ale przyzwyczajam się do niego. I wtedy Pan „zatwardza serce faraona”. Pojawiają się przeciwności, które zmuszają mnie do wyjścia. Mam wreszcie dość niewoli, zaczynam tęsknić za ziemią obiecaną. Wychodzę z Egiptu. Płuczę swoje szaty we krwi Baranka. To jedyne ocalenie.

Proroczo pisał o tym w Apokalipsie Jan: A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli? I powiedziałem do niego: Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu.


Głupstwo w oczach świata (Iz 52,13-53,12; Ps 31; Hbr 4,14-16; 5,7-9; Flp 2,8-9; J 18,1-19,42)

Wielki Piątek. Godzina 15.00. Wracam przez osiedle do domu. Mieszkam tu już dość długo, ale tylu awantur w ciągu kwadransa nie słyszałem chyba nigdy. Przekleństwo goni przekleństwo. Pełno młodych chłopaków. Zaczepiają słownie kogo się da. Ironiczne, szydercze uśmiechy. Nie trzeba mieć wyczulonego daru duchowego rozeznania, by stwierdzić, że nie życzą nikomu dobrze. A zatem przeklinają. To też niebezpieczne. Pustka.

To ciekawe: sytuacja jak sprzed dwu tysięcy lat. Znów wygląda na to, że Zły zatriumfował, a świat wymknął się Bogu spod kontroli. Szyderstwo, agresja i gdzieś daleko bezradność zwijającego się bólach okaleczonego skazańca. Jak czuje się świat po śmierci Boga? – pytał Nietsche. To, co w jego ustach miało być najgorszym bluźnierstwem okazało się... prawdą. Tak nieprawdopodobną, że aż obrazoburczą. Bóg umarł.

Kiedyś znajomy widział na murze graffiti: „Im bardziej cię kocham, tym bliżej jestem śmierci, a jednak coraz bardziej cię kocham”. Bóg umarł. Miłość rozerwała Mu serce. Nietschemu brakuje słowa najważniejszego. Zmartwychwstania. Bez niego rana świata jest nieuleczalna.

Wielki Piątek, Godz. 15.03 Jezu, świat oszalał! Dobrze, że Ty również oszalałeś z miłości do ludzi. Ludzie mówili, że „odszedłeś od zmysłów”. Szaleństwo Twego krzyża jest większe niż pusty śmiech demonów. Marana tha!

Piątek, Godzina 15.05. „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”.


Fale śmierci (Wigilia Paschalna Rdz 1,1-2.2; Ps 104; Rdz 22,1-18; Ps 16; Wj 14,15-15,1; Ps: Wj 15,1.2.4-5.17ab-18; Iz 54,4a.5-14; Ps 30; Iz 55,1-11; Ps: Iz 12,2.3-4b.4cd-5; Ba 3,9-15.32-4,4; Ps 19; Ez 36,16-173.18-28; Ps 42,2-3;43,3.4; Rz 6,3-11; Ps 118; Mt 28,1-10)

Duży festiwal chrześcijański. Tłum faluje pod sceną. Na niej zespół prowadzi modlitwę wielbienia. Ręce w górze. Łagodne dźwięki w tle, subtelna gra świateł. Lekki dym nad głowami. Płyną słowa chwały. Przechodzę obok sceny. Wpadam na zamyślonego Tomka Budzyńskiego. Idzie jak czołg ze spuszczoną głową. Zapytany o coś, rzuca od niechcenia: „Nie chce mi się nawet o tym gadać. Bo wiesz, jeśli chodzi o mnie, to ja już nie mam żadnych złudzeń. Wiesz, jestem jak Izrael. Muszę wybrać. Przede mną Morze Czerwone czyli pewna śmierć. Za mną wojsko faraona czyli również śmierć. I jak tu zawierzyć?”

Tomek macha od niechcenia ręką i znika za rogiem. Ze sceny słyszę słowa chwały, pastelowe pasaże. Wdycham delikatny zapach dymu.

Jak bardzo słowa Budzyńskiego kontrastowały z tym, co działo się na scenie! Były gwałtem zadanym tej sielankowej atmosferze. Pulsują w mych uszach do dziś. Coś we mnie zburzyły. Do dziś (a minęło już kilkanaście miesięcy!) nie dają mi spokoju. Mówią mi coś ważnego o doświadczeniu Boga.

Izraelici niebawem po wyjściu z Egiptu wykrzyczeli w twarz Mojżeszowi: „Zostaw nas w spokoju!”. Za nimi śmierć, przed nimi śmierć. I jak tu uwierzyć, że pośrodku tej przeklętej historii objawi się życie? Panie wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu.

Chciałbym jak Izrael zakrzyknąć: „Ogarnęły mnie fale śmierci i zatrwożyły mnie odmęty niosące zagładę; oplątały mnie pęta Szeolu, zaskoczyły mnie sidła śmierci. W moim utrapieniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga; usłyszał On mój głos ze swojej świątyni, a krzyk mój dotarł do Jego uszu”.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Wrzesień 2018
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 1 2 3 4 5 6
Pobieranie...