5. tydzień Wielkanocny

Przeczytaj i rozważ


Przepis na miłość (Dz 14,21-27; Ps 145; Ap 21, 1-5a; J 13,34; J 13,31-33a.34-35)

„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Nie mam odwagi zamknąć prawdy o miłości Chrystusa w zwięzłych słowach. Nie zamierzam formułować prostych definicji. Tak łatwo o karykaturalne wynaturzenie tego, czym naprawdę Jego miłość była. On mógłby powiedzieć zupełnie inaczej… Miłowałem, bo was wybrałem. Miłowałem, bo byłem z wami podczas uczt i burzy na jeziorze. Miłowałem, bo karciłem, gdyście kłócili się, kto z was jest największy. Miłowałem, bo uczyłem was, jak mówić do Ojca i gdy wyjaśniałem wam prawdę o Bożych przykazaniach na Górze Błogosławieństw. Miłowałem, bo uchyliłem wam rąbka mojej boskości w uzdrowieniach i wskrzeszeniach, których tyle widzieliście i gdy przemieniłem się na waszych oczach na Taborze. Miłowałem, gdy uczyłem o Ojcu i umyłem wam w Wieczerniku nogi. I gdy w końcu nie ciągnąłem was ze sobą na krzyż, tylko umarłem za was…

Człowiek czasem próbuje swoje niedoskonałe i okaleczone pojęcie miłości uczynić fundamentem rozumienia miłości Boga. „Bóg jest miłością” powtarza za św. Janem i zamiast zastanawiać się, kim jest Bóg, myśli czym jest miłość. A przecież w tym samym liście święty Jan nazwał Boga „światłością, w której nie ma żadnej ciemności”. A w innych miejscach Biblia nazywa Go Ojcem, Świętym, Królem, Sędzią, Ucieczką człowieka, Zbawicielem. Nie wolno mi Boga sprowadzać do prostej definicji. Nie mogę też trywializować Jego miłości…

Jedno chyba dobrze przeczuwam. Jego miłość nigdy nie jest ślepa i naiwna. Mam raczej wrażenie, że zawsze jest twarda i wymagająca…

Modlitwa

Wydaje mi się, że tyle mogę o Tobie powiedzieć, Panie. A jednak każdego dnia odkrywam, że mojemu poznaniu daleko do pełni. Bo jak niebiosa wznoszą się nad ziemią, tak Ty i Twoje pomysły nad moimi wyobrażeniami. Bardzo Ci za to dziękuję. Bo dzięki temu, choć przecież Cię jakoś, po ludzku znam, to zawsze pozostajesz dla mnie kimś, kto mnie zaskakuje; kimś kto ciągle na nowo każe mi zadawać sobie najbardziej podstawowe pytania. Gdy wydaje mi się, że powinienem już znać większość ważnych odpowiedzi i zająć się poważnymi dyskusjami ideologicznymi, Ty pozwalasz mi jak małemu dziecku powtarzać: po co Bóg był mały, po co mieszkał w zwykłej rodzinie, po co mył uczniom nogi i po co umarł, skoro po trzech dniach zmartwychwstał. Ale śmieję się. Jak to dobrze wśród hałaśliwych sporów pytać o sprawy nieprzemijające…



Powołaniem jest miłość (Dz 14,5-18; Ps 115; J 14,26; J 14,21-26)

Czy Twoją wolą Boże jest, abym poszedł do zakonu? To pytanie w różnych wariantach często powtarzają młodzi ludzie. A my, starsi, nie wyprowadzamy ich z błędu, że przecież odkrycie własnego powołania nie polega na rozwiązaniu zagadki.

„Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.

Czy ma znaczenie droga, którą pójdę? Carlo Carretto napisał kiedyś: „Nie zaśmiecaj nieba pytaniami Panie, jakie moje powołanie. Kochaj, a kochając odnajdziesz je”. Dziś, pochylając się nad lekko już pożółkłymi kartami mojej Biblii czytam to samo. Nieważne, jaką drogą pójdziesz. Byleś zachowywał przykazania. Tak okażesz Mi miłość. A Ja z Ojcem – mówi Jezus – odpłacę Ci tym samym.

Nie trzeba prosić Ducha Świętego o znaki. On, przypominając naukę Jezusa, i tak pośle na drogę miłości. Czy ma większe znaczenie w czym konkretnie się wyrazi?

Modlitwa

Kiedy zatęsknię za widokiem z jakiejś góry, Panie, zastanawiam się, którą drogą najlepiej tym razem na nią wejść. Zawsze cieszę się, że mam kilka możliwości. Dziś myślę, że podobnie jest z moim życiem. Z wielu dróg, siłą rzeczy, wybrałem jedną. Okazało się, że i tak stwarza wiele różnych możliwości. Cieszę się, że zgadzałeś się na moje wybory. Wiem, że gdziekolwiek bym nie poszedł, będziesz ze mną. Bo obiecałeś być z tym, kto Cię swoim życiem będzie miłował. I jeśli czegoś naprawdę mogę się obawiać, to tylko chwil, w których chcę z drogi na szczyt, do nieba, zawrócić…


Mogę być i najemnikiem (Dz 20,17-18a.28-32.36; Ps 100; Rz 8,31b-39; J 10,14; J 10,11-16)

„Ja jestem dobrym pasterzem” – mówi o sobie Jezus. Uwierzyłem w to zgadzając się, że On wie lepiej. Choć nie wiem, co zrobiłbym, gdyby coś ważnego w moim życiu miało potoczyć się nie po mojej myśli. Czasem przecież widzę, gdy niespełnione plany czy urażone ambicje nie pozwalają pobożnym ludziom powtarzać Pasterzowi swoje „tak”.

„Ja jestem dobrym pasterzem” – mówi o sobie Jezus. A ja? Zawsze pozostanę jedynie najemnikiem w Jego służbie. Ważne tylko, czy w imię przyjaźni będę potrafił razem z Nim trwać w przeciwnościach, czy raczej wystraszony i zniechęcony, porzucę Jego sprawy dla spełnienia swoich ambicji i poklasku wśród ludzi. Tyle razy słyszałem, gdy jasne wymagania Ewangelii ktoś próbował łagodzić. By przypodobać się światu albo by nie narazić się na szwank swojej kariery…

Modlitwa

Jesteś, Panie, dobrym pasterzem. Wiesz, gdzie zielone pastwiska i gdzie wody pod dostatkiem. Przepraszam, że czasami chcę Cię pouczać. Przepraszam, że nie zawsze wiernie trwam w Twojej służbie. Dziękuję, że ciągle na nowo zapraszasz mnie do współpracy z Tobą. Za psalmistą powtarzam, że jeden dzień z Tobą lepszy jest niż innych tysiące. Już wiem, że naprawdę lepiej stać w progu domu mojego Boga, niż mieszkać w namiotach grzeszników…


Bym trwał (Dz 15,1-6; Ps 122; J 15,4.5b; J 15,1-8)

„Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”.

Pierwsze ostrzeżenie dostałem już dawno temu. Gdy widziałem, jak działaczom katolickim polityka myliła się z religią. Potem widziałem to coraz częściej. Jak łatwo prezentując swoje poglądy zasłaniać się Jezusem. A jednocześnie zatracić świeżość i niestereotypowość Jego Ewangelii…

Dziś wiem: tak jest zawsze, gdy wiarę, będącą w pierwszy rzędzie spotkaniem z żywym Bogiem, zamienia się w zbiór zasad, także dotyczących spraw czysto personalnych, których słuszności nawet nie chce się przemyśleć. Kiedy brakuje owego pokornego obcowania z Bogiem, skąd czerpać ożywcze soki?

Modlitwa

Powtarzam dziś za psalmistą:
„Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
jak niemowlę - tak we mnie jest moja dusza”.
Bo wiem, Boże, że tylko w Tobie jest życie. Tylko Ty możesz pustynię mojego serca zamienić w kwitnący ogród. Dopomóż mi wiernie przy Tobie trwać.


Radość prawdziwa (Dz 15,7-21; Ps 96; J 10,27; J 15,9-11)

Cieszę się, gdy coś mi się uda albo gdy ludzie mnie pochwalą. Cieszy mnie odremontowane mieszkalnie i niespodziewana premia. Nawet gdy nasi osiągają sukcesy w sporcie, też się cieszę. Ale…

Ta radość przemija. Po zwycięstwach przychodzą klęski, po pochwałach nagany. Farby na ścianach tracą swoją świeżość, a pieniądze z premii gubią się w morzu wydatków. Gdybym tylko takich radości oczekiwał, z każdym dniem mogłoby być gorzej.

Znam jednak źródło prawdziwej radości. Takiej, która nie przemija. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem (…) To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” - mówi dziś do mnie Jezus. A ja wiem, że ta radość może trwać mimo kłopotów, zniechęcenia i podupadającego zdrowia. Jezusowi na mnie zależy. Jeśli trwam w Jego miłości, jeśli po grzechu potrafię się podnieść, by znów rozpocząć swoją drogę z Nim, trwam w miłości Ojca. Tego, u którego Jezus przygotował mi wieczne mieszkanie…

Modlitwa

Wszystko w życiu z czasem zawodzi. Własne siły, których nie starcza i przyjaciele, których ubywa. Nawet jasną przeszłość okrywa z czasem płaszcz zapomnienia. Tylko Ty, Boże, nigdy się nie zmieniasz. Jesteś ciągle ten sam. Nie zmieniłeś się od czasów, gdy jako wystraszone dziecko prosiłem Cię o załatwienie moich drobnych spraw. Byłeś ze mną, gdy obiecywałem Ci oddać całe życie, gdy całym sobą chłonąłem jego świeży smak i gdy dokonywałem trudnych wyborów. Kim dla Ciebie dziś jestem? Tamtym wystraszonym dzieckiem, rozgorączkowanym młodzieńcem czy dojrzałym, w miarę odpowiedzialnym mężczyzną? Nie wiem. Ale dziękuję Ci, że w tej zmienności Ty jesteś ciągle ten sam. Że budząc się rankiem mogę zawsze z ulgą powiedzieć: „Dobrze że jesteś, Boże”.


Ale mam znajomości (Dz 15,22-31; Ps 57; J 15,15b; J 15,12-17)

Wytworne przyjęcie. Wytworni ludzie. Znajomy, który mówi: „A ten, z prawej strony, to ten znany X. Podejdźmy do tego niego”. „Znasz go?” – pytam. „Nie. Ale zawsze warto się przedstawić”.

Może to i fajnie, gdy można pochwalić się znajomością jakieś znanej osobistości. Tak jak rozpiera duma, gdy można pokazać zdjęcie z prywatnej audiencji u Jana Pawła II. Tylko trochę to smutne. Bo w moim parafialnym kościele Bóg czeka na mnie każdego dnia. A mnie rzadko zdarza się w tygodniu tam zajrzeć. Jakbym nie wierzył, ze naprawdę tam jest. Zawsze gotów udzielić mi prywatnej audiencji.

„Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”.

Kim jestem? Tak naprawdę nikim. A On nazywa mnie swoim przyjacielem. Niesamowity ten mój Bóg…

Modlitwa

Często się spieszę. Często nie wiem co Ci powiedzieć. Ale jak przejść obojętnie obok drzwi, za którymi mieszkasz ukryty pod postacią chleba? Więc naciskam na klamkę i wchodzę. Wieczna lampka płonie. Jesteś. Przez okna pod sufitem wpadają jasne promienie słońca….

Wiem, że zazwyczaj powtarzam Ci to samo. Żebyś mnie prowadził, żebyś mnie strzegł. Polecam Ci moich bliskich, dziękuję za dobre życie i przepraszam, że nie jestem godzien nazywać się Bożym dzieckiem. Staram się żyć przykazaniem miłości. Więc może i mnie nazywasz swoim przyjacielem. A wizyta przyjaciela zawsze cieszy. Wiem, że za chwilę odejdę do swoich zajęć. Ale o mnie pamiętasz, prawda? Bez Twojej wiedzy włos z głowy mi nie spadnie…


Jego wcześniej świat znienawidził (Dz 16,1-10; Ps 100; Kol 3,1; J 15,18-21)

Tyle razy słyszałem już, że chcę, by inni byli świętsi od papieża i stawiam ludziom stanowczo zbyt wysokie wymagania. Że mam tendencje do skrupulanctwa i wymyślam coś, czego nie ma w Ewangelii. Bo przecież – tak mi mówią - słuchałem księdza, a ksiądz nie powiedział. Na religii, na rekolekcjach, na spotkaniach duszpasterstwa…

Więc najpierw strach. Może i ja jestem tym, który niepotrzebnie kładzie ludziom ciężary wielkie i nie do uniesienia? Potem dopiero uspokojenie. Przecież tylko powtarzam to, czego uczy Kościół.

Jestem grzesznikiem i też upadam. Ale z tego powodu nie mogę łagodzić nauki Kościoła. Bo sprzeniewierzyłbym się samemu Jezusowi. A zapowiedział, że tak będzie. „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi”.

W takim towarzystwie łatwo znieść wszystko…

Modlitwa

Daj mi Panie mądrość, bym nigdy nie kładł ludziom na barki ciężaru, którego Ty byś nie położył. Daj dobroć, bym nigdy nie zranił tego, którego Ty podniósłbyś na duchu. Daj odwagę, bym umiał przeciwstawić się tym, którzy prawdę Ewangelii chcieliby zamienić na kłamstwo dzisiejszych mód. Bądź ze mną… -->
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Czerwiec 2018
N P W Ś C P S
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
Pobieranie...