12. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Kimże będzie (Iż 49, 1-6; Dz 13,22-26; Łk 1, 57-66.80)

Poczuła pod sercem pierwsze ruchu. Położyła na brzuchu dłoń męża. Uśmiechnęli się do siebie. Kim będzie? Dziewczynka czy chłopiec?

Na pierwsze urodziny przyszły szczęśliwe babcie. W łóżeczku zrobiły prowizoryczny stolik. Położyły na nim mały młoteczek, kieliszek i różaniec. Zobaczymy co chwyci pierwsze. Dowiemy się kim będzie.

Potem o pytaniu zapomniano. Być może dlatego, że chwycił pierwsze co miał pod ręką, czyli kieliszek. Złe proroctwo.

Minęło kilka lat. Syn kończył gimnazjum. Rodzice coraz częściej wertowali dzienniczek. Sprawdzali rankingi szkół. Co wybierze? Kim będzie?

Dalszego ciągu nie znam. Natomiast jedno mnie dziwi w tej krótkiej historii. Pytanie „kimże będzie” padało wyłącznie w kontekście płci i wybieranego zawodu. Nie pojawiło się przy okazji chrztu. Zapomniano o nim w dniu pierwszej Komunii. Przed bierzmowaniem (przecież wypada się zainteresować) padło rzucone mimochodem: „zdałeś”? Czyżby w tych trzech momentach życia pytanie o to, kim będzie dziecko, nie miało najmniejszego znaczenia?


Wyjdź (Rdz 12,1-9; Mt 7, 1-5)

Ta scena fascynowała mnie od zawsze. Ustabilizowany starzec ma zwinąć swoje namioty i wyruszyć w nieznanym kierunku. „Do kraju, który ci ukażę”. Czyli dowiesz się na miejscu. Logika nakazywała zapytać przynajmniej o kierunek. Brak wzmianki na ten temat nie wskazuje bynajmniej na próbę przemilczenia sporu lub przejścia nad nim do porządku dziennego. Przecież dalsze rozdziały Księgi Rodzaju pokazują, że potrafił być i dociekliwy i uparty w sporach z Wszechmocnym. Tym co urzeka jest naga ufność.

Wyjdź! To znaczy zacznij nie kalkulując. Bez zbytniej troski o materialne zabezpieczenie. Ksiądz Blachnicki powtarzał, by nie by nie pytać, czy wolno, ale czy trzeba. Dziś nie należy pytać, czy są środki, ale czy trzeba. Choć tak postawionemu pytaniu towarzyszyć może szyderczy uśmiech i dwuznaczne pukanie palcem po czole.

Bywa taka kraina, z której wyjście jest trudniejsze. Oddzielona od świata już nie jedną belką w oku, ale całym stosem belek, wydających się być świetną zasłoną dla własnej słabości. Miejsce na pozór bardzo bezpieczne. Kto wie, czy wyjście z Ur Chaldejskiego nie było łatwiejsze.

Więc może najpierw wyjście zza stosu belek?


Właściwie tylko szczelina (Rdz 13, 2.5-18; Mt 7, 6.12-14)

Był moment, gdy miałem ochotę zacytować ten fragment. W listopadzie przekraczałem progi szkoły jako trzeci od września nauczyciel religii. To, co zobaczyłem na pierwszej lekcji, wykraczało poza ramy najbardziej pesymistycznego scenariusza. Właśnie wtedy słowa o perłach miałem na końcu języka. Na szczęście nie zdążyłem ich powiedzieć. A właściwie nie było najmniejszych szans, by zostały usłyszane. Na szczęście, bo zyskałem czas na modlitwę i refleksję. Gdy po kilku minutach lider uciszył klasę, krzycząc „dajta mu coś powiedzieć”, opowieść była gotowa.

O małym chłopcu, mającym do pokonania strome schody i długi korytarz w domu bez oświetlenia. Na dwa kończące opowieść pytania odpowiedzieli bez wahania.
- Co robi chłopiec w drodze do drzwi?
- Tupie se i gwiżdże.
- Dlaczego?
- Żeby se dodać animuszu.
- Panowie, czego się boicie? – zakończyłem i… poszedłem do pokoju nauczycielskiego na kawę. To był początek. Jak okazało się później – dobry początek.

W murze agresji i deklarowanej wrogości zawsze znajdzie się jakaś wąska furtka, czasem zaledwie szczelina, prowadząca do miejsca, gdzie zranione dziecko czeka na odrobinę miłości. Ale najpierw trzeba odnaleźć wąską ścieżkę do niej prowadzącą, a potem zadać sobie trud przeciśnięcia się do środka.


Owoc (Rdz 15, 1-12.17-18; Mt 7, 15-20)

Wczoraj gościem czatu był ojciec Roman Wieczorek, misjonarz z Republiki Środkowej Afryki. Zapytany przez internautów czego Kościół w Polsce może nauczyć się od Kościoła w Afryce, odpowiedział bez wahania. Ewangelizacji przez wspólnotę. Wiara w Afryce nie jest sprawą prywatną i wszyscy czują się za nią odpowiedzialni. Misjonarze koncentrują się na sprawowaniu sakramentów i formacji katechistów. Ci ostatni, razem ze świeckimi, przygotowują celebracje słowa Bożego, katechizują i animują życie wspólnoty. Świeccy zapraszają i przyprowadzają ze sobą rodzinę, sąsiadów, znajomych. Kościół w Afryce doświadcza wspólnoty również poza celebracją sakramentów.

Obserwując dyskusje na różnych forach i czytając komentarze internautów nieustannie spotykam się z narzekaniem. Można odnieść wrażenie, że olbrzymi potencjał Kościoła w Polsce marnuje się tylko i wyłącznie dlatego, że księża nie chcą nic zorganizować. Mało kto zauważa, że ten Kościół coraz bardziej staje się społecznością, która „chce być obsłużona”.

„Po owocach ich poznacie”. Nie od razu zbiera się z drzewa kilka skrzynek. Na początku są pojedyncze owoce. Małe kroki miłości. Drobne inicjatywy. Można zaprosić sąsiadów i porozmawiać o ciekawym programie katolickim. Można w gronie rodziców zastanowić się wspólnie, jak uchronić dzieci przed komercjalizacją Pierwszej Komunii. Można… I do tego naprawdę nie jest potrzebny proboszcz.


Na skale (Rdz 16, 1-12.15-16; Mt 7, 21-29)

Wybierając zawód nastolatek bierze pod uwagę możliwość zdobycia pracy i przyszłe zarobki.
Polityk, podejmując decyzje, liczy przede wszystkim na poprawę wyników w sondażach.
Dyskutując o ochronie życia nienarodzonych na pierwszy plan wysuwa się argument o prawie do własnego brzucha.
Tylko jedno dziecko? Tak, bo na więcej nas nie stać.
Wspólne zamieszkanie przed ślubem? Przecież teraz jest taka moda.
.....................................................

Skałą jest kariera.
Skałą są wyniki sondaży.
Skałą jest zdefiniowana przeze mnie wolność.
Skałą jest życie w dobrobycie.
Skałą jest moda.

Skałą czy… nadbrzeżnym piaskiem, nieustannie podmywanym przez nurt rzeki?
I pytanie bardziej radykalne. Jeśli w życiu codziennym, w podejmowanych decyzjach, brak jest jakiegokolwiek odniesienia do Słowa Życia – czy to jest jeszcze chrześcijaństwo? Bo „nie każdy, kto mi mówi Panie…”

Wielu zachwyca się klasztorami w Meteorach. Przetrwały wieki. Być może dlatego, że nie tylko od zewnątrz były budowane na skale.


W dobrych zawodach (Dz 12, 1-11; 2 Tym 4, 6-9.17-18; Mt 16, 13-19)

Jean Vanier opowiadał przed kilku laty o olimpiadzie dla niepełnosprawnych. Na bieżni biegło dwóch zawodników. W pewnym momencie jeden z nich potknął się i przewrócił. Gdy drugi odwrócił się i spostrzegł, co się stało, zawrócił. Podniósłszy leżącego chwycił go pod ramię i razem przybiegli do mety. Kto tu jest nienormalny, my czy oni – pytał na koniec twórca Arki.

Dziś na podium staje dwóch niepełnosprawnych. Obydwaj mieli upadek na bieżni. Jeden się zaparł, drugi umoczył ręce w krwi Szczepana. Choć przed długi czas ze sobą rywalizowali, do mety dobiegli wspólnie, by razem odebrać „wieniec sprawiedliwości” przygotowany dla „wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego”.

Dziwne te zawody. W dodatku nazwane dobrymi. Połamańcy, ślepcy, głusi, trędowaci... Po ludzku wszyscy bez szans. Właściwie już na starcie nadający się do dyskwalifikacji. Jedni biegną, inni ślimaczą, jeszcze inni pełzają. Na koniec wszyscy zwyciężają.

Cyrk – krzyczą, pukając się po głowie „normalni” – żenujące widowisko. Igrzysko Boże – odpowiada chór aniołów – dla tych, którzy bardziej niż ciału i krwi, zaufali objawieniu Ojca, który jest w niebie.


Śmiech Sary (Rdz 18, 1-5; Mt 8, 5-17)

Gdyby przypadkowo napotkany człowiek powiedział mi, że za rok zostanę prezydentem, też bym się śmiał. Jeszcze bym dodał przysłowie o kaktusie na dłoni. Bo po pierwsze nie należę do tzw. klasy politycznej, po drugie zabrania mi tego prawo kościelne, po trzecie i tak mało kto by na mnie zagłosował. Zakładając z góry nierealność przedsięwzięcia wszelkie dywagacje na ten temat mogę potraktować najwyżej w kategoriach dobrego żartu.

Ten wyssany z palca przykład nie tyle ma wykazać zrozumienie dla zachowania Sary, co wskazać na pewną pułapkę. Mam długą listę próśb i życzeń. A że Pan Bóg ma wiele spraw na głowie, to Mu często tę listę przypominam. Czasem, zdenerwowany brakiem spodziewanej reakcji, krzyczę: „czy Ty mnie jeszcze słuchasz”! Bywa, że pytanie jak echo odbija się w przestrzeni mego serca, kołacze się po zakątkach i wraca. Jaz zaś zaczynam mieć wątpliwość, kto kogo pyta.

„Czy ty mnie jeszcze słuchasz? Mam dla ciebie obietnicę!” Wreszcie do mnie dociera. To nie moje pytanie. To odpowiedź na moje pytanie.

Obietnica…???
Śmiech.
Znów wpadłem w pułapkę. Po raz kolejny potraktowałem Go jako Boga rzeczy wyłącznie możliwych.


«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Sierpień 2018
N P W Ś C P S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Pobieranie...