20. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Nie musi być łatwo (Jr 38,406.8-10; Ps 40; Hbr 12,1-4; J 10,27; Łk 12,49-53)

„Kiedy idę w niedzielę na Mszę moi rodzice i siostra wyjeżdżają, choć obiecali poczekać. Potem posyłają mi esemesa: «Dobrze się bawimy. A Ty?»”

„Bardzo chcę żyć zgodnie z nauczaniem Kościoła. Ale mąż nie chce słyszeć, bym zaczęła stosować tylko metody naturalne”.

Takie też bywa życie uczniów Chrystusa…

Czy ktoś obiecywał, że będzie łatwo? Że wszyscy będą klaskali, gdy będziesz starał się być dobrym chrześcijaninem? Nie. Tyle że jeśli już spodziewasz się trudności, to raczej ze strony dalszego otoczenia. Tymczasem bywa i tak, jak mówił Pan Jezus: Ewangelia jest powodem odrzucenia i drwin ze strony najbliższych.

Ale przecież wiemy – Ty i ja – że takie sytuacje muszą się zdarzać każdemu, kto żyje wśród religijnie obojętnych czy wrogo nastawionych do Chrystusa. Gdyby się nie zdarzały, można by spytać o jakość naszego chrześcijaństwa. Bo Ewangelia zawsze będzie budziła sprzeciw. Niestety, czasem też wśród domowników.


Nie tylko dla doskonałych (Sdz 2,11-19; Ps 106; Mt 5,3; Mt 19,16-22)

Jeśli chcę osiągnąć życie wieczne, muszę zachowywać przykazania. To nie takie znów trudne. Wiem, niełatwo zachować wierność w każdym drobiazgu. Czasem zdarzają się poważniejsze upadki. Jeśli jednak chcę dobra, to brzemię Bożych nakazów nie jest znów tak ciężkie. Ale jeśli szukałbym doskonałości…

Oddać wszystko. To tylko łatwo powiedzieć. Dla tych, którzy założyli rodziny to wręcz niemożliwe. Nie mogą ich porzucić dla Chrystusa. Bo to On, przez sakrament małżeństwa, dał im do wykonania ważne i trudne zadanie: zadbać o najbliższych, zatroszczyć się o ich życie wieczne. Samotni…

Kłopot w tym, że chyba nie wystarczy tylko ta początkowa decyzja zostawienia wszystkiego dla Chrystusa. Każdego dnia trzeba ją ponawiać i pytać samego siebie, na ile w moim życiu idę za Jezusem, a na ile znów gromadzę sobie jakieś nowe bogactwa. Bo łatwo się pogubić...

Na szczęście jeśli nie będę doskonały, Bóg mnie do siebie też przyjmie. W utrudzonych wokół codziennych spraw, składających się tu na ziemi na Jego królestwo, też widzi swoich uczniów…


Bogatemu trudniej (Sdz 6,11-24a; Ps 85; 2 Kor 8,9; Mt 19,23-30)

Rosły wtulone w skały, wykorzystując śladowe ilości skalistej gleby. Żółte, niepozorne. Zwyczajne kwiatki. Ich obecność wśród pokrytych porostami głazów sprawiała, że cieplej robiło się na sercu. W pierwszym odruchu chciałem je zerwać. Szybko jednak przyszło opamiętanie. W moich dłoniach byłyby zwykłym zielskiem. Kołysane porywami wiatru nadawały otoczeniu niezwykły urok. Tylko Bóg potrafi tak łączyć surowość z ciepłem. Sięgnąłem po aparat z nadzieją, że gdy czas wymaże wspomnienie z pamięci, chociaż w ten sposób zachowam tę chwilę w swoim sercu…

Ile razy stawałem przed takim pięknem? Nie zdołam tego policzyć. Wiem tylko, że nie sposób zachować go jedynie dla siebie. Inni też będą oglądali. Może słońce rozświetli okolicę nieco inaczej, może nie będzie przechodzącej przez niedaleki wierzchołek chmury. Ale od ich patrzenia piękna nie ubędzie. Kiedy znów wrócę w to miejsce, będę mógł ponownie nasycić nim moje oczy i serce. Każde piękno które widzę, jest w jakiś sposób moje. Nikt mi go nie zabierze. A gdyby zabrakło mi oczu pozostaną dźwięki, zapach i wspomnienia. Czy trzeba czegoś więcej?

Chyba rozumiem dlaczego bogatemu trudno wejść do królestwa niebieskiego. Bo to, co najcenniejsze, zazwyczaj chce zachować dla siebie. Niebo jest dla tych, którzy potrafią cieszyć się posiadanym dobrem nie przejmując się, że inni też z niego korzystają. Egoiści chyba źle by się w niebie czuli.


Po prostu bezinteresownie (Sdz 9,6-15; Ps 21; Hbr 4,12; Mt 20,1-16a - z dnia)

Zdanie po zdaniu. Tak próbowałem czytać Pismo Święte, starając się odkryć każdą zawartą w nim myśl. nawet najdrobniejszą. Dziś…

Kiedyś postępowanie właściciela winnicy, który zrównał przy wypłacie pracujących cały dzień i jedną godzinę wydawało mi się bardzo niesprawiedliwe. Próbowałem sobie tłumaczyć, że właściciel może zrobić ze swoim co chce, że może być łaskawy dla kogo chce, bo nikogo nie krzywdzi, bo daje tyle, na ile się umówił. Ale jakiś niesmak pozostał. Dopiero potem odkryłem, że jeśli w przypowieści jest mowa o niebie, to pretensje tych pracujących cały dzień są strasznie smutne. Czy godzi się zazdrościć współbraciom szczęścia w niebie? Czy sam fakt, że mogło się pracować w winnicy najlepszego Pana nie jest już nagrodą? To co, ze inni przyłączyli się później. Prawie cały dzień, prawie całe życie żyli bez nadziei na sensowną zapłatę. Czego im zazdrościć?

Niebo jest dla bezinteresownych. Dla tych, którzy bez cienia obłudy potrafią się cieszyć cudzym szczęściem. Tę samą prawdę odkryłem już wczoraj. Jak nie pomyśleć, że to nie przypadkiem wczorajszy i dzisiejszy tekst Dobrej Nowiny Ewangelista Mateusz ze sobą zestawił? Może to jest dobry klucz do czytania Biblii?


Zaproszenie (Sdz 11,29-39a; Ps 40; Ps 95,8ab; Mt 22,1-14)

Jestem szczęściarzem. Bóg zaprosił mnie do siebie na ucztę. Wprawdzie mieli przyjść inni, ale nie chcieli. Miejsce się zwolniło. Byłbym głupi, gdybym się opierał i z zaproszenia nie skorzystał. Obym tylko okazał się godny tego zaszczytu.

Ludziom często się wydaje, że przychodząc do Niego – choćby na niedzielną Mszę - wyświadczają Mu wielką łaskę. A to nie prawda. To On, Pan Wszechświata, ciągle wyświadcza nam łaskę. Gdy zaprasza, jak tu odmówić?


Pod figowcem (Ap 21,9b-14; Ps 145; J 1,49b; J 1,45-51)

„Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”… Co się tam wydarzyło? Nie wiem. Dla Natanaela musiało być niezwykle ważne, skoro przypomnienie tamtej sceny sprawiło, że sceptyka natychmiast stał się uczniem Jezusa…

Każdy ma jakieś swoje figowe drzewo. Chwilę wielkości, o której wie tylko Bóg. Nieważne, że sprawa pozostanie w cieniu. On wie, ja wiem. Inni wiedzieć nie muszą. Czy nie ważniejsze od zaszczytów jest Jego uznanie?



W piątym szeregu też jest dobrze

Zaszczyty, znajomości, obecność na ważnych towarzysko spotkaniach. Czasem mądre wypowiedzi, które potem inni będą sobie powtarzać. Może to i ekscytujące. Może daje poczucie własnej wartości, ale...

Jest w pokorze i cichości coś pociągającego. Nawet nie dlatego, że być może kiedyś przyniesie wywyższenie. Jeden jest nasz Nauczyciel, Ojciec i Mistrz. Samo granie w jego drużynie, to już wystarczający zaszczyt. Nie ma znaczenia, czy jestem z drugiego czy ósmego rzędu. Przy nim i tak jestem nikim. Jestem i to najważniejsze. Przy takim Nauczycielu Ojcu i Mistrzu można być bezimiennym...

Obym tylko nie okazał się następcą faryzeuszów i uczonych w Piśmie...
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Grudzień 2018
N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Pobieranie...