Refleksja na dziś - 2. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Gładzi grzech świata (Iż 49, 3.5-6; 1 Kor 1, 1-3; J 1, 29-34)

Świadectwo Jana wielu może uznać za kiepską reklamę Jezusa. Na większe zainteresowanie mógłby liczyć wyzwoliciel spod okupacji, przywracający zdrowie i karmiący tłumy cudotwórca, gwarantujący wszystkim sukces nauczyciel, czy dawca mogącej zjednoczyć całą ludzkość w miłości energii. Słowa proroka stają się bardziej zrozumiałe w momencie, gdy uświadomimy sobie, że nad Jordanem nie było szukających zwolenników przedstawicieli stronnictw politycznych. Nie było oczekujących na stuletnie zdrowie chorych i spragnionych darmowego chleba głodnych. Nie było wreszcie szukających taniej recepty na sukces i poszukiwaczy mogącej za ludzi załatwić ich problemy energii.

Kim byli słuchający Janowego świadectwa? „Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy.” Nad Jordanem byli grzesznicy. Czekający na Kogoś, kto wyzwoli ich z innego niż polityczne jarzma, wybawi od nadchodzącego – nie ludzkiego – gniewu. Oni nie potrzebowali cudotwórcy. Oni potrzebowali Odkupiciela.

Trzymam nad ołtarzem białą Hostię, powtarzam słowa proroka znad Jordanu i modlę się, aby Bóg wzbudził we mnie jego ducha. Niech wyprostuje w sercu krzywe ścieżki moich pragnień i oczekiwań. Niech wskaże moje miejsce w szeregu grzeszników. Szczęśliwych, bo ich grzech został zgładzony.


Posłuszeństwo i uległość (1 Sm 15,16,23; Mk 2,18-22)

Czytając dialog Samuela z Saulem pomyślałem o różnych niewiernościach w sprawowaniu Liturgii. Na szczęście daleko nam do Zachodu i nie słychać (jeszcze), by ktoś sprawował Eucharystię w kawiarni. Co wcale nie znaczy, że nie mamy sobie nic do zarzucenia. Oto jeden z przykładów. Dokumenty Kościoła często przypominają, że szczytem zjednoczenia wiernych w Chrystusie jest Komunia święta. Dlatego jedna z instrukcji zachęca i zaleca, by ta wewnętrzna jedność w sposób zewnętrzny została wyrażona jednakową postawą wiernych. Wielokrotnie w życiu bywałem świadkiem świadomej kontestacji, znajdującej wyraz w upartym ignorowaniu przyjętego w danej wspólnocie parafialnej zwyczaju.

Zapyta ktoś: w czym problem? Przecież wszystko na chwałę Bożą. Ktoś daje Panu Bogu najszlachetniejsze porywy swojego serca. Niby racja. Ale wraca Saul. Jego ludzie również zabrali najlepsze owce i bydło z obłożonej klątwą zdobyczy, by je ofiarować Panu. W zamian usłyszeli upomnienie proroka. „Lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość od tłuszczu baranów. Opór bowiem jest jak grzech wróżbiarstwa, a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa.”

Posłuszeństwo i uległość ma w Liturgii jeszcze jeden wymiar. Sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki, w ostatnim tekście, jaki napisał przed śmiercią, pytał: „Czy można sprawować zbawcze posłuszeństwo Chrystusa w duchu nieposłuszeństwa Jego Ciału, którym jest Kościół?” Odpowiedź jest prosta. Można. Ale z jakim skutkiem. „I wino przepadnie i bukłaki.”


Chłopak od owiec i procy (1 Sm 16,1-13; Mk 2,23-28)

Wyglądem przypominał nieco biblijnego Dawida. W szkole uchodził za fujarę. Na spotkaniach zawsze gdzieś z tyłu. Atakowany nie potrafił się bronić. Więcej słuchał, niż mówił. Mimo, że był sumienny i zawsze dotrzymywał słowa, nikomu nie przyszło do głowy, by powierzyć mu jakąś odpowiedzialną funkcję. Zwrócił na siebie uwagę dopiero wtedy, gdy pojawił się problem rehabilitacji niepełnosprawnego dziecka. Zgłosił się pierwszy. Potem właśnie on koordynował dyżury i szukał zastępstw. Gdy nie mógł znaleźć, rezygnował ze swojego wolnego czasu. W następnym roku, z pewnymi obawami - nie błyszczał przecież inteligencją - powierzyliśmy mu grupę. Ta, po pewnym czasie, okazała się najlepiej prowadzoną. On sam, u boku dziewczynki z porażeniem mózgowym, odkrył swoje nowe powołanie. Mechanik samochodowy został rehabilitantem.

Mimo, że Pan Bóg w całej historii zbawienia niejednokrotnie kpił z ludzkich kryteriów dojrzałości i odpowiedzialności, ciągle trudno nam uwierzyć, że do wielkich zadań często wystarcza Mu zwykły chłopak od owiec i procy. Zresztą, czy taki zupełnie zwykły? Kto wie, może na betlejemskich pastwiskach, pośród rozgwieżdżonej nocy, powstały pierwsze psalmy? Kto wie, może właśnie tym słyszanym jedynie w niebie śpiewem, ujął serce Boga?


Bóg strzela z procy (1 Sm 17,32-33.37.40-51; Mk 3,1-6)

Zastanawiam się, czy opis walki Dawida z Goliatem powinien być zamieszczony w świętej Księdze. Powód jest jeden. To wydarzenie w żaden sposób nie kojarzy się ze słowem Bóg. Owszem, stworzenie świata z niczego, manna na pustyni, cudowne uzdrowienia czy znaki niezwykłe na niebie i ziemi, miłosierdzie i przebaczenie, miłość nieprzyjaciół i nadstawiony policzek, krzyż i zmartwychwstanie – to wszystko jest godne Boga Pokoju. Ale żeby tak po sztubacku, z procy…?

Widzę, jak ustawia się kolejka. A w niej:
- pacyfiści domagają się negocjacji i zaprzestania przemocy;
- intelektualiści straszą fundamentalizmem i religijnymi wojnami;
- odpowiedzialni za wychowanie protestują przeciw lansowaniu niewychowawczych wzorów;
- mężowie stanu potępiają mieszanie religii i polityki;
- na końcu duchowni. Bezradnie rozkładają ręce, nie wiedząc, jak bronić swego Boga.

Ale… właściwie po co bronić? To nie Bóg musi szukać usprawiedliwienia u człowieka. To człowiek musi szukać usprawiedliwienia przed Bogiem.


Zazdrosnym okiem (1 Sm 18,6-9; 19,1-7; Mk 3,7-12)

Przez kilka lat był kierownikiem pielgrzymki. Nigdy nie jeździł. Zawsze z pątnikami. Zabierał głos, gdy musiał zrobić ogłoszenia i powiedzieć o sprawach organizacyjnych. Jednak nie to różniło go od wielu innych. Miał „dobrego nosa”. Kapitalnie wyczuwał komu jakie zadanie powierzyć. Gdy dobrze trafił, a zdarzało się tak niemal zawsze, z trudem maskował radość i zadowolenie. Na owoce nie trzeba było długo czekać. Dynamika grupy i dobrze przemyślany program duszpasterski (konsultował go z niemal rocznym wyprzedzeniem) działały na młodzież jak magnes.

Po nim pojawiły się dwie „Zosie samosie”. Chorobliwie przewrażliwione na punkcie każdego, kto może zrobić coś lepiej. Pamiętam pierwsze wyjście na szlak. Odsunięty od mikrofonu muzyczny i kierownik, dający samotny koncert. Na owoce również nie trzeba było długo czekać.

Zazdrość nie zrodziła się w sercu Saula, gdy słyszał śpiewające kobiety. Ona poczęła się na polu walki, gdy widział zwyciężającego Dawida.

Potrzeba wielkiej kultury ducha, by cieszyć się każdym, kto zrobi coś lepiej ode mnie. I wielkiej wrażliwości sumienia, w porę przestrzegającego przed trującymi owocami zazdrości.


Służyłem gorliwie (Dz 22,3-16 lub Dz 9,1-22; Mk 15,15-18)

Zazwyczaj o nawróceniu mówimy wtedy, gdy ktoś, kto odszedł daleko od Boga, wraca do stanu przyjaźni z Nim. Tymczasem bardzo osobiste wyznanie świętego Pawła pokazuje ten proces w zupełnie innym świetle. „Gorliwie służyłem Bogu.” Skoro „gorliwie”, to gdzie został popełniony błąd?

Paweł przywołuje postać swojego nauczyciela, poważanego przez cały lud Gamaliela. Przy okazji drugiego uwięzienia Apostołów ten uczony w Prawie sprzeciwił się prześladowaniu, bo „jeżeli od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”. Przypomnienie tej postaci przy okazji wspomnienia wydarzeń spod Damaszku może sugerować, że Paweł nie posłuchał swojego mistrza, zlekceważył jego nauczanie i wypracował własną wizję gorliwości o chwałę Bożą. Wizję, w której nie było miejsca ani na próbę poznania, ani na zrozumienie. Nie było nawet miejsca na zalecane przez Gamaliela wyczekiwanie, mające być sprawdzianem, czy sprawa pochodzi od Boga.

Nawrócenie to nieustanna konfrontacja swojej wizji gorliwości ze światłem Słowa, z nauczaniem Kościoła, z doświadczeniem świętych. Bez tej konfrontacji gorliwość zamienia się w fanatyzm.


Weź udział w trudach… (2 Tym 1,1-8 lub Tyt 1,1-5; Łk 10,1-9)

Przed kilku laty grupa młodych zgłosiła chęć przeżycia fajnych rekolekcji. Nie pytałem, na czym ta atrakcyjność ma polegać. Za to po kilku dniach przedstawiłem im plan. Mieli skompletować grupę, na cotygodniowych spotkaniach przygotować program, wyjechać dwa tygodnie przed wszystkimi, by przygotować dom. Ważne było zwłaszcza to ostatnie. By uczestnicy nie zetknęli się z obsługą ośrodka, ale z przyjmującymi pielgrzymów domownikami. Gdy machina przygotowań ruszyła, zaczęły się spotkania modlitewne, pisanie konspektów i drukowanie tekstów. Ale i sprawy bardziej przyziemne jak malowanie, sprzątanie, koszenie trawy, dojenie krów, pieczenie chleba, szukanie po stodole zniesionych przez kury jajek i cała masa innych przyziemności. A potem był ten piękny czas wsłuchiwania się w głos Oblubieńca, zapraszającego do zaślubin z Krzyżem, Kościołem i Maryją. „Gdy proponowałam fajne rekolekcje, myślałam o zacisznym ośrodku, gdzie wszystko nam podadzą, a my będziemy tylko modlić się i rozmawiać ze sobą. Nie przypuszczałam, że to będzie tak wielki trud. Ale było warto” – powiedziała na koniec jedna z uczestniczek.

Często jest tak, że trud pozostawiamy gospodarzowi, dla siebie rezerwując spożywanie owoców jego trudu. Zaproszenie do udziału w trudach i przeciwnościach dla Ewangelii Liturgia wpisuje w obraz żniwa. Dziś jest on kojarzony z pracą maszyn. Przez wieki było jednak inaczej. Gospodarz uprawiał ziemię cały rok. Ale gdy nadeszła pora żniw, na pole wychodzili wszyscy. W domach pozostawali tylko chorzy, starcy i małe dzieci.

Rozpal na nowo charyzmat Boży i weź udział w trudach, bo żniwo wielkie…
A ty co? Chorujesz?
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

« » Maj 2021
N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Pobieranie... Pobieranie...