Refleksja na dziś - 12. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Ludzie niegroźni (Jr 20,10-13; Ps 69; Rz 5,12-15; Mt 10,26-33)

Co sobie ludzie pomyślą? Jak zareagują? Co o mnie powiedzą? Czy nie wyjdę na głupka, dewota itp.? Boimy się. Boimy się ludzi. Ich osądu. Ich opinii. Ich spojrzeń. Ich pytań. I odpowiedzi, jakie sami sobie na te pytania dadzą.

Żyjemy w czasach wypełnionych strachem. Żyjemy pod presją bliższego i dalszego otoczenia. Pod presją mody, obowiązującego w środowisku stylu życia, wzorców narzucanych przez media.

Czego boimy się najbardziej? Chyba odrzucenia. Tego, że okażemy się inni. Że nie będziemy pasować do ramek, jakie inni dla nas przygotowali. Że będziemy za dobrzy. Za porządni. Bo to dzisiaj jest uważane za słabość.

Jan Paweł II zaczynał swój pontyfikat od wezwania „Nie lękajcie się”. Nie mówił we własnym imieniu. Przypominał słowa Jezusa. „Nie bójcie się ludzi… Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może za tracić w piekle…” - mówi stanowczo Chrystus.

Ludzie nie są groźni. Nie oni decydują o naszym być albo nie być. Nie oni decydują o naszej wieczności.


W oku (2 Krl 17,5-8.13-15a.18; Ps 60; Mt 7,1-5)

Czy można mieć belkę w oku i spokojnie sobie z nią żyć? I co dziwniejsze, bez trudu dostrzegać drzazgę, a nawet pyłek w czyimś oku?

Mam wrażenie, że przyszło nam żyć w czasach, w których tego typu postawa, choć w sensie medycznym niemożliwa, jest zjawiskiem powszechnym. Uczymy się tego na każdym kroku. Uczą nas tego dziennikarze, którzy często wyobrażają sobie, że są nie opisywaczami rzeczywistości, lecz przypisują sobie prawa i zadanie policjantów, prokuratorów i sędziów równocześnie. Uczą nas tego politycy, którzy myślą, że polityka polega na opluwaniu ludzi o innych poglądach i odsądzaniu ich od czci i wiary. Uczą nas tego nasi najbliżsi, nasi znajomi, którzy chętnie przyklejają etykietki wszystkim dokoła.

Ale przede wszystkim my sami się tego uczymy i uczymy tego innych. Bo wydaje nam się, że wytykając innym ich drobne słabości i przewinienia, zdołamy odwrócić uwagę od naszych własnych grzechów, błędów i nadużyć. Na szczęście od czasu do czasu Bóg pomaga nam rozwiać te złudzenia. Bo nie da się normalnie żyć pyłkiem w oku. I nie da się normalnie żyć z brzemieniem grzechu.


Padł strach na wszystkich (Iz 49,1-6; Ps 139; Dz 13,22-26; Łk 1,57-66.80)

Każde poczęcie i każde narodziny człowieka są czymś nadzwyczajnym i zadziwiającym. Mimo to narodziny niektórych ludzi odbywają się w wyjątkowej atmosferze. Tak było z Janem zwanym Chrzcicielem. Nie dość, że jego ojciec na cały czas ciąży zaniemówił, nie dość, że jego rodzice byli ludźmi wiekowymi, to jeszcze te problemy z imieniem. Skąd nagle Jan?

„Kimże będzie to dziecię?” - pytali sąsiedzi z lękiem w oczach. Ciekawe, że ludzie widząc wyraźne znaki, że Bóg sobie kogoś wybrał do szczególnego zadania lub misji, zamiast się cieszyć, zaczynają się bać. W ogóle najczęściej boimy się boskich interwencji w nasze ludzkie życie. Tak, jakby mogło z nich wyniknąć cos złego.

Przecież jeśli Bóg interweniuje w życie człowieka to zawsze dla jego dobra. A nie po to, aby mu zrobić krzywdę.

Nie bójmy się.


Po owocach (2 Krl 22,8-13;23,1-3; Ps 119; Mt 7,15-20)

Nie wszyscy potrafią rozpoznać drzewo po liściach, korze, kształcie korony. Ale jak zobaczą wiszące na nim jabłko, wiedzą, że to jabłoń, a jak zobaczą żołędzia, wiedzą, że to dąb. Rozpoznawanie po owocach jest łatwe. Wyklucza pomyłkę.

Ale rozpoznawanie po owocach ma dla dzisiejszych czasów jedną bardzo poważną wadę. Wymaga cierpliwości. Tymczasem w atmosferze powszechnego pośpiechu, jaka nas opanowała, wolimy rozpoznawać po pozorach. Łatwo nas oszukać. Wystarczy, że wilk opatuli się owczą skórą, a my od razu wpuszczamy go do naszego życia, a nawet się do niego tulimy. Potem - gdy wilk narobi strat - jest rozczarowanie, szloch i lament.

W każdych czasach zdarzają się ludzie udający świętych. I święci, którzy brani są za łachmytów. Kto jest kim naprawdę zwykle okazuje się po wielu latach. Czasami najbliższy przyjaciel okazuje się donosicielem.

To nie jest wezwanie do powszechnej nieufności. To jest wezwanie do roztropności. Do dania sobie i innym czasu, zanim opatrzy się kogoś etykietką, a przede wszystkim, zanim dopuści się kogoś do wpływu na swoje życie.


Dym (2 Krl 24, 8-17; Ps 79; Mt 7, 21-29)

Jest taki wiersz Leopolda Staffa, zatytułowany „Podwaliny”:

Budowałem na piasku
I zwaliło się.
Budowałem na skale
I zwaliło się.
Teraz budując zacznę
Od dymu z komina.

Jest w tych paru słowach wielki spór człowieka z Bogiem. Próba ustawienia świata „po swojemu”. Narzucenia Bogu „moich” warunków. A wszystko wynika z niecierpliwości i niezrozumienia reguł, które zgodnie z zamysłem Bożym rządzą światem.

Jezus zapowiedział, że dom zbudowany na skale się nie zawali. A przecież nasze ludzkie doświadczenie mówi, że czasami również taki dom się wali.

No tak, ale przecież dom może się zawalić nie tylko z powodu niewłaściwych fundamentów. My jednak wolimy podważać wiarygodność słów samego Boga, niż poszukać winy w sobie.

Być może dom zbudowany od dymu z komina się nie zawali. Jeżeli taka będzie wola Boża. A nie dlatego, że człowiek taki mądry i nareszcie znalazł sposób na „obejście” Bożych praw.


Jeśli chcesz (2 Krl 25,1-12; Ps 137; Mt 8,1-4)

Każdy, kto odmawia modlitwę Pańską, ten wypowiada słowa „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi”. Czyli mówi Panu Bogu „Zgadzam się, mało tego, proszę, żeby na świecie było tak jak Ty chcesz, a nie tak jak ja”. Skojarzenie z modlitwą Jezusa w Ogrójcu wydaje się tu w pełni uprawnione. „Nie moja wola lecz Twoja niech się stanie”.

W ten sposób myślenia włączył się trędowaty. Nie przyszedł z prośbą, która u niejednego człowieka jest ukrytą formą rozkazu. Nie powiedział „Oczyść mnie”. Powiedział „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Czyli dopuścił - mimo swego nieszczęścia i cierpienia - że Bóg nie ma obowiązku dostosowywać się do jego zachceń i pragnień. Uznał, że to Bóg wie lepiej, co jest dla człowieka dobre.

Bóg chce dobra człowieka. Ale ostatecznie to On decyduje, co, kto i kiedy dostanie. Warto o tym pamiętać. Żeby słowa „Bądź wola Twoja” nie były pustym dźwiękiem.


Nie jestem godzien (Lm 2,2.10-14.18-19; Ps 74; Mt 8,5-17)

Doprawdy trudno z dzisiejszej perspektywy zrozumieć, dlaczego setnik najpierw przyszedł do Jezusa po pomoc, a potem nie chciał Go gościć pod swoim dachem. Czy fakt, że był przedstawicielem okupacyjnej armii naprawdę może mieć aż takie znaczenie? Przecież i tak wszyscy widzieli, że nie tylko zadawał się z Chrystusem, ale również zwracał się do Niego z prośbą.

Pytanie o motywy, dla których setnik nie chciał gościć Jezusa pod swym dachem i chciał działania „na odległość”, jest o tyle ważne, że to, co nam się wydaje niezbyt w porządku, Chrystus czyni powodem pochwały.

A może jednak przyjąć za dobrą monetę słowa setnika „Nie jestem godzien”? Może to nie tania wymówka, ale rzeczywiste przekonanie?

Reakcja Chrystusa jest wystarczającą odpowiedzią na te pytania. A On znał serce człowieka. Robimy głupio podejrzewając setnika o nieczyste intencje. On naprawdę tak wierzył.

Powtarzamy słowa setnika podczas każdej Mszy św. Ale po ich wypowiedzeniu jednak przyjmujemy Jezusa pod postacią chleba pod dach naszego serca. Dlaczego? Bo setnik nie powiedział do Jezusa „Nie przychodź”. Powiedział „Nie jestem godzien Ciebie gościć”.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

« » Kwiecień 2021
N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
Pobieranie... Pobieranie...