Refleksja na dziś - 30. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Jak Bóg? (Wj 22,20-26; Ps 18,2-4.47.51; 1 Tes 1,5c-10; Mt 22,34-40)

Czytasz kolejną refleksję o świętych, pełniących dzieła miłosierdzia i robisz rachunek sumienia. Bijesz się w piersi i przepraszasz Boga, że nie kochasz jak oni. W modlitewnym uniesieniu błagasz o umiejętność miłowania bliźniego tak jak On miłuje i o łaskę oddania Mu całego serca na miarę daru serca Jego Syna. Mówisz, że jak Apostoł, czujesz w sobie to Boże przynaglenie.

Zatrzymaj się. Prześwietl jeszcze raz sumienie. Zobacz, jakimi złudzeniami się karmisz i na jakie niebezpieczeństwo narażasz. Kochać, jak Bóg? To niemożliwe! Nie jesteś Bogiem. Jesteś stworzeniem. I na wieki nim pozostaniesz. Dlatego nawet w niebie On będzie kochał bardziej i więcej. Kochać jak On – to nie jest przynaglenie Ducha, to pycha żywota.

Zamiast cierpieć z powodu niedoskonałej miłości powtarzaj każdego dnia przed Bogiem modlitwę, jaką zostawił nam jeden ze współczesnych gigantów ducha. „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję. Nie tak, jakbym tego pragnął. Ale Cię miłuję.”


Łaska strachu (Ef 4, 32-5,8; Ps 1,1-4.6; Łk 13,10-17)

„Postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował”, a kilka zdań dalej „nadchodzi gniew Boży na buntowników”. Sprzeczność i brak logiki? Trudno posądzać Apostoła o brak konsekwencji. Jeśli już, to raczej należy założyć dużą dozę realizmu w postrzeganiu człowieka, jako istoty żyjącej w nieustannym napięciu między fascynacją a strachem. To napięcie czuli święci chyba w każdym pokoleniu chrześcijan. Dlatego wielu z nich pisało i mówiło o żalu doskonałym i żalu niedoskonałym. Wypływającym z miłości do Boga i ze strachu przed karą. Kościół nigdy nie potępiał tych, którzy nie byli w stanie wznieść się na poziom żalu doskonałego. Zawsze nauczał, że do przystąpienia do Sakramentu pokuty wystarczający jest żal niedoskonały, płynący bardziej z obawy niż z miłości. Bo człowiek do wszystkiego musi dorosnąć. Do żalu doskonałego również.

Gdy nie potrafię żałować z miłości, daj mi łaskę strachu. By lęk przed wiecznym potępieniem wyrwał mnie z ciemności. Połóż rękę na dotkniętego niemocą i uwolnij go, choć ani kochać ani żałować nie potrafi. Nie zważaj na dzień szabatu, ale przetnij więzy sznura, jakim osioł jest przywiązany do swoich grzechów i poprowadź go do źródła wody życia.


Skuteczny (Ef 2,19-22; Ps 19,2-5; Łk 6,12-19)

Wyrządzili Ci krzywdę, mianując patronem od spraw beznadziejnych. Pewnie zastanawiasz się, jak mogli wpaść na taki pomysł wierzący i wyznający, że „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”. Jak może mówić o beznadziei ktoś, kto przez Boga został naznaczony nadzieją. Więc nie dziwię się, że czujesz się pokrzywdzony. Ty, który w każdej trudnej sytuacji składasz swoją troskę na Pana i wznosisz oczy ku górom, skąd nadchodzi pomoc.

Mogę o coś prosić…? Wiesz, czasem chodzę smutny i przygnębiony. Narzekam na samotność i brak zrozumienia. W takich chwilach trzepnij mnie mocno w ucho. Bym usłyszał głos Boga, oznajmiający, że jestem Jego domownikiem. A gdy załamany usiądę na ziemi, twierdząc, że już nic nie warto i wszystko jest bez sensu, przyłóż mi mocno w tę mniej szlachetną część ciała. Z taką siłą, by mnie poderwać do drogi. Bo przecież nie zabraknie bezkresnej przestrzeni dla tego, kto biegnie do Pana. Zgadzasz się, Ty mój patronie trudnej nadziei…?

Uśmiechnąłeś się… Wiedziałem, że tytuł ten sprawi Ci radość.


Zatroszcz się (Ef 6,1-9; Ps 145,10-14; Łk 13,22-30)

Dyskusje o czasach ostatecznych co chwila wznawiane są na internetowych forach, czatach i w medialnych debatach. Świadczą o sporym zainteresowaniu zbawieniem hindusów, buddystów, afrykańskich politeistów czy nienarodzonych dzieci. Niektóre wypowiedzi zaskakują znajomością pojawiających się w historii doktryn czy dokumentów Soboru. Pewność, z jaką rozmówcy formułują swoje sądy sprawia, że czasem można odnieść wrażenie, iż ostatnie słowo będzie należało do człowieka.

Tymczasem ostatnie słowo należy do Boga. Właśnie dziś zostało wypowiedziane. Zatroszcz się o własne zbawienie. Przy całej swej trosce o losy innych nie zapominaj, że za stołem w królestwie Bożym jest przygotowane miejsce również dla ciebie. Nie lękaj się posądzenia o egoizm. Bo to troska o własne zbawienie, naznaczona trudem pokonywania ciasnych drzwi, sprawia, że troska o zbawienie innych staje się bardziej autentyczna.

Ojcze, Ty wezwałeś mnie przez Ewangelię, abym dostąpił chwały naszego Pana Jezusa Chrystusa, wzbudź w moim sercu pragnienie nieba. „Chryste, Światło prawdziwe, spraw, aby dusza moja w dniu mojej śmierci stała się godna ujrzeć z radością światło Twojej chwały i mogła spocząć w radości dobrych, w mieszkaniu sprawiedliwych, aż do dnia Twojego powrotu pełnego majestatu, i miej litość nad Twoimi stworzeniami i nade mną, tak bardzo grzesznym” (Nerses Snorchali).


Myśmy Twoi rycerze (Ef 6,10-20; Ps 144,1-2.9-10; Łk 13,31-35)

Jedną z pierwszych piosenek, jakiej nauczono nas na oazie była „Niepokalana”. Refren kończył się wyznaniem „myśmy Twoi rycerze”. Dość szybko przyswoiliśmy sobie jej słowa. Jeszcze szybciej przystąpiliśmy do walki. W pędzącym ze Szczawnicy do Nowego Targu ogórku wydzieraliśmy się wniebogłosy, śpiewając na przemian „Rewolucję” i „Czy wy wiecie, że jesteśmy oazą”. Dyskretna aprobata innych podróżnych dodawała nam animuszu, który nieco stopniał, gdy pewnego dnia, w godzinach wieczornych, pojawił się w okolicy stołówki radiowóz (ówczesnej) milicji. Mimo to dalej czuliśmy się mocni. Do momentu powrotu do domu. Zderzenie z samotnością, rówieśnikami i drzemiącymi przez piętnaście dni słabościami doprowadziło do porażającego odkrycia, że tak naprawdę rycerz jest odzianym w tekturową zbroję szpanerem. Na całe szczęście w pobliżu byli spowiednicy, tłumaczący, że prawdziwy bój toczy się w sercu i zachęcający zniechęconych do walki z grzechem, i „babcia”, każdego tygodnia ucząca, jak posługiwać się mieczem Ducha czyli słowem Bożym. Dzięki nim staliśmy się prawdziwymi rycerzami. Musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim nauczyliśmy się zakładać na siebie pancerz prawdy (o sobie), wdziewać na nogi buty gotowości głoszenia dobrej nowiny pokoju (styl życia) i szermierki mieczem słowa (Namiot Spotkania) . Tyle, że miarą postępu nie była ilość cięć na ciele przeciwnika, ale umiejętność podporządkowania życia światłu Słowa.

Wiedza o tekturowej zbroi nie musi być paraliżująca, pod warunkiem, że kandydat na rycerza znajdzie dobrego mistrza fechtunku i da sobie kilka lat na intensywne ćwiczenie umiejętności. Podobno wielu nie zostaje mistrzami tylko dlatego, że po kilku tygodniach stracili cierpliwość do siebie samych.


Dobre dzieło (Flp 1,1-11; Ps 111,1-6; Łk 14,1-6)

Mówiąc o dobrych dziełach najczęściej mamy na myśli różne formy ludzkiej aktywności, zwłaszcza te szczególnie cenione: dzieła miłosierdzia, akcje charytatywne, poświęcenie dla rodziny i ojczyzny. Dobrym dziełem jest budowa domu czy świątyni i sumiennie wykonana praca. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, że są one owocem innego dobrego dzieła, zapoczątkowanego w nas przez Boga. Pozwólmy przemówić siedmiu sakramentom.

- Przez chrzest sprawił, że staliśmy się podobni do Jego Syna;
- W sakramencie bierzmowania dał nam moc, byśmy słowem i czynem dawali o Nim świadectwo;
- Karmiąc nas Ciałem swego Syna sprawia, że jesteśmy zdolni do największej miłości, jaką jest zdolność oddania życia za braci;
- Przy kratkach konfesjonału zanurza nas w swoim miłosierdziu, oczyszcza i odnawia;
- Dzięki namaszczeniu olejem chorych otrzymujemy ulgę w cierpieniu;
- Kapłan, przez nałożenie rąk biskupa, zyskuje szczególne podobieństwo do Chrystusa, Najwyższego Kapłana;
- Ludzka miłość staje się silniejsza niż śmierć przez sakrament małżeństwa.

Siedem znaków. To z nich wyrastają dobre dzieła. A przemieniony przez Boga człowiek pyta z pokorą: Bez Twojej miłości kim byśmy byli…?


Krew która wybiela (Ap 7,2-4.9-14; Ps 24,1-6; 1J 3,1-3; Mt 5,1-12a)

Nad aklamacją, kończącą prefację, przechodzimy do porządku dziennego z przyzwyczajenia, nie zastanawiając się zbytnio nad jej pochodzeniem i sensem. „Święty, Święty, Święty, Pan, Bóg Zastępów. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej.” Znaczenie zaczerpniętego z Księgi Proroka Izajasz tekstu wyjaśnia modlitwa po komunii dzisiejszej liturgii. „Tylko Ty jesteś święty i Ciebie wielbimy jako jedyne źródło świętości wszystkich zbawionych”. Zatem pytamy: w jaki sposób Święty nad świętymi udziela nam swojej świętości? Z pomocą w tym momencie przychodzi Apokalipsa. „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je w krwi Baranka.” Umiłowany uczeń Jezusa pozornie gmatwa naszą refleksję. Przecież krew nie wybiela. Krew może najwyżej zabrudzić. Dlatego musimy sięgnąć do Pierwszego Listu św. Jana. „Krew Jezusa, Syna Bożego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu.” Wybiela, znaczy oczyszcza, usprawiedliwia. Święty jaśnieje blaskiem nie dlatego, że kochał bezgranicznie, pielęgnował cnoty chrześcijańskie, żył duchem błogosławieństw. Święty jaśnieje światłem Bożym, Dzięki temu, że został oczyszczony krwią Chrystusa.

Teraz łatwiej zrozumieć zachwyt, z jakim apostoł mówi; „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec…” Pozostaje zawołać jak Dawid „kimże jestem ja i kim jest mój ród, że doprowadziłeś mnie aż dotąd?”, by usłyszeć odpowiedź. „Pójdziesz dalej. Twoja matka, niebieskie Jeruzalem, czeka. Krwi baranka dla wybielenia szat też nie zabraknie.”

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Grudzień 2018
N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Pobieranie...