Po co mi to było

Aby zagrać w piłkę, nie wystarczy mieć piłkę, trzeba jeszcze mieć kilku przyjaciół, kawałek boiska, w najgorszym razie kamienie, które stanowią „bramki”. Aby zdobyć wiedzę, nie wystarczy przeczytać kilkanaście instrukcji obsługi, książek, ale potrzebna jest też praktyka. Aby... itd.

A zatem, aby móc działać w jakiejkolwiek dziedzinie trzeba mieć wiedzę, umiejętności, zapał, doświadczenie, ale trzeba mieć i współpracowników, czyli – ogólnie rzecz biorąc – ludzi, którzy też działają w tej dziedzinie. Ta ogólna zasada związana jest z doczesnością, z życiem ziemskim. Czy w wierze jest tak samo?

I tak, i nie. Tak, bo potrzebujemy doświadczenia – patrz: chrztu, otoczenia, rodziny, która nas wprowadzi w arkany wiary. Potrzebujemy ludzi, kolegów, koleżanek, przyjaciół, z którymi będziemy wzrastać w wierze.

Ale to nie wszystko, to dopiero początek. Nam potrzeba czegoś więcej: dążenia do poznania prawdy – tej jedynej, dążenia do świętości – to nam Bóg obiecał, dążenia do życia wiecznego – to nam zagwarantował Jezus swym przyjściem na świat oraz swą śmiercią i zmartwychwstaniem.

Nudy, ktoś powie, przecież to ogólnie znane sprawy, więc po co o tym mówić, pisać, czytać. Ale to właśnie ważny przekaz, bowiem ma on nas doprowadzić do kwestii naszego podejścia do Kościoła, do wiary. Musimy sobie uświadomić, że po to, by nasza wiara mogła wzrastać, potrzebny jest nam kościół. Nie budynek, jak wielu z nas kojarzy i utożsamia, lecz właśnie my, nasi bliscy i znajomi, a nawet ci, których nie znamy, czyli ci wszyscy, którzy są braćmi w wierze i których spotykamy w budynku nazywanym kościołem. Kościół bowiem to my wszyscy, którzy gromadzimy się w imię Pana w świątyni, na spotkaniach, w domu, bo przecież Chrystus powiedział „…gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.” (Mt 18, 20).

Nasza jedność w różnorodności to jest to, czego od nas oczekuje Bóg – „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a ja w Tobie, aby i oni stanowili w nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty mnie posłał.” Skoro tego oczekuje od nas Bóg, to dlaczego sami nie zawsze tego przestrzegamy? Ano to jest pytanie warte odpowiedzi. A uzyskanie odpowiedzi nie jest proste, bowiem ilu nas – chrześcijan – jest, tyle poglądów na ten temat i tyle różnych opinii. Nie zawsze „chodzenie do kościoła” postrzegamy jako nasz symbol wiary, nie zawsze traktujemy pójście do kościoła jako wyznanie wiary, nierzadko uważamy je za obowiązek pozwalający uniknąć grzechu. Jeśli już jesteśmy na Mszy, to mamy głowę zaprzątniętą tyloma problemami, że trudno nam skupić się podczas tych 45 – 60 minut. Ciekawym jest jednak, że gdy spotykamy się z przyjaciółmi, to jesteśmy w stanie poświęcić im 3 – 4 godziny i nie uważamy tego za stratę czasu...

Gdybyśmy zaczęli traktować pójście do Jezusa jak wizytę u przyjaciela, z którym możemy porozmawiać, podyskutować, pośmiać się, to ta nasza wizyta nie miałaby już znamion przymusu, nudy i straty czasu. Musimy pamiętać, iż do wiary potrzeba kościoła, kościoła stworzonego z ludzi, a nie z cegieł, abyśmy po zakończeniu celebracji Mszy byli zdominowani radością ze spotkania przyjaciela. W przeciwnym wypadku wypowiemy tytułowe słowa: po co mi to było....


«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Listopad 2018
N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
Pobieranie...