Pragnąć Boga, nie oglądając się na innych, nie liczyć im łask, nie odmawiać przywilejów. Nie lekceważyć słów dziewki służebnej, choćbyśmy byli wielką panią: może i w nich dostrzeżemy coś wielkiego, ratunek dla bliskich, cel.
Ile ust musiało powtórzyć to wołanie, aż doszło ono do uszu trędowatego wodza, Naamana? Ile przypadkowych z pozoru zdarzeń, spotkań, rozmów, byśmy usłyszeli i my: że jest nadzieja, że trzeba nam ruszyć drogę.
Takich spotykać, takimi się otaczać, szukać ich: tych, po spotkaniu z którymi jedno tylko rozbrzmiewa w sercu, jedno ciśnie się na usta – że teraz oto przekonuję się, że nie ma Boga poza Izraelem.