21. tydzień zwykły (2005)

Przeczytaj i rozważ


Chwała Ojca (Iz 22,19-23; Ps 138; Rz 11,33-36; Mt 16,18; Mt 16,13-20)

Szebna został usunięty z urzędu z powodu pychy i złego postępowania. Stracić coś, bo taka jest kolej rzeczy, a być usuniętym z powodu własnego zła – to nie jest to samo. Może dlatego słowa dzisiejszego czytania są tak przenikliwe: „…strącę cię z twego urzędu i przepędzę cię z twojej posady (…). Oblokę go [twego następcę] w twoją tunikę, przepaszę go twoim pasem, twoją władzę oddam w jego ręce”.

Eliakim został wywyższony nie dlatego, że jego poprzednik był zły. Dlatego raczej, że jest sługą Pana Zastępów.

Eliakim został wywyższony nie dlatego, że był wyjątkowy. Dlatego raczej, że Bóg troszczył się o swój lud.

Nie znam przyszłości, nie wiem, co się stanie. Wiem tylko: przyjdą inni. Stracę zdrowie i siły, parę rzeczy się zmieni. Odejdę. Oby tak było, oby tak się stało – żeby przynieść „chwałę dla domu swego Ojca”.

Modlitwa dnia

Boże, Ty jednoczysz serca Twoich wiernych w dążeniu do Ciebie, daj swojemu ludowi miłować to, co nakazujesz, i pragnąć tego, co obiecujesz, abyśmy wśród zmienności świata tam wznieśli nasze serca, gdzie są prawdziwe radości. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Cena radości (Iz 9,1-3.5-6; Ps 113; Łk 1,28; Łk 1,26-38)

„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło…”. Znane i piękne słowa. Ale – mają one swój ciężar.

…„Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany”. Ktokolwiek ma dzieci, zadrży. Pomyśl, co się stanie, gdy otrzymasz Dziecko? Twoje życie się zmieni. Radykalnie. Dziecko żąda. Stawia wymagania. Prosi o to, o czym nawet nie wiedziałeś, że to masz. A kiedy coś oddajesz, brakuje. I trudno uwierzyć, że oddając, otrzymujemy więcej.

…„na jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca”. Dziecko, które wkroczyło w naszą ludzką historię jest Bogiem, jest przeznaczone do rządzenia. A ja pragnę swobody i próbuję ją sobie zapewnić – trochę więcej pieniędzy, trochę wysiłku, by uniknąć nielubianych czynności, odciąć się od niewygodnych mi ludzi… I trudno uwierzyć, że czyjaś władza nade mną przyniesie mi wolność.

Zwiastowanie oznacza, że Bóg przyszedł się o mnie upomnieć: „Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona”.


Skromni chrześcijanie (1 Tes 2,1-8; Ps 139; Hbr 4,12; Mt 23,23-26)

Nieczyste pobudki, działanie podstępem, ukryta chciwość, bezwartościowe pochlebstwa, szukanie dla siebie poklasku, dopominanie się o przywileje… Wbrew pozorom nie jest to lista rodem z przedwyborczych prasowych sensacji. Że aktualna? Owszem. Być może przez dwa tysiące lat, odkąd apostoł odpierał zarzuty, ludzie niewiele się zmienili. I dalej to, co widać na zewnątrz, nie zawsze zgodne jest tym, co jest w środku.

Co gorsza, by spodobać się Bogu, który bada serce, nie wystarczy być dobrym jedynie we własnym wnętrzu. To nie jest powód do chluby: nie obnosić się z własnym chrześcijaństwem, żyć tak, aby nikt nas nie zauważył. Jeśli nikt nie wie, że jestem wierząca, to nie to samo, co „nie szukam poklasku”. I, mówiąc szczerze, siadam w niedzielę za ostatnim filarem niekoniecznie ze skromności.

Jesteśmy chrześcijanami, to znaczy „przez Boga zostaliśmy uznani za godnych powierzenia nam Ewangelii”. Tu leży sedno sprawy, stąd wypływa obowiązek aktywności. „Głosić Ewangelię wśród utrapienia” – to sprawia, że życie nie jest daremne. „Oddać duszę” – bo ukochanym daje się to, co najcenniejsze.


Pobite gary?... (św. Bartłomieja Apostoła: Ap 21, 9b–14; Ps 145; J 1, 49b; J 1, 45–51)

Apokalipsa jest księgą objawienia, próbą zajrzenia za zasłonę, zobaczenia tego, co będzie. Anioł „unosi w zachwyceniu” i pokazuje prawdziwe oblicze świata. Jego zgodną z zamysłem Boga wspaniałość.

Jednak rzeczy widziane z mojej perspektywy wyglądają zgoła inaczej. Rozpacz i płacz. Cierpienie i zamęt. Śmierć.

Tryumf Nowego Jeruzalem to nie „pobite gary”, jak w dziecięcej zabawie, gdy ktoś odwołuje grę. Bóg nie mówi, że świat, który znam dzisiaj, jest tylko na niby. Nie udowadnia, że pozorne jest cierpienie, gdy ten, kogo kocham, umiera.

Bóg bierze na poważnie moje cierpienie, chorobę i śmierć. Potraktuje poważnie moje dzisiejsze wybory. Jeżeli ktoś ma tu odwołać zabawę, to ja: WŁASNĄ. Księga objawienia pokazuje, że w Bożym planie i ja mam swoje miejsce.


Świętość gwałtownika (1 Tes 3,7-13; Ps 90; Mt 24,42a.44; Mt 24,42-51)

Pragnę pomyślności. Ze wszystkich sił. Dla swoich rodziców, sióstr i brata. Dla męża i dla dzieci. Dla znajomych. A nawet, naiwnie – by nikt na świecie nie był głodny. By nie było wojen, by nie cierpieli niewinni. Czasem zdaje mi się, że umieram – gdy nie mogę pokonać słabości, zapobiec złu, oddalić cierpienia.

Pisze apostoł do umiłowanych Tesaloniczan – „zostaliśmy (…) pocieszeni przez waszą wiarę (…). Teraz ożyliśmy, gdy wy przy Panu stoicie”. Czy więc życząc innym dobrze, mam pragnąć dla nich wiary? Czy kiedy widzę czyjeś problemy, trudności, z którymi się zmaga, mam prosić o wiarę, o utwierdzenie go w świętości?

Chciałoby się odpowiedzieć – „Ach, oczywiście! Ach, wiara i świętość!”. Ale… one tak się jakoś miałko kojarzą… Wierzący mężczyzna, a jeszcze bardziej może, kobieta, są jacyś tacy nieciekawi. Naiwni. Ewentualnie: dziwaczni fanatycy. Pełni nakazów i zakazów, pouczeń. Ewentualnie tacy, którzy nie mają szans, więc niech w religii szukają pociechy. Tak jak, mówiąc po cichu, stare panny.

A przecież świat apostoła, gdzie wiara jest największym darem a świętość najcenniejszą zdobyczą, nie jest ani miałki, ani naiwny. Paweł jest zdobywcą – nawet w tym krótkim fragmencie widać jego zapał, gwałtowność pełną pytań i wykrzykników. Jeżeli coś sprawiło, że jego życie się spełniło – to wiara. Jeżeli coś pozwoliło mu się rozwinąć – to właśnie świętość.


„Błogosławiony ten, kto mnie słucha”… (Prz 8, 22–35; Ps 48; Gal 4, 4–7; Łk 1, 28, J 2, 1–11)

W Księdze Przysłów czytamy dziś o mądrości. Obrazowy i sugestywny język tej biblijnej księgi ukazuje mądrość towarzyszącą Bogu od początku, jeszcze przed stworzeniem ziemi. Ta sama mądrość jednak, która jest przymiotem Boga i do Niego należy, „znajduje radość przy synach ludzkich”. Szuka ludzi, by udzielić im swoich pouczeń. Mądrość Boża szukająca człowieka to obraz niebywały. Kolejny znak, że Bogu na nas zależy: wychodzi nam naprzeciw, pragnie, byśmy Go poznali, „znaleźli życie i uzyskali łaskę”.

Maryja jest w liturgii nazwana „Stolicą Mądrości”, jako ta, która zdobyła mądrość. Znamy innych, którym się to, jak się wydaje, udało: choćby zmarły papież, brat Roger, Matka Teresa z Kalkuty… Ci ludzie jakby wymykają się znanym nam prawom, żyją po swojemu, własnym, wybranym przez siebie życiem. Dokonują rzeczy wielkich, ale bardziej chyba uderza nas pokój, jaki z nich płynie. To właśnie – że posiedli życie i łaskę.

Żaden mądry komentarz do dzisiejszego tekstu mi się nie nasuwa, niestety… Na szczęście Boża Mądrość wychodzi na drogę i szuka, wzywa także mnie.

Modlitwa dnia

Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty dałeś narodowi polskiemu w Najświętszej Maryi Pannie przedziwną pomoc i obronę, a Jej święty obraz jasnogórski wsławiłeś niezwykłą czcią wiernych, spraw łaskawie, abyśmy na ziemi z zapałem walczyli w obronie wiary, a w niebie wysławiali Twoje zwycięstwo. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


Porady (nie)mile widziane (1 Tes 4,9-11; Ps 98; Ef 1,17-18; Mt 25,14-30)

Fajnie jest trochę ponarzekać, usprawiedliwić swoją niechęć do zmian. Fajnie jest ponaśmiewać się, wytknąć innym głupotę i pazerność. Znaleźć wytłumaczenie własnej gnuśności. Powymyślać trochę wymówek, wykręcać się i kluczyć, poszukać wytłumaczeń. Fajnie jest trochę poudawać, że nie wiem, co robić.

A przecież – dobrze wiem. „Nie jest rzeczą konieczną, abyśmy wam pisali o miłości braterskiej, albowiem Bóg was samych naucza, abyście się wzajemnie miłowali (…) Zachęcam was jedynie (…) abyście starali się zachować spokój, spełniać własne obowiązki…”.

Dobrze wiem, co mam robić, niestety. I może dlatego tyle energii poświęcam na inne rzeczy. Nawet niekoniecznie złe – a jedynie odległe od moich „własnych obowiązków”. Nawet nie lubię słuchać o nich: że mąż ma pomagać żonie, ojciec być wzorem dla dzieci, że tokarz obsługuje maszyny, student się uczy, dziennikarz pisze teksty… To są podstawy i rzeczy oczywiste. Przecież znam miejsce, w którym jestem. I wiem, co do mnie należy.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...