Zesłanie Ducha Świętego i 8. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ



Na cztery spusty (Dz 2,1-11; Ps 104; 1 Kor 12,3b-7.12-13; Sekwencja; J 20,19-23)

Zmartwychwstały Jezus przyszedł do uczniów wieczorem. W chwili gdy robiło się ciemno, a wszystko wymykało się spod kontroli.

– Wydaje mi się, że Bóg działa w nocy, dlatego, że w dzień mamy zbyt dużo siły – opowiada Jan Grosfeld – W ciągu dnia sami jesteśmy bogami, w nocy On ma większe możliwości. Może opierać się na naszej słabości, kruchości, bezradności, na naszym braku oporu. W nocy nie trzymamy w rękach naszego życia.

Stara, średniowieczna tradycja cysterska, opowiada, że Bóg kocha noc, bo wtedy mnisi śpią i wreszcie przestają się sobą zajmować. I dopiero wówczas On może bez przeszkód działać.

Pozamykani na cztery spusty w swym lęku uczniowie bardzo tęsknili za Jezusem. Dlatego przyszedł. Dotrzymał obietnicy: nie zostawił ich sierotami.


Gdzie jesteś? (Dz 19, 1-8; J 16, 29-33)

Pan Bóg zawołał na mężczyznę: «Gdzie jesteś?»

Od dawna rozbraja mnie ten fragment. Przechodzący przez Eden Bóg woła: „Adamie, gdzie jesteś?”. Czy nie wiedział że Adam ukrywa się w gęstym gąszczu swych emocji i grzechów? Wiedział. Nie spuszczał z niego oka.

Swym wołaniem Bóg pokazuje, że jest bezradny wobec naszych wyborów. Kocha, więc jest narażony na odrzucenie, ból, odepchniecie. Każda miłość jest podatna na zranienie. Bóg nie wchodzi z butami w przestrzeń naszej wolności.

Gdy Jezus trzykrotnie pytał Piotra: „Czy mnie miłujesz?”, pytał jak małe, bezbronne dziecko, które pragnie usłyszeć od rodziców zbawienne słowa: kocham cię – opowiada brat Efraim. Nie sprawdzał Piotra, nie prześwietlał. Nie rozmawiał z nim z pozycji siły. Samotny Pan Bóg wędruje przez Eden i woła: Adamie, gdzie jesteś? Dlaczego się chowasz? Tak, jakby nie rozumiał, dlaczego został oszukany.


Święta bezczelność (Syr 35,1-12; Ps 50; Mt 11,25; Mk 10,28-31 (z dnia) lub Jk 2,14-17; Ps 112; Mt 23,11.12b; Łk 6,27-28)

Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej.

Przeczytałem ewangelię i od razu pomyślałem o Rozarianie. Była córką warszawskiego rabina, ale gdy poznała jako nastolatka Jezusa zdecydowała się na szalony krok. Opuściła „dom, braci, siostry, matkę i ojca”. Zamknęła się w klasztorze dominikanek.

Otrzymała rzeczywiście „stokroć więcej”. Bóg wysłuchiwał jej niezwykłych modlitw. Gdy przychodziły listy z prośbą o modlitwę, kładła je na tabernakulum i głośno mówiła: Żebyś potem nie mówił, że nie wiedziałeś…

Święta bezczelność. Cecha świętych. Kto potrafi tak rozmawiać z Bogiem? Rozariana rozmawiała z Jezusem tak, jakby należeli do tej samej rodziny. Ale przecież, należeli! Pochodziła z królewskiego rodu Dawida, z pokolenia Judy. Jezus był jej dalekim krewnym.

Stojąc pod figurą Jezusowej babci, świętej Anny powiedziała z szelmowskim uśmiechem: Ona też była z mojej rodziny. – To ciekawe, nie powiedziała: ja należę do rodziny Anny, ale ona należy do mojej. Cała Rozariana – śmieją się dominikanki.

Ludzie do dziś opowiadają o wysłuchanych modlitwach mniszki.


Twarze w dłoniach (Syr 36,1.4-5a.10-17; Ps 79; Mk 10,45; Mk 10,32-45)

Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni.

Nie dziwię się, że uczniowie byli strwożeni. Dopóki widzi się znaki i cuda łatwo iść obok mistrza. Dzisiejsze czytanie mówi wyraźnie, że w pewnym momencie Jezus zaczął ich wyprzedzać. Zaczął wyprzedzać ich sposób rozumowania i oswajania Boga. Zaczął opowiadać o tym, co ma Go spotkać. A tego już nie potrafili zaakceptować.

Przed dwoma tygodniami pojechałem na czuwanie Odnowy w Duchu Świętym. Spodziewałem się atmosfery „alleluja i do przodu” a usłyszałem bardzo trudną i wymagającą modlitwę.

Trwa adoracja. Sto tysięcy ludzi klęczy w absolutnej ciszy. Rozdzierają ją przejmujące słowa osoby prowadzącej modlitwę: Czy zgadzasz się ze względu na imię Jezusa na poniżenie, wytykanie palcami, prześladowanie? Czy zgadzasz się pójść jak owce między wilki? Czy zgadzasz się być ofiarą?

Patrzę na rozmodlony tłum. Momentalnie znikają uśmiechy. To nie przelewki. – Czy zgadzasz się pójść aż po męczeństwo? – niesie echo.
Na znak potwierdzenia obok mnie wstaje kilkadziesiąt osób. Wielu pozostaje na kocach. Zakrywają twarze dłońmi. Walczą ze swoim tchórzostwem? Płaczą?


Chcesz być nawiedzony? (So 3,14-18 lub Rz 12,9-16b; Ps Iz 12,2-3.4bcde.5-6; Łk 1,45; Łk 1,39-56)

„Rany Boskie, ależ ten tekst jest nawiedzony” – ironizują niektórzy, nie zastanawiając się na tym, co to słowo oznacza. A co właściwie oznacza? Największe szczęście, jakie może spotkać człowieka. Dotkniecie Boga, który schodzi pokornie z wysokości swego tronu, by spotkać się ze swoim stworzeniem.

„Niech będzie uwielbiony Pan, Bóg Izraela, że nawiedził lud swój i wyzwolił go” – krzyczał Zachariasz.

Elżbieta też była nawiedzona. Maryja została u niej przez sześć miesięcy.

Rozmawiałem kiedyś z dominikaninem-arystokratą o. Joachimem Badenim. To był bardzo „nawiedzony” wywiad. – Lepiej trzymać się pewników, płaszcza Matki Bożej... – śmiał się mnich – My, dominikanie, mamy opowieść, że ktoś poszedł do nieba i nie znalazł tam ani jednego dominikanina. Okazało się, że wszyscy schowani byli pod płaszczem Matki Bożej, nawet bardzo gruby św. Tomasz, do którego Matka Boża powiedziała: Tomaszu, mówiłam ci - nie jedz tyle spaghetti. Trzymać się płaszcza Matki - to najpewniejsza droga do nieba.


Dzieci uczą profesora (Syr 44,1.9-13; Ps 149; J 75,76; Mk 11,11-25 (z dnia) lub 1 Kor 1,18-25; Ps 34; Mt 5,16; Mt 5,13-19)

„Świat trwa jedynie dzięki oddechowi dzieci studiujących Torę” – głosi Talmud.

Dziś Dzień Dziecka. Czego mogą nauczyć nas maluchy? Szczerości

Ks. Józef Tischner prowadzący w Krakowie pierwsze Msze dla najmłodszych zszedł z mikrofonem do maluchów. – Pan Bóg stworzył wszystko, co nas otacza: różne zwierzaki: żaby, zające, sarny, jelenie... A jak myślicie, które ze stworzeń najbardziej Mu się udało? Do mikrofonu podeszła mała dziewczynka i wypaliła: „Chyba ja!”. Kościół ryknął śmiechem. A Tischner, zdziwiony trafnością odpowiedzi, widząc, że dziecko się speszyło, szybko wytłumaczył mu że znakomicie odpowiedziało.

Innym razem zapytał: „Dlaczego Pan Jezus przychodzi do nas przez wino i chleb?”. Jeden z chłopców odpowiedział: „Bo tam jest zaczarowana ludzka praca”. – Siadłem z wrażenia – wspominał ks. Tischner – A potem rozwinąłem to w czasie pierwszego zjazdu Solidarności.


Krótka szkoła modlitwy (Syr 51,12-20; Ps 19; Hbr4,12; Mk 11,27-33)

Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już otrzymałem mądrość

Przeprowadzałem właśnie wywiad z prof. Anną Świderkówną, gdy nagle z błyskiem w oku zapytała: – A zna pan Johna Chapmana? – Nie, nie znam.

Podarowała mi niewielką zieloną książeczkę pełną listów tego benedyktyńskiego mnicha (1865-1933). Znalazłem w niej genialne w swej prostocie porady, jak się modlić. Oto niektóre z nich:

– Cieszę się, że matka ma wrażenie, że „stoi w miejscu” w swoim życiu duchowym. Cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby matka miała uczucie, że się cofa! (List do znajomej zakonnicy)

– Módl się jak potrafisz i nie próbuj się modlić tak, jak nie potrafisz.

– Modlitwa pełna roztargnień jest na ogół bardziej upokarzająca niż modlitwa w skupieniu – dlatego przynosi więcej chwały Bogu, mniej nam, później zaś stwierdzamy, że zyskaliśmy więcej dobra.

– Im dłużej się modlimy, tym lepiej nam to idzie. A jeśli idzie źle, to też idzie dobrze, ponieważ staje się nieustannym upokorzeniem: O mój Boże, widzisz, że nie umiem się modlić, nie umiem nawet pragnąć, nie mogę utrzymać uwagi itp… Wszystko zależy od tego, czy masz odwagę na tak suchą modlitwę. To o czym piszę to modlitwa początkujących. O innej nie wiem nic…
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Czerwiec 2018
N P W Ś C P S
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
Pobieranie...