Od porażki do uśmiechu

Czasem tak dzieje się w życiu i doświadczeniu szkolnej katechezy. Ileż trzeba nadziei, aby się nie poddać i ucieszyć zaskakującym finałem.

Chciałam uczniów klasy VII nauczyć myślenia symbolicznego przy okazji lekcji o darach, które otrzymaliśmy od Pana Boga na chrzcie: wierze, nadziei i miłości. Kupiłam koperty i włożyłam tam po trzy ziarnka gorczycy. Uczniowie mieli to zasadzić, by potem zinterpretować za pomocą roślinek rzeczywistość duchową. Ja zasadziłam, oni… niekoniecznie.

Drugie podejście: tym razem przyniosłam samą gorczyce i rozdałam ją uczniom, już bez kopert. Ten, kto zaryzykował kolejną próbę, chował otrzymane ziarenka gdzie tylko mógł: w chusteczkę czy też wydartą kartkę z zeszytu. Tym razem dwoje uczniów po tygodniu z radością zakomunikowało sukces ogrodniczy.

A chciałam, aby to zadanie zrobiła cała klasa. „Bądźcie w dobrym przemyślni” – podpowiada św. Paweł – zatem w trzecim podejściu wymyśliłam projekt interdyscyplinarny. Skoro „wszystko jest łaską”, więc dostarczyłam na biologię nie tylko gorczycę, ale i podpisane imiennie pojemniczki z ziemią. Zasadzanie ziaren odbywało się wspólnie pod okiem fachowca. Kolejnym krokiem było wklejenie po 5 dniach w stworzonym dokumencie zdjęć swoich doniczek, aby potem – na Białej Szkole – sfinalizować projekt pod okiem polonisty i napisać opowiadanie symboliczne, które wielowymiarowo ujmie przygodę z ziarnami.

Ale polonista poprosił mnie, aby dać mu wzór takiego opowiadania. Wiedziałam, że nie zdążę tego napisać, bo wyjeżdżam. Sfotografowałam zatem te moje trzy ziarenka, którym zdarzył się tragiczny upadek i… poprosiłam moją przyjaciółkę, Danutę Rogacewicz, aby ich historię ujęła we właściwy sobie sposób. Jak uczyć się, to do mistrzów!

Poniższe opowiadanie Danusia zatytułowała:

Dramat w trzech odsłonach

Dostałem od katechetki (za friko!) trzy ziarenka. A właściwie – ziarniątka. Takie maciupeńkie, że wlazły mi za paznokieć i w ten sposób przetrwały. Inaczej zgubiłyby mi się w mojej kieszeni i marnie sczezły, a przecież miałem je zasadzić i pielęgnować jako dary, które otrzymałem od Boga na chrzcie. Hm, jakieś marne te dary, ale co się będę z Panem wykłócał. Wcisnąłem badziewie do doniczki. I pewnie zapomniałbym o nim, gdyby prezentem nie zainteresowała się moja Babcia, której przyszedł do głowy niedorzeczny pomysł posprzątania mojego biurka. Wyjaśniłem jej o co chodzi, a ona uraczyła mnie opowieścią o jakiejś zakonnicy, której inna – wredna zresztą zołza – kazała podlewać patyk wsadzony w ziemię. Pokorna siostrzyczka podlewała ten badyl i podlewała w ramach zakonnego posłuszeństwa, a on wziął i zakwitł, bo okazał się różą! Taka ot super niespodzianka!

Okej, zrozumiałem babciną zachętę i chociaż nie wierzyłem w przemianę rachitycznych nasionek w piękne kwiaty, to przeniosłem je na okno. Podobno światło ma leczniczą moc! Babcia poradziła mi, abym podlewał nasionka wodą odstałą, czyli nie bezpośrednio z kranu tylko taką, która sobie postoi i nabierze pokojowej temperatury. Czego to nie robi się dla kochanej staruszki! Napełniłem baniak wodą i po trzech dniach zacząłem podlewać moją Wiarę, Nadzieję i Miłość – tak nazwałem te przyszłe obfite zbiory. Za radą Babci zresztą, że to niby Boże dary, no i w ogóle – podobno rośliny lepiej rosną, jak się je traktuje osobowo. Tyle to mogłem zrobić, bo gadać z nimi to już na pewno nie będę, mimo że taką delikatną aluzję usłyszałem w fachowych poradach Babci ogrodniczki.

No więc podlewałem sumiennie jak owa zakonnica (Rita miała na imię), a po kilku dniach zacząłem nawet uważnie się przyglądać doniczce, czy już nie zieleni się obficie. Kitek, mój kot, też obwąchiwał intruza, bo jak dotąd parapet był tylko jego królestwem, a tu – takie dziwadło zalęgło się na nim! Wahadłowy ruch ogona wskazywał na kocią irytację, ale nawet nie próbowałem z Kitkiem negocjować, bo jak mu wytłumaczę, że to nie kocimiętka, ale Wiara, Nadzieja i Miłość przebija się mozolnie na ten Boży świat? Kitek – podobnie jak ja – miał nieufny stosunek do tego religijnego zagadnienia.

Aż któregoś dnia – bum! Coś nieśmiałego wyskoczyło ponad doniczkowy czarnoziem! No nie wierzę! Naprawdę! Trzy seledynowe maleńtasy! Jak Boga kocham! Babcia ciągle strofuje mnie za ten sposób manifestowania swej prawdomówności, ale tym razem nie ofukała mnie jak zwykle, tylko oznajmiła, że może naprawdę dar miłości się we mnie powoli wykluwa? W każdym razie dar mojej katechetki (albo Boży, jak kto woli) wykluwał się radykalnie i stanowczo. Wszystkie trzy ziarenka wysuwały swe chude ciałka ku światłu i to dzięki mojej działalności! Czułem się naprawdę jak jakiś bóg, który powołał z nicości życie. Nie wiedziałem tylko, które z tych rachitycznych roślinek to Wiara, Nadzieja, a które Miłość? Jakoś nie mogłem się zdecydować: czy ta wysoka na długaśnej łodydze zakończonej dwoma chwiejnymi listkami to Wiara czy Miłość? A może Nadzieja? Drugie ziarenko wykiełkowało z leciutkim opóźnieniem i jej oba listeczki wydawały się większe. Ale łodyżka była za to krótsza. Trzecie cudo było zupełnie maleńkie, tak że łodyżki prawie nie było widać, ale oba listki panoszyły się dumnie. Ja też byłem dumny. Oto moje dzieło! Wystarczyło trochę starania – i proszę! Jest! Rośnie! Trwa! Babcia śmiała się, ale też cieszyła się z wnuka ogrodnika i mówiła, że Pan Bóg to też taki Ogrodnik, który swoim staraniem pielęgnuje wszelkie życie, któremu dał początek.

Tragedia wydarzyła się – jak to zwykle bywa – nagle. Zazdrosny Kitek strącił doniczkę i moja Wiara, Nadzieja i Miłość legły w gruzach. No może niedokładnie – raczej w moim bałaganie, ale na jedno wychodzi. Nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać. Babcia, która od dłuższego czasu kibicowała moim wysiłkom, próbowała ratować roślinki. Z niewielkim skutkiem, bo dwie miały ułamane korzonki. Ta najsilniejsza się ostała. W doniczce wygląda smętnie, a ja straciłem zapał do pielęgnacji. Babcia mnie pociesza i mówi, że w życiu też zdarzają się dramatyczne zwroty i trzeba je przyjąć, bo cóż innego można zrobić? „Masz szczęście – tłumaczyła – że Kitek jednak coś ci zostawił. Wiara, nadzieja i miłość to największe dary, jakie człowiek otrzymał od Boga, a św. Jan Apostoł mówi, że z tych trzech największa jest Miłość. I to ją trzeba pielęgnować”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Pobieranie... Pobieranie...
« » Sierpień 2020
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Pobieranie... Pobieranie...