Razem czy osobno

Przychodząc na świat w rodzinie chrześcijańskiej, otrzymujemy niezatarte znamię na naszej duszy, które nas predestynuje do życia w imię Boga, popycha nas do życia w świętości, do życia w Kościele, do którego zostajemy włączeni przez Chrzest. Pochodzimy z rodzin, które od wieków są i pozostają wierne Bogu w Trójcy Jedynemu. Jednak rodzą się problemy, w związku z nimi pytania, a odpowiedzi przysparzają nam masę wątpliwości.

Żyjąc na tym świecie, od zarania życia staramy się być samodzielnymi: jako dziecko chcemy samodzielnie wędrować i poznawać świat, w młodości – samodzielnie decydować o swojej przyszłości, w wieku dojrzałym samodzielnie dokonywać wyborów drogi życia, partnera, kierunków rozwoju, w starości – samodzielnie decydować o swoim dalszym  życiu, o emeryturze, o sprawach związanych ze śmiercią. Mimo tych wszystkich prób, niestety, jesteśmy stale ubezwłasnowolniani, początkowo przez miłość rodziców, potem przez grupy, a później…zaczyna się działanie nacisków – i tak już pozostanie do końca, ale czy to nam odpowiada?

Poprzez Chrzest Święty przynależymy do Kościoła Chrystusowego. Stanowimy wspólnotę, która spotyka się – w jakimś tam procencie – na mszach, nabożeństwach. Jednak najbardziej uroczyste są spotkania z okazji właśnie chrztu, komunii świętej, wesela, no i pogrzebu. W tych sytuacjach chcemy pokazać, że jesteśmy chrześcijanami, ale co z nami, co ze znakiem przynależności do Kościoła Chrystusowego na wycieczkach, podczas mniejszych świąt (szczególnie, jeśli to nie dni wolne) czy też poza miejscem zamieszkania? Czy już nas znak Chrztu – czytaj wiary – nie zobowiązuje?

Johann Wolfgang Goethe napisał: "Kiedy jesteśmy wielcy, Bóg jest wszystkim; kiedy jesteśmy mali, ON jest dopełnieniem naszej nędzy.", a to oznacza, że tylko z Nim możemy dostrzec pełnię naszego jestestwa, cieszyć się z tego, iż możemy pokazywać i szerzyć naszą wiarę.

Jest tylko jedna formuła niewoli, którą jesteśmy w stanie, wręcz chcemy akceptować – niewola miłości, miłości w rozumieniu pozytywnym, czyli odwzajemnionej. Jednak akceptacja miłości może przybierać różne formy,w zależności od wybranej drogi życiowej, przy czym możliwe jest odczuwanie nawet kilku rodzajów miłości, np. do współmałżonka, do rodziców, do dzieci, a przede wszystkim do Boga.

Nie bójmy się wspólnoty, komunii z innymi, grupy, więzi z pozostałymi. Przecież w jedności siła, w Kościele moc, czyli po prostu bądźmy razem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...
    « » Październik 2018
    N P W Ś C P S
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    Pobieranie...