„Otwórz się , rumieniąca się rano, Uczul me serce na siebie. Pozwól mi w tobie zamieszkać".
Chcielibyśmy widzieć nawrócenie Franciszka jako sekwencję szybo następujących po sobie wydarzeń. Tymczasem był to czas naznaczony rozstaniem z ojcem (słynna scena przyodziania Biedaczyny przez biskupa Gwidona), trwaniem na modlitwie, życiem w samotności, kiedy to dojrzewało w nim pragnienie życia wspólnego. Zatem puszczamy wodze wyobraźni i ponownie widzimy go zapatrzonego w krzyż i usiłującego zrozumieć jego przesłanie.
Gdzieś z boku Ukrzyżowanego widzimy dwie postacie. Umbryjska tradycja nadała im imiona. To Longinus i Stephaton. Pierwszy trzyma w ręku włócznię, którą przebił bok Jezusa, drugi trzcinę, służącą do podania Skazańcowi octu. Na twarz Longinusa spływają krople krwi. Według tradycji został w ten sposób uleczony na jedno oko, a później wieść życie pokutnika. W Złotej legendzie Jakuba de Voragine czytamy:
„Lecz mówią, że przede wszystkim przyczyniło się do nawrócenia jego to, że cierpiąc na chorobę oczu, dotknął przypadkiem swych oczu kroplą krwi Chrystusa, która ściekła wzdłuż dzidy, i odzyskał natychmiast zdrowie. Zrzekł się służby wojskowej, kazał się pouczyć apostołom i przez lat dwadzieścia osiem wiódł życie mnisze w Cezarei Kapadockiej, dokonując licznych nawróceń słowem i przykładem” (tłum. Leopold Staff, Wrocław 1994, s.207).
Hagiografowie nie piszą o spływających na oczy Franciszka kroplach krwi. Zobaczą je później na jego rękach i nogach. Ale śmiało możemy przypuszczać, że to, co nie dotknęło oczu ciała, dotknęło oczu duszy wołającej:
Zostawmy na moment Longinusa. Obok widzi Franciszek człowieka (żołnierza? strażnika świątyni? przypadkowego przechodnia?), przez średniowieczną tradycję nazwanego Stephatonem. Trudność sprawia nie tylko próba określenia kim był. Także umiejscowienia go w opisach ewangelistów. Nie ulega wątpliwości jedno: podał konającemu i wołającemu: „pragnę” (J 19,28) gąbkę nasączona octem. Choć gest różnie, zwłaszcza w kontekście przekazu innych ewangelistów, bywa interpretowany, możemy założyć, że w ten sposób spełnił dzieło miłosierdzia.
Podającego na trzcinie gąbkę Stephatona widział oczami serca Franciszek, gdy pochylał się w geście miłosierdzia nad trędowatym? W zostawionym braciom testamencie czytamy: „gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała”.
Próba zrozumienia Franciszka w świetle późnośredniowiecznych legend wydaje się być dziś, z perspektywy czasu, zabiegiem trudnym do zrozumienia. Musimy jednak pamiętać, że był to czas, kiedy pobożność ludowa karmiła się nie tylko głoszonym podczas liturgicznych celebracji słowem. Także, zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia i Wielkiego Postu, misteriami ulicznymi, których wątki znalazły się między innymi w Złotej Legendzie. Zatem musiał karmić się nimi także Franciszek, przechodząc w pewnym momencie od ludowej interpretacji do kontemplacji tajemnicy pod krzyżem z San Damiano. Przy czym ludowe wątki na tej medytacji odcisnęły swoje pięto i przyniosły owoce nie zawsze dane ulicznym grajkom. Utkwiony w stojącym pod krzyżem Longinie wzrok uczynił z Franciszka ewangelizatora swojego czasu, a skrzyżowane ze Stephatonem spojrzenie ukształtowało wrażliwego na ludzką biedę świadka Bożego miłosierdzia.
Dla nas, podążającym za nim, choć niekoniecznie wchodzącym w ślady jego stóp, to cenna wskazówka, by w rozważaniu tajemnicy krzyża dostrzec światło, zdolne przemienić serce, wyzwolić je z lęku i uczynić narzędzie miłosierdzia wobec braci. Dlatego z ufnością powtarzajmy po raz kolejny za Świętym Franciszkiem modlitwę spod krzyża w San Damiano:
Najwyższy, chwalebny Boże,
rozjaśnij ciemności mego serca
i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę,
niezachwianą nadzieję
i doskonałą miłość,
zrozumienie i poznanie,
abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo.
Amen.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |