Komentarze biblijne i liturgiczne, propozycje śpiewów, homilie, Biblijne konteksty i inne.
więcej »Ręka podtrzymująca. Ręka wskazująca. Ręka otwierająca. Wreszcie – ręka karmiąca.
Jak Longinus wznosimy głowę ku górze i kierujemy nasze spojrzenie najpierw na Ukrzyżowanego, następnie Zmartwychwstałego, by na końcu zatrzymać wzrok na detalu, umykającym uwadze pośpiesznego widza. Wyciągnięta ręka Boga Ojca. Niemalże niewidoczna.
Jakby pośród rzeszy świętych, aniołów, towarzyszy spod krzyża, Ojciec chciał w dyskretny sposób dokonać coś, czego nie sposób pojąć, zrozumieć, uchwycić.
Ojciec, który widzi i działa w ukryciu. W ukryciu oddaje najpierw swojemu Synowi.
Czyż ta wyciągnięta ręka nie jest – najpierw – odpowiedzią na ostatnie słowa Syna, wypowiedziane z wysokości krzyża? – „Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha Mojego”.
Czyż ta ręka nie jest – także – wyciągnięta w geście ratunku, podtrzymania obolałych członków ciała, wzmocnienia osłabłych rąk i kolan?
Czyż ta ręka – wreszcie – jest wskazaniem; jak przy chrzcie w Jordanie i na Górze Tabor: „To jest mój Syn umiłowany…?”
Umiłowany Syn Ojca składa ducha w Jego ręce… Choć żyjącym wydaje się, że umarł.
A może ta ręka dzierży klucz do zamkniętych bram raju? Wszak, jak pisał uzdrowiony przez Franciszka Jan z Fidanza, czyli Święty Bonawentura:
Ręka podtrzymująca. Ręka wskazująca. Ręka otwierająca. Wreszcie – ręka karmiąca.
W jednej ze współczesnych pieśni eucharystycznych śpiewamy:
Nie sposób nie powtórzyć za poetą:
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |