Dla Boga historia człowieka nie jest przeszkodą. Jest punktem wyjścia. By złowić rybę na haczyk wystarczy Mu czasem… pustka.
Nie zaczęło się od prośby. Zanim usłyszał „idź, odbuduj Mój Kościół” coś musiało wydarzyć się przed. To „coś” kazało mu wyruszyć na poszukiwanie, zatrzymać się w San Damiano, wreszcie otworzyło jego ucho na głos.
Próbuję wyobrazić sobie Franciszka sprzed nawrócenia. Dostatnie życie, spory majątek, uwielbiany przez dziewczyny, dziś – patrząc nań – młodzi pisaliby o nim „sigma”. A jednak w tej historii jest coś, co intryguje, każe stawiać pytania, niepokoi. Przecież szczęśliwy człowiek nie błąka się po obrzeżach miasta, zaszywa w zrujnowanej świątyni – robi to, co wielu nazwie ucieczką.
Od czego chciał uciec? Od rozbawionych przyjaciół? Zmartwień o rozwój firmy ojca? Wiecznego karnawału? Wreszcie – i to jest najbardziej prawdopodobne – od siebie, od trawiącego go od wewnątrz bezsensu. Już wiedział: można być gwiazdą towarzystwa, centrum miejscowej śmietanki, w rzeczywistości pozostawionym samemu sobie, z przerażającą pustką, dającą znać o sobie za każdym razem, gdy wróciwszy do domu zdejmował maskę i kładł się spać.
Nadmiar wyobraźni? Przeskakuję niemalże osiem wieków i widzę przed sobą twarz młodego człowieka. Świetnie wykształcony. Zatrudniony w londyńskim City. Dochody pozwalające zwiedzić cały świat i w krótkim czasie – jak sam wyznał – „przeżyć wszystko, co mężczyzna przeżyć może”. Dalej była pustka i dręczące pytanie, jawiące się w dwojakiej postaci. „Albo skończyć ze sobą, albo zacząć szukać w tym wszystkim sensu. Wybrałem drugie. Dlatego jestem w Taize”.
Leon XIV powiedział kiedyś: „Bóg nie powołuje przemienionych, ale przemienia powołanych”.
Dla Boga historia człowieka nie jest przeszkodą. Jest punktem wyjścia. Wybierając kieruje się nie tylko pobożnością, walorami wewnętrznymi, zdolnościami. By złowić rybę na haczyk wystarczy Mu czasem… pustka. Miejsce czekające na zapełnienie, będące niewypowiedzianym pragnieniem kochania i bycia kochanym.
Franciszek nie pytał: dlaczego ja. Raczej odkrył życiową szansę. Dostał coś, do czego sam nigdy by nie doszedł, czego sam by nie zdobył.
„Idź, odbuduj Mój Kościół”. Nieważne: jesteś już zaangażowany czy szukasz. Serce masz przepełnione zapałem czy wątpliwościami. Zaliczyłeś więcej wzlotów czy upadków. Więcej jest w tobie żyznej gleby czy jałowej pustyni. To nie ma znaczenia. Dla Boga. On widzi w tobie więcej, niż jesteś w stanie pomyśleć, wyobrazić sobie, opowiedzieć, zrozumieć. Wybiera nie dlatego, że jesteś lepszy. Wybiera, bo miłuje.
Popielec. Wchodzę, słysząc Słowo, do izdebki i powtarzam za Świętym Franciszkiem:
Najwyższy, chwalebny Boże,
rozjaśnij ciemności mego serca
i daj mi, Panie, prawdziwą wiarę,
niezachwianą nadzieję
i doskonałą miłość,
zrozumienie i poznanie,
abym wypełniał Twoje święte i prawdziwe posłannictwo. Amen.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |