Refren psalmu już wprowadza w klimat mającego rozpocząć się nieszporami Adwentu. Słychać pokolenia pierwszych chrześcijan, kończących tym zawołaniem niedzielną Eucharystię. Widać skierowane ku wschodowi twarze, wypatrujące nadejścia Oblubieńca oczy. Przesuwają się przed nami pokolenia domagających się od niebios spuszczenia Rosy. Rorate coeli desuper, et nubes pluant Iustum. Rosę niebiosa spuśćcie i niech z obłoków spłynie Sprawiedliwy.
Klimat? Ciemny kościół, dzieci z lampionami, być może skrzypiący śnieg pod nogami – o to chodzi? Uważajcie na siebie. To znaczy czuwajcie by nie chodziło tylko o klimat. By klimat lampionów i ciemnego kościoła nie był wyłącznie antidotum na przedświąteczną bieganinę, ociężałość i odejmujące sen od powiek troski doczesne. By tak naprawdę chodziło o jedno. A właściwie o Jednego. O Sprawiedliwego i Jego królestwo. Wszystko inne będzie nam dodane. Będzie tylko dodatkiem.
Oczy na wschód! Marana tha!
Czytania mszalne rozważa ks. Włodzimierz Lewandowski
zu alina
Marana tha.
Ja pokażę. Ale co? Wielkie dzieła to raczej nie wynik ludzkiego wysiłku, ale Bożej laski.
Bóg okazuje cierpliwość, nie jest pamiętliwy ani mściwy i nie męczy się przebaczeniem.
Papieska Światowa Sieć Modlitwy powołuje się na dane Światowego Programu Żywnościowego.
Wszystkie komentarze »
Uwaga! Dyskusja została zamknięta.