II tydzień Wielkiego Postu

Przeczytaj i rozważ


Zwiąż mnie mocniej (Rdz 22,1-2.9-13.15-18; Ps 116B; Rz 8,31b-34; Mt 17,7; Mk 9,2-10)

Izaak posłusznie wchodził ze swym ojcem Abrahamem na górę Moria, gdzie miał być złożony w ofierze. Gdy Abraham wiązał ręce i nogi ukochanego, oczekiwanego przez sto lat syna (związanie to nazywa się Akeda), Izaak popatrzył mu w oczy i rzekł: „Ojcze, jestem silnym, młodym mężczyzną, a ty starym. Boję się, że gdy zobaczę nóż w twojej ręce, drgnę odruchowo i możliwe, że nawet cię skrzywdzę. Mógłbym również skaleczyć siebie, a przez to stać się nieodpowiedni na ofiarę. I dlatego, proszę, zwiąż mnie mocniej, abym się nie opierał i w najważniejszym momencie nie zawiódł w wypełnianiu synowskiego obowiązku”.

To pewien stary midrasz. Pamiętam dreszcz, który przeszedł mi po plecach, gdy pierwszy raz słyszałem te słowa. Nocowałem u kumpla w Warszawie, a on słuchał właśnie na starym magnetofonie liturgii neokatechumenalnej. Zapamiętałem słowa jedynego syna: „Ojcze, proszę, zwiąż mnie mocniej, abym się nie opierał”.

Izaak wchodzi na górę Moria. Jezus wchodzi na Golgotę. I jeden i Drugi niosą na plecach drzewo, nieodłączny element ich śmierci. I jeden i Drugi mają być złożeni w ofierze.

Bóg uratował Izaaka. Abraham nie zabił syna, a na ofiarę złożył baranka, który nieopodal zaplątał się zarośla. Jezusa nie uratował nikt. Umierał samotnie, zaplątany w gąszcz naszych grzechów. W zaroślach skryli się przecież Adam i Ewa. Myśleli, że gąszcz osłoni ich grzech.

Jezus - pokorny i posłuszny baranek. Bóg, który pozwala się związać. Przez swoje wcielenie nierozerwalnie związał się z człowiekiem. Mocniej niż więzy Izaaka.


Naiwniak (Dn 9,4b-10; Ps 79; Am 5,14; Łk 6,36-38)

Pewien człowiek w Teksasie był właścicielem gruntu. Był ubogim pasterzem, z ledwością wiązał koniec z końcem. Ziemia była licha, nie sposób było z niej wyżyć. Któregoś dnia do jego domu zapukało kilku geologów. Kilka dni wcześniej na polu odkryli złoża nafty. Nie pisnęli jednak o tym ani słowa. Zapytali tylko, czy nie sprzedałby swej ziemi. Dobrze zapłacimy – zachęcali. Nie zastanawiał się. Sprzedał.

Przez kilka tygodni chodził zadowolony. Do czasu, gdy dostrzegł, że na jego byłym gruncie zaczęły się prace wiertnicze i odkryto na nim niesłychanie bogate złoża ropy naftowej. Nabywcy gruntu stali się multimilionerami. Pasterz nadal żył w biedzie. Nie wiedział, jakie posiadał skarby...

To historia, która opowiadał z błyskiem w oku ks. Franciszek Blachnicki. Sam odkrył skarb i za żadne skarby nie chciał go na nic zamienić.

Biegamy, szukamy, napinamy mięśnie, pożeramy duchowe książki. A skarb jest na naszym polu. Zakopany pod grubą warstwą brudnej ziemi. Niektórzy z nas, przeorani cierpieniem już rozpoznają pod bruzdami jego kształty. Mamy Boga, który „jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego” Gdzie znajdziemy taką miłość?


Zapasy z Bogiem (Iz 1,10.16-20; Ps 50; Ez 18,31; Mt 23,1-12)

Czy pobożny katolik może kłócić się z Panem Bogiem? – zapytałem ks. Kazimierza Orzechowskiego. Uniósł swe krzaczaste brwi i odparował: Jasne! Trzeba tak jak Hiob podnosić pięści do góry i krzyczeć: „Jesteś. Zlituj się, pomóż, zrób coś, błagam!” Bóg lubi ten zamach na Siebie. On przyjmuje do nieba gwałtowników. To oni zdobywają królestwo niebieskie. Krzyk ludzi dotyka Boga.

Jakub walczył z Bogiem nad potokiem Jabbok. Objął anioła wpół i szepnął: Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz. I… zwyciężył. Otrzymał błogosławieństwo. Pan zmienił jego imię na Izrael. A imię to znaczy: „walczący z Bogiem”. Co więcej: Najwyższy zapewnił, że ten właśnie „walczący z Bogiem” naród wybiera, pomnoży i pobłogosławi.

„Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie!” – zaprasza Pan, obiecując, że wybieli wszystkie nasze grzechy. Masz odwagę?


Droga proroka (Jr 18,18-20; Ps 31; J 8,12b; Mt 20,17-28)

Zobaczył ją przez kratki konfesjonału. Średniego wzrostu, ruda, piegowata. Podeszła i szepnęła: „Znam księdza od dawna. Pokazał mi księdza dwukrotnie sam Pan Jezus”.

Z trudem przełknął ślinę. A zakonnica ciągnęła: „Jezus powiedział mi o Księdzu: „Oto wierny sługa mój, on ci pomoże spełnić wolę moją na ziemi” i zapewnił, że to ksiądz właśnie ma ogłosić światu o miłosierdziu Bożym”. Nastała kłopotliwa cisza.

W takiej właśnie sytuacji znalazł się w 1933 roku ks. Michał Sopoćko. Zakłuło go serce, a zimny pot oblał plecy. Wątpliwości rozsadzały mu głowę. A jednak zaufał słowom siostry Faustyny. Prosił, by spisywała swoje wizje. Tak powstał „Dzienniczek”, jedna z najbardziej rozchwytywanych lektur duchowych na świecie. Przyczynił się do namalowania obrazu „Jezu, ufam Tobie,”, niestrudzenie głosił tajemnice Bożego miłosierdzia.

Co otrzymał w zamian? Prześladowanie. Był wyśmiany, upokorzony. Raz nawet w czasie sympozjum naukowego na KUL oskarżono go publicznie o herezję. On jednak pamiętał o słowach Jezusa, że „to wszystko musi się stać, aby się wypełniła wola Boża” a czas triumfu poprzedzi bolesny „okres zniszczenia”.

Pomyślałem o ks. Sopoćce, gdy czytałem przepełnioną bólem skargę Jeremiasza: „Oni wykopali dół dla mnie. Wspomnij, jak stawałem przed Tobą, aby się wstawiać za nimi, aby odwrócić od nich Twój gniew”.

Taka jest droga proroka. Odepchniecie, grunt usuwający się spod nóg, osamotnienie. Jedyną osobą, która jest w stanie wysłuchać skargi jest sam Bóg. Z pustyni wychodzi się „wspartym na Oblubieńcu”.


Ogrodnik (Jr 17,5-10; Ps 1; Łk 8,15; Łk 16,19-31)

Bóg paradoksów. Zamieniający przekleństwo w błogosławieństwo. Zmieniający suchy krzak na spalonej słońcem pustyni w płonący znak swojej obecności. Zmieniający krzyż – najgorsze wydarzenie, jakie mogło spotkać niewinnego człowieka, w drzewo życia.

Biblia nie pozostawia wątpliwości: To on jest rosą dla Izraela. On sprawia wzrost. Owoce należą do Niego.

Jest rwącą rzeką nawadniającą zapuszczone w brudną, ciemną ziemię korzenie. „Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, że przyjdzie upał”.

Wyschnięte drzewo zaczyna wzrastać. Wystrzela w niebo. I wtedy pojawia się pokusa.

Gdy Nabuchodonozor zasnął, we śnie otrzymał proroctwo: „Drzewo wzrastało potężnie, wysokością swą nieba sięgało, widać je było aż po krańce ziemi. Liście jego były piękne, a owoce obfite, dawało ono pożywienie wszystkim. Patrzyłem, w moim łożu, na obrazy istniejące w mojej głowie, a oto Czuwający i Święty zstępował z nieba. Wołał On głośno i tak mówił: Wyrąbcie drzewo i obetnijcie gałęzie, otrząśnijcie liście i odrzućcie owoce!

Dlaczego drzewo spotkał tak straszny los? Daniel wyjaśnił królowi: Drzewem, które ujrzałeś, jak rosło i stało się potężne, (...) jesteś ty, o królu. Wzrosłeś i stałeś się potężny, a wielkość twoja wzrastała i sięgała aż do nieba

Jak łatwo jest zapomnieć, Kto tu jest ogrodnikiem i Komu zawdzięczamy wzrost.


Plecy (Rdz 37,3-4.1 2-1 3a.17b-28; Ps 105; J 3, 16; Mt 21,33-43.45-46)

Józef dotarł do Sychem. Słowo to w dosłownym tłumaczeniu oznacza plecy. Tam spotkał braci, a ci rzeczywiście odwrócili się od niego plecami. Znalazł się w dramatycznej sytuacji. Cudem uniknął śmierci. Wylądował na dnie studni.

Ten który zawołał: „Nie zabijajmy go, ale zamieńmy go za srebrniki” miał na imię... Juda. Skąd ja znam to imię?

Bracia kpili: zabijmy go i wrzućmy do studni, a potem powiemy: Dziki zwierz go pożarł. Zobaczymy, co będzie z jego snów!

Po ludzku beznadziejna, przeklęta sytuacja w rękach Boga okazała się zbawienną. Otwór studni stał się wyjściem z sytuacji nienawiści, zazdrości, agresji.

Józef jest figurą Chrystusa. On też przeszedł drogę więzienia, poniżenia, Egiptu. I też ta przeklęta sytuacja stała się... zbawienną! Błogosławiona wina.

Nikt nie jest w stanie zniszczyć Bożego słowa. Nawet jeśli dojrzewać ono musi w głębokiej studni, wilgotnym więzieniu, wśród upokorzeń i oszczerstw. Gdy wzruszeni bracia wracali do domu z pełnymi workami żywności i przebaczeniem w sercach wiedzieli już „co wynikło ze snów” ich brata.


Potop (Mi 7,14-15.18-20; Ps 103; Łk 15,18; Łk 15,1-3.11-32)

Popłynęło. Wszystko. Przykryło Spodek, po katowickiej katedrze została jedynie kopuła, stercząca teraz jak śmieszna, bezludna wyspa. Podtopione hałdy gasną z głośnym sykiem... Wszystko zatonęło. A więc jednak powódź tysiąclecia...

Tylko ludzie zachowują się jakoś dziwnie. Zamiast wylewać wodę oknami, wybiegają i czerpią ją, nalewają do wanien, zakręcają w litrowych butelkach... Święta Faustyno, cóż to się porobiło???

Świat zatonął. Mamy widocznie przecieki. Przecieki Bożego miłosierdzia.

Zaczęło się od rzymskiego legionisty. Spocony i znudzony, energicznym ruchem chciał skończyć nudną kaźnię. To nie był żaden Wielki Piątek, to był nudny piątek. Podniósł rękę i szybkim, wprawnym ruchem przebił bok i „natychmiast wypłynęła krew i woda”. I płynie od dwóch tysięcy lat. Strumienie wody żywej utworzyły bezkresny ocean. Nabierzcie ile chcecie! Ale zostawcie te malutkie kubeczki. Weźcie coś większego.

Kto chce niech wody życia darmo zaczerpnie. „Woda, którą Ja dam, stanie się źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu”.

Nasz Bóg „nie żywi gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie”.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Październik 2018
N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Pobieranie...