1. tydzień Adwentu

Przeczytaj i rozważ



Głowa do góry! (Dn7,13-14; Ps 93; Ap 1,5-8; Mk 11,10; J 18,33b-37)

Te same wydarzenia dla jednych są przekleństwem, dla innych błogosławieństwem. Ilu chorych przeklina w swych łóżkach, a ilu oddaje cierpienia Bogu, zarażając swoim pokojem najbliższych?

„Droga sprawiedliwych jest prosta, a potykają się na niej grzesznicy”. Przeżywamy to samo, ale nie tak samo.

Powtórne przyjście Jezusa przedstawione jest jako „dzień gorący jak piec”. Dla jednych będzie dramatem: spali ich jak słomę, dla drugich blaskiem wschodzącego słońca i znakiem uzdrowienia. Ten sam ogień, który nie poparzył Szadraka, Meszaka i Abed-Nega spalił doszczętnie strażników, którzy ich do niego wrzucili.

Podczas, gdy w dnach ostatnich „ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi” my – chrześcijanie mamy „nabrać ducha i podnieść głowę”. Zbliża się nasze odkupienie. Na to samo wydarzenie patrzymy z innej perspektywy. Nic dziwnego. Gromadzi nas Bóg, który zbawił świat w najbardziej dramatycznej i pozornie beznadziejnej sytuacji. Najwięcej uczynił wówczas, gdy wisząc bezradnie na krzyżu nie mógł nawet kiwnąć palcem.

Myśli o powołaniu: Zbytnio upraszczasz sprawę, oceniając wartość inicjatyw apostolskich według zewnętrznych pozorów. - Zgodnie z tą miarą musiałbyś przedłożyć pół tony węgla nad garstkę diamentów.
(św. Josemaria Escriva)




Przemówił do mnie!!! (Iz 2,1-5; Ps 122; Ps 80,4; Mt 8,5-11)

Obudziłem się. Znów ten sam lęk i niepokój – opowiadał mi przyjaciel – Pierwsza myśl leci do Boga: Panie błagam, zrób coś z tym. Uzdrów mnie. Zwlekłem się z łóżka i poszedłem do kościoła. Gdy wyszedłem z klatki schodowej, w moich myślach, zupełnie samoistnie pojawiła się myśl: ZADBAJ O KRÓLESTWO BOŻE, A WSZYSTKO INNE BĘDZIE CI DANE. No tak, pomyślałem, to by się zgadzało: dbam raczej o swoje własne królestwo, codziennie drżę, by nie runęło całkowicie.

Wchodzę do kościoła. Jak zwykle zajmuję miejsce z tyłu. Zbliża się ewangelia. Przypomina mi się zdanie: Zadbaj o królestwo. Kapłan czyta. Jestem wyjątkowo skupiony. Słyszę o ptakach, które nie sieją i nie żną; o kwiatach, które nie dbają o strój, a Pan je cudownie przyodziewa. Czuję, jak wypełnia mnie pokój. W końcu kapłan dochodzi do końca czytania: „Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane". Ciarki przechodzą mi po całym ciele, czuję dziwnie znajome ciepło. Nie mam wątpliwości – Bóg do mnie przemówił.

Święta bezczelność. Sam Jezus mówi do setnika: Przyjdę i uzdrowię twojego sługę. a on odmawia, wzbrania się: Panie, wystarczy Twoje słowo. Ono ma moc uzdrowienia.

Myśli o powołaniu: Dlaczego nie oddasz się Bogu raz na zawsze... ale tak naprawdę... teraz!?
Jeżeli widzisz jasno swoją drogę - idź nią. Czemu nie odrzucisz tchórzostwa, które cię powstrzymuje?
(św. Josemaria Escriva)




Prosto! (Iz 11,1-10; Ps 72; Łk 10,21-24)

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom.

Współczesny człowiek biega, kupuje, wchodzi do kościoła, wychodzi, klęka, wstaje, szuka Boga, nie wie jak Go odnaleźć. Jak mu pomóc? – spytałem znanego rekolekcjonistę, ojca Joachima Badeniego.

– To niesłychane proste. Spotkanie z Bogiem, to uczestniczenie w Jego prostocie! Do Niego trzeba podejść „po prostu”. Bez żadnej wielkiej szkoły, bez żadnej kombinacji! Jak to będzie konkretnie wyglądało, nie wiem, bo Pan Bóg ma sześć miliardów sposobów na to, by spotkać się człowiekiem. Z każdym inaczej. Trzeba z Nim szczerze porozmawiać. Dzieci mają niesamowity zmysł. W czasie wojny byłem w Casablance. Wszedłem do kościoła, Najświętszy Sakrament wyniesiono właśnie do ciemnicy. Wbiegły dzieci, spojrzały na ołtarz i powiedziały: „Ooo, nie ma nikogo!”. Nie ma nikogo! Dzieci biegając odczuwają obecność ciała Bożego, a starsi nawet klęcząc tego nie dostrzegają.

Oryginalny tekst tego czytania jest rozbrajający. Jezus woła: zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je... niemowlętom.

Panie, proszę Cię o prostotę dziecka.

Myśli o powołaniu:Ten twój ideał, twe powołanie - to... szaleństwo. A inni - twoi przyjaciele i twoi bracia - to szaleńcy...
Prawda, że czasami słyszałeś w głębi serca taki głos? Odpowiadaj bez wahania, że dziękujesz Bogu za zaszczyt należenia do takiego "domu wariatów".
(św. Josemaria Escriva)




Padam do nóg (Iz 25,6-10a; Ps 23; Mt 15,29-37)

Przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił.

Jedno słowo tego czytania jest kluczem licznych uzdrowień. Chorych kładziono u nóg Jezusa. To wyraz pokory. To On jest Bogiem, On ma władzę.

Wielu „fruwających” neofitów zachowuje się tak, jakby chciało poklepać Jezusa po ramieniu. Zapominają o tym, że nie jesteśmy partnerami. To, że Jezus nazywa mnie swoim bratem jest wyrazem jego ogromnej miłości i uniżenia.

Gdy Żydzi wysłali do Jana Chrzciciela kapłanów i lewitów, ci pytali o jedno: Kim jesteś? Mesjaszem? Nie. Eliaszem? Nie. Prorokiem? Też nie. Więc, kim jesteś, że masz prawo nauczać i chrzcić? Jestem głosem – odrzekł Jan.

Jak wielka musiała być jego pokora, skoro nie uważał się nie tylko za przyjaciela Mesjasza, ale nawet za Jego niewolnika! To niewolnicy wiązali sandały swych panów. A Jan nie czuł się powołany nawet do tak niskiej posługi. Mimo, że znał Jezusa od urodzenia, rozmawiał z Nim z pozycji rzemyka u sandałów!

Jezu, padam do Twoich nóg!

Myśli o powołaniu: Teraz, gdy już się poświęciłeś, proś o nowe życie, o przybicie "pieczęci", aby potwierdzić autentyczność twojego posłannictwa jako człowieka Bożego.
(św. Josemaria Escriva)




Bramy na oścież (Iz 26,1-6; Ps 118;/z 55,6; Mt 7,21.24-27 (z dnia) lub Ef 3,8-12; Ps 37; J 10,14; J 10,11-16)

Otwórzcie bramy! Złóżcie nadzieję w Panu na zawsze, bo Pan jest wiekuistą Skałą!

Złapałem się na tym wczoraj...

Odmawialiśmy różaniec. Nie potrafiłem się skupić. Siedziałem zamknięty na cztery spusty. Kolejna dziesiątka. Miałem intencję: pomyślałem o problemach rodzinnych. Zacisnąłem dłoń na różańcu (cud ze paciorki nie popękały), napiąłem się, zacisnąłem zęby. Nooo, teraz to się pomodlę!

I wtedy przyszło olśnienie. Usłyszałem słowa: Święć się imię TWOJE, przyjdź królestwo TWOJE, bądź wola TWOJA.

Kto tu walczy? Ja czy Bóg? Dlaczego każda modlitwa tak wiele mnie ostatnio kosztuje? Bo biorę jej ciężar na siebie. To kolejny przejaw pychy. Tymczasem sam Bóg zaprasza: złóż swój ciężar na Mnie. Oddaj mi swój czas. Usiądź, odetchnij, zaufaj. To nie ty jesteś zbawicielem swojej rodziny. Oddaj mi swoje problemy. Otwórz bramy! Ja wejdę.

Już wiem, dlaczego Mała Tereska spacerowała kiedyś po ogrodzie w intencji pewnego misjonarza. Umiała tracić czas dla Boga. To jedyne, co mogę zrobić. Jeśli wezmę ciężar walki na siebie, zjedzą mnie nerwy i ostatecznie polegnę. Bóg jest skałą. Tylko On.

Myśli o powołaniu: Módl się o wytrwałość dla siebie i dla towarzyszy pracy apostolskiej, bowiem przeciwnik nasz, szatan, wie aż nazbyt dobrze, że jesteście wielkimi wrogami... każda więc wyrwa w naszych szeregach sprawia mu niezmierną radość.
(św. Josemaria Escriva)




Co wystaje spod nogi Matce Boskiej? (Rdz 3,9-15; Ps 98; Ef 1,3-6.11-12; Łk 1,28; Łk 1,26-38)

A co tam wystaje spod nogi Matce Boskiej? – malutka Marta zadarła nosek w górę. Stanęliśmy pod figurą otoczoną ślicznymi, kolorowymi kwiatami. Marta obiegła ją dokoła. „Ooo, widzę, widzę, to wąż! Tu ma głowę, a tu pupę… A dlaczego Matka Boska go przygniata?”

Maryja depcze głowę węża. Pokora nie pozwala pysze unieść zbyt wysoko łba.

Pamiętam zdziwioną minę znajomej, której opowiadałem o potężnych życiowych zawirowaniach i duchowych rozterkach pewnego zakonnika. „On? Przecież on jest tak blisko Boga!” – pokręciła niedowierzająco głową. Właśnie. Jest blisko Boga. Jak niegdyś szatan, najdoskonalszy z aniołów, stojący przy samym tronie. Przechadzał się po Edenie, był odbiciem doskonałości Jahwe. Był przepięknym, wielkim duchem, lecz zamiast oddać chwałę Panu, zawłaszczył ją sobie. Wysoki cedr został ścięty, choć czerpał wodę z rajskich źródeł, karmił się Słowem Boga, odbijał chwałę Najwyższego, a w jego gałęziach aniołowie budowali swe gniazda! Został strącony „ponieważ tak wysoko wyrósł, a wierzchołek swój podniósł aż do chmur i serce jego wbiło się w pychę z powodu własnej wielkości” (Ez 31, 10). Serce Lucyfera stało się „wyniosłe z powodu jego piękności” (Ez 28, 17).

Ratunek? Szukanie tego, co pokorne. Wezwanie Tej, która miażdży głowę węża, a sama siebie nazywa „służebnicą”.

Myśli o powołaniu:Wyobrażam sobie, jak musisz cierpieć, gdy pogrążony w przymusowej bezczynności rozważasz zadanie, które zostało do wykonania. - Twoje serce nie może zmieścić się na tej planecie, a musisz się przystosować... do skromnej pracy urzędniczej.
Jak długo będziemy odkładali nasze fiat?...
(św. Josemaria Escriva)




Dobra noc (Iz 30,19-21.23-26; Ps 147; Iz 33,22; Mt 9,35-10,1.5.6-8)

Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi.

„Pan zranił, Pan też uleczy”. Pamiętam jak bardzo oburzałem się na te słowa. Jak Bóg może ranić? Teraz widzę, że uciekając od tego obrazu, uciekałem spod krzyża i myślałem raczej o jakimś wymyślonym przeze mnie bożku, „przytulance” na jedną noc, a nie o żywym, płonącym Bogu Jahwe, który zrobi wszystko, by uratować moje życie od śmierci. Nawet, jeśli będzie musiał mnie zranić. On sam zapewnia jednak od razu: Ja Cię uleczę.

Nawet jeśli poczęstuje mnie „chlebem ucisku i wodą utrapienia” obiecuje coś o niebo większego: nie odstąpi ode mnie. To On będzie moją siłą i warownią.

Pamiętam, jak mama śpiewała mi kołysankę: „Idzie niebo ciemną nocą”. Teraz widzę, że jej słowa pokazują prawdę: niebo rzeczywiście przychodzi do mnie ciemną nocą. Czy mi się to podoba, czy nie. Nocą Bóg dotyka i uzdrawia człowieka. To przedziwne: przemieniona przez Pana noc staje się światłem. Przekleństwo staje się błogosławieństwem, płacz rozpaczy, płaczem z bezmiaru szczęścia.

„Wówczas światło księżyca będzie jak światło słoneczne, (…) w dniu, gdy Pan opatrzy rany swego ludu i uleczy jego sińce po razach”. Światło nocy – księżyc będzie jak słońce! Kiedy po ciemnej nocy bezradny, spragniony człowiek doczekuje upragnionego świtu, czeka go Boży napój. „Stanę się rosą dla Izraela” – obiecuje Bóg. Wychodząc z pustyni opieram się na najsolidniejszym fundamencie świata. Na Oblubieńcu. Nie mam siły, by pędzić sam, ale niesie mnie sam Chrystus.

Myśli o powołaniu:Wielu chrześcijan jest przekonanych, że Odkupienie dokona się we wszystkich zakątkach świata i że zapewne znajdą się pewne dusze - nie wiedzą jakie - które przyczynią się do jego urzeczywistnienia wraz z Chrystusem. Upatrują go jednak w przyszłych, bardzo odległych wiekach... i w istocie spełniłoby się ono dopiero w wieczności, gdyby to zależało od stopnia ich poświęcenia.
Ty też tak myślałeś, zanim przyszli cię "obudzić".
(św. Josemaria Escriva)


Myśli św. Josemarii Escrivy zostały zaczerpnięte z: Droga. Bruzda. Kuźnia, Katowice-Ząbki 2001
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

« » Październik 2021
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Reklama

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama