Refleksja na dziś - 6. tydzień Wielkanocny

Przeczytaj i rozważ


Nasza klasa (Dz 8,5-8.14-17; Ps 66; 1 P 3,15-18; J 14,15-21)

Zdarzenia opisane w Dziejach Apostolskich – pierwsze głoszenie słowa i rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa ukazują nam podobny schemat. Ot, choćby działanie Filipa, który „przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa”. Pewna równoległość: przykuć uwagę – słuchać uważnie („Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił”); następnie konieczność umocnienia wiary – apostołowie posłali nauczycieli, podjęto wspólną modlitwę . Są to wysiłki podejmowane we wspólnocie, wysiłki zakładające działanie Boga – zostawienie miejsca na Jego żywą obecność.

„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze” – widzimy tu ten sam ciąg działań, konkretną postawę. Miłość każe być posłusznym Bogu (czyli zachowywać przykazania), Bóg zaczyna działać w nas i przez nas (otrzymujemy Ducha Świętego).

Ten konkret, wysiłek, otwartość serca muszą towarzyszyć i nam, współczesnym chrześcijanom. Jak co roku przygotowujemy się do świętowania Pięćdziesiątnicy, każdy dzień przybliża nas do spełnienia się Bożych obietnic – choćby tej ostatecznej, że wraz z własną śmiercią otrzymamy życie, w niebie. Ta „coroczność” przypomina, iż wiara nie jest jednorazowym aktem, ale ponawianą wciąż na nowo decyzją, zakładającą naukę i dojrzewanie. A głębia wiary jest zależna i od Bożych, i od naszych działań.


Mój pomysł na… (Dz 16,11-15; Ps 149; J 15,26-16, 4a)

Lidia z Tiatyry, która sprzedawała purpurę, uwierzywszy w to, co głosili jej apostołowie, zaprosiła ich do swego domu. Jest napisane nawet: „wymogła to na nich”. Ta kobieta wiedziała, czego chce, wiedziała, co może ofiarować i umiała dążyć do celu. Jaki z tego krótkiego epizodu płynie wniosek dla nas? Jesteśmy różni i każdy z nas musi na własny sposób przyczyniać się do głoszenia Ewangelii, do służby Bogu? Tak, pytanie tylko, jak odkryć tę własną drogę, swój sposób na świętość. Obawiam się, że nikt nie podsunie nam w tym miejscu torebki z proszkiem, który wystarczy wymieszać, jak w telewizyjnej reklamie.

Mój pomysł na życie z Bogiem nie jest wypełnianiem magicznych receptur. Wymaga z jednej strony znajomości siebie: swoich predyspozycji, podjętych zobowiązań, rozeznania własnej sytuacji. Z drugiej: pewnego rodzaju wstępnego przygotowania, świadomości tego, co o Bogu i chrześcijaństwie wiem, czego już doświadczyłam, w czym mogę uczestniczyć. A także: głębokiego przekonania, że Bóg działa, że chce działać we mnie.


Nauczyciel (1 J 1,5-2,2; Ps 103; Mt 11,25-30)

„Piszę wam to dlatego, byście nie grzeszyli” – wyjaśnia św. Jan, wzywając do „chodzenia w światłości”, trwania w bliskości Boga. W jakiś sposób jest to cel całego Pisma Świętego, ksiąg historycznych, psalmów, ewangelii i apokalipsy: pomóc nam, byśmy byli jak najbliżej Boga. Świadomość, wiedza o tym, jaki jest Bóg, objawiona nam na kartach Biblii nie ma nam wmawiać grzechów, ale wzbudzić w nas pragnienie trwania w łasce.

Jeśli mało o Nim wiesz, w jaki sposób miałbyś Go pokochać? Jeśli rodzą się w tobie wątpliwości, bunt – poznawaj Go. Nie udawajmy, że wiemy już wszystko – że odrzucamy religię, Kościół, Boga, bo przecież nam wolno – choć nie zapytaliśmy nigdy, jaki On jest, to znaczy: jaki nam się objawił. Uczenie się o Nim nie jest łatwe, jak każda nauka wymaga wysiłku, systematyczności: nie wystarczy zręczne odwołanie do perykopy, żonglowanie cytatami. Ale sam Bóg nam w tej nauce towarzyszy, odsłania kolejne zasłony, posyła uczonych egzegetów, pozwala odkrywać swoje Słowo w kontekście liturgii i całej tradycji Kościoła. Komu jak komu – Jemu naprawdę zależy na nas. Mówi dzisiaj: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (...) znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.


Porzucić matematykę (Dz 17,15.22-18,1; Ps 148; J 16,12-15)

Oczekując zesłania Ducha Świętego oczekujemy objawienia całej Trójcy. Czytamy dzisiaj słowa Jezusa: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi”.

Przedziwna jedność: Ojciec, Syn i Duch Święty. Wiele razy zdarzyło mi się słyszeć kazania, w których hasło „tajemnica Trójcy Świętej” zdaje się sprowadzać do matematyki 1+1+1=1, 3=1. A czyż nie jest bardziej fascynująca miłość, która łączy Boskie Osoby? To, że każda z Nich daje siebie całego i niczego nie traci, jest w pełni sobą, dając wszystko i otrzymując wszystko? Mówiąc o ludzkiej miłości odwołujemy się często do filozofii kompromisu: ty daj tyle i ja dam tyle, ty zrezygnuj z tego, ja oddam tamto. A czy nie jesteśmy stworzeni na wzór Trójjedynego? Czy wzorem dla nas nie ma być ta właśnie wewnątrzboska więź: miłość, która dając wszystko, każe wszystkiego oczekiwać? W której dopiero jesteśmy w pełni sobą, kochając?

Duch Święty, którego nam obiecano, nie jest jakąś bezosobową siłą, abstrakcyjną mocą, która pcha nas w niewiadomym kierunku. Jeśli możemy prosić o któryś z darów, prośmy Go o to właśnie: byśmy na Jego wzór kochali, doświadczając i tajemnicy Trójcy Świętej, i własnego człowieczeństwa.


W dobrym stylu (Dz 18,1-8; Ps 98; J 16,16-20)

Dwa epizody. Paweł w Koryncie jednocześnie pracował (razem z Pryscyllą i Akwilą zajmował się wyrobem namiotów) i głosił Dobrą Nowinę. Gdy jednak dołączyli do niego do pomocy Sylas i Tymoteusz – jak czytamy – „oddał się wyłącznie nauczaniu”. Po drugie, przełożony synagogi, niedaleko której mieszkali chrześcijanie, „uwierzył w Pana z całym swym domem”. W obu tych krótkich wzmiankach z Dziejów Apostolskich łatwo zauważyć wymiar społeczny, wspólnotowy: Paweł pracując, wrasta w społeczność, wśród której mieszka; jednocześnie inni chrześcijanie przybywają, aby mu pomóc; wiarę przyjmowali ludzie z najbliższego otoczenia, razem stając się chrześcijanami.

Ten rys wspólnotowy jest charakterystyczny dla chrześcijaństwa. Warto zapytać, czym ma się, może się on przejawiać dzisiaj. Wspólną odpowiedzialnością za misje? Docenieniem roli tych, którzy oddali się modlitwie w klasztorach klauzurowych? Wspieraniem kapłanów? Zadbaniem o to, by ludzie w naszym otoczeniu (na własny sposób, dostosowany do wieku czy stylu życia) zbliżali się do Chrystusa? Świadczeniem o wierze przez rzetelną pracę i bezinteresowną służbę na rzecz społeczności, wśród której jesteśmy? Są to pytania i do nas indywidualnie i do naszych wspólnot (choćby rodziny). Dotyczą stylu naszego chrześcijaństwa. Założeń, celów, jakie sobie stawiamy jako ludzie wiary i sposobów na ich realizację.


Świetny Paweł (Dz 18,9-18; Ps 47; J 16,20-23a)

Nie rozumiem facetów. Albo raczej: jakiś trudno mi uwierzyć, że też mają wątpliwości. Czytam słowa Jezusa: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz” – ze świadomością, do kogo były skierowane. Do Pawła – tego mocarza, uczonego, który z niejednego pieca chleb jadł i przetestował w praktyce, co znaczy głosić Ewangelię. Czy naprawdę potrzebował pokrzepienia? Czy zbyt uogólnię, jeśli powiem: wy, mężczyźni, zawsze tacy pewni siebie w tym, co mówicie i piszecie, rozdzielający jednym ruchem białe i czarne. Żadnego „ale” ani „być może”. Paweł jest dla mnie człowiekiem czynu – cała jego postawa, listy są świadectwem gorliwości, żeby nie powiedzieć determinacji. Skoro wybrał Jezusa – z tym samym zapamiętaniem, z jakim tępił chrześcijan, odtąd na chrześcijaństwo nawracał.

A jednak przed Bogiem potrzebował pokrzepienia, usłyszał wezwanie do wierności.


Obcowanie świętych (Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab; Jdt 13; Kol 1,12-16; J 19,25-27)

Dwa obrazy. Oto otwarta na naszych oczach, pełna przepychu świątynia Boga, w której oddają Mu chwałę „byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze”. I oto umierający skazaniec, któremu odebrano nawet suknię, rzucając o nią losy. W pierwszym obrazie: Niewiasta „obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”, uczestnicząca w dziele Boga. W drugim: matka, do której syn z wysokości krzyża mówi, by odtąd po matczynemu zajęła się jego uczniem.

Najczęściej widzimy, mamy świadomość tylko tego, co składa się na drugi z obrazów. To właśnie znamy z doświadczenia: nie tryumf, ale ból. Nie radosne uczestniczenie w Bożym dziele, a okupione trudem trwanie przy Nim. Dni takie jak ten – kiedy czcimy Maryję, królową – stawiają nam przed oczami także pierwszy obraz, jakieś drugie dno naszego chrześcijaństwa. Są oczywiście wśród nas tacy, którzy odkrywają to co dzień, których służba jest pełna radości, bo umieją zajrzeć za zasłonę. Najczęściej (?) jednak przyzywamy światła, bo sami przebywamy w ciemności; prosimy Tryumfujących, by nas wspomogli w wierności takiej jak oni; wyznajemy wiarę w Umarłego, Który Zmartwychwstał.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...