Refleksja na dziś - 22. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Uwiedziony (Jer 20,7-9; Rz 12,1-2; Mt 16,21-27)

Miałem osiem lat. Pewnego dnia schowałem się w kącie gotyckiej kaplicy Najświętszego Sakramentu. Czekałem aż kościelny pozamyka drzwi i zgaśnie światło, bym mógł zostać sam. Znaleziony przez matkę i towarzyszącą jej zakonnicę płakałem, gdy musiałem opuścić to miejsce. Dlaczego chciałem tam zostać?

Mój dom stał blisko rzeki. Spędzałem nad nią wszystkie wolne chwile. Imponowałem kolegom rzucaniem cumów z wożących żwir barek i radzeniem sobie z ich potężnymi sterami. Jednak na dźwięk dzwonu zostawiałem swój dziecięcy żywioł i biegłem. Dlaczego porzucałem swój beztroski świat i zanurzałem się w innym, tajemniczym?

W siedemnastym roku życia spędzałem wakacje w Bieszczadach. Każdego wieczora chwytałem gitarę i z uporem maniaka powtarzałem refren hymnu włóczęgów. „Grosza nie mam i nie będę domu swego nigdy miał. Ale zawsze robił będę to, co tylko będę chciał.” A jednak pewnego dnia włożyłem swoje dłonie w dłonie biskupa i na pytanie, czy przyrzekam jemu i jego następcom cześć i posłuszeństwo, odpowiedziałem: przyrzekam. Dlaczego wybrałem inną wolność?

Wiele razy pytano mnie dlaczego. Za każdym razem mogłem jedynie uśmiechnąć się i wypowiedzieć szeptem budzące zdziwienie słowa. „Uwiodłeś mnie, Panie…”


Do przodu wystąp (1 Kor 2,1-5; Łk 4,16-30)

Nie lubisz, gdy ktoś wsuwa się przed szereg. Psuje ci dobry nastrój. Pokazuje, że można inaczej i lepiej. Jest wyrzutem sumienia, gdy – na przekór wszystkiemu i wszystkim – pozostaje wierny sobie i swoim ideałom. Zmusza do przekraczania stereotypów. Ciągnie wzwyż. Pokazuje nowe perspektywy. Budzi z duchowego letargu.

Ty również nie lubisz wysuwać się przed szereg. Wolisz uniknąć tych sytuacji, gdy trzeba tłumaczyć się przed innymi, że nie jest się wielbłądem. Nie narażać się na niepotrzebne komentarze i kpiny. Nie chcesz, by przyklejono do ciebie etykietę lizusa, świętoszka czy religijnego fanatyka. Zresztą po co się angażować, skoro można dłużej pospać, obejrzeć ciekawy film, czy w luzackim towarzystwie wyskoczyć na piwo.

A jednak to właśnie ciebie posyła Pan, byś w mocy Ducha „ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie”; abyś „uciśnionych odsyłał wolnych” (…) i „obwoływał rok łaski od Pana”.

Bez zbytniego błyszczenia słowem, w słabości i bojaźni, z wielkim drżeniem – do przodu – wystąp.


Zmysłowy i duchowy (1 Kor 2,10b-16; Łk 4,31-37)

Różnicę między człowiekiem zmysłowym i duchowym na rekolekcjach oazowych wyjaśnia się za pomocą prostej grafiki. Dwa krzesła. Nad pierwszym umieszczona jest litera „E”, czyli ego – ja. Pod krzesełkiem rzeczy, które pragnę sobie podporządkować. Między nimi mały krzyżyk. Znak, że również Jezusa chcę podporządkować swoim planom, marzeniom i pragnieniom. To jest właśnie człowiek zmysłowy.

Druga grafika jest odwrotnością pierwszej. U góry, jakby na tronie, znak Zbawiciela. U podnóżka litera „E”. On kieruje. Jest najważniejszy. Zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu. Tę uprzywilejowaną pozycję Jezusa wyraża starochrześcijańskie wyznanie wiary: jest moim Panem. Pamiętając, że Jego wola jest tylko miłością, podporządkowuję jej moje plany, marzenia i pragnienia. To jest człowiek duchowy.

Być może warto tę prostą grafikę zawiesić w miejscu modlitwy. Niech budzi usypiające czasem sumienie, porządkuje rozmyte wartości, jak kompas wyznacza kierunek rozwoju. A czasem po prostu przypomina kto jest kto.


Pij mleko (1 Kor 3,1-9; Łk 4,38-44)

Niektórzy naukowcy twierdzą, że organizm słaby, podatny na działanie wirusów i bakterii, potrzebuje mleka. Jego składnikiem jest kwas foliowy. On ma mieć decydujący wpływ na kształtowanie się odporności ludzkiego organizmu. Jego brak, spowodowany eliminacją mleka z codziennej diety lub spożywaniem produktu owego składnika pozbawionego, sprawia, że stajemy się bardziej podatni na różnego rodzaju choroby. Te stwierdzenia nie są wstępem do reklamy rodzimych produktów. Mają one ułatwić nam zrozumienie Apostoła, piszącego do Koryntian o mleku, jakie dawał niemocnym, sprawując w tamtejszej wspólnocie posługę. Co zatem jest mlekiem, decydującym o tym, że nasza wiara nie tylko rozwija się, ale jest również odporna na różne próbujące osłabić ją czynniki?

Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego apostołowie nie rozpoczynali swojego przepowiadania od przykazania miłości, ośmiu błogosławieństw czy opowieściami o cudownych uzdrowieniach. Czyli pomijali to wszystko, co by mogło sprawić, że chrześcijaństwo da się „łatwiej sprzedać”, a niezmiennie zaczynali od głoszenia „Dobrej Nowiny o obietnicy danej ojcom: że Bóg spełnił ją wobec nas jako ich dzieci, wskrzesiwszy Jezusa” (Dz 13,32-33). Otóż po latach karmienia się Słowem Bożym jestem coraz bardziej przekonany, że bez Jezusa, bez Jego krzyża, zmartwychwstania i zesłania Ducha Świętego, chrześcijaństwo staje się utopią, człowiek jest skazany na kolejne próby budowania raju na ziemi o własnych siłach, a Ewangelia nie wytrzymuje konfrontacji z pędzącym do przodu światem.

Mleko to Jezus. Nie Ten z zaświatów, patrzący czasem ze zgrozą a czasem z politowaniem na nasze problemy z Jego etyką. Jezus żywy. Obecny i działający w swoim Kościele. Przychodzący usprawiedliwić nas ze wszystkich grzechów w Pawle, Apollosie, a niekiedy w zwykłym – po ludzku – nieudaczniku.


Ludzi będziesz łowił (1 Kor 3,18-23; Łk 5,1-11)

Tę wyprawę będę pamiętał do końca życia. Zaczęli pić zaraz po wejściu do pociągu. Podczas przesiadki do autobusu uzupełnili zapasy. Potem wychodzili z domu tylko po kolejną dostawę. Sam stałem przy ołtarzu. Opiekunka, która była pomysłodawcą tej wycieczki, siedziała w pokoju i płakała. Wreszcie trzeciego dnia udało się wyprowadzić ich na krótką wycieczkę. Miałem wielkie obawy, czy dojdą na szczyt. Udało się. Gorc Kamieniecki pokryty był pierwszym, jesiennym śniegiem. Powietrze przeźroczyste. Dolina Kamienicy skąpana w słońcu. W dali wyraźne rysy tatrzańskich grani. Usiadłem i zapatrzyłem się. Nagle poczułem dłoń na ramieniu i usłyszałem za sobą potężny baryton. „Stary, czemu nie powiedziałeś, że tu jest tak pięknie. Przecież byśmy nie pili te trzy dni, tylko od razu tu przyszli.”

Po blisko piętnastu latach szedłem ulicą miasta, w którym kiedyś pracowałem. W pewnym momencie usłyszałem wołanie. „Proszę księdza, proszę księdza!” W moim kierunku biegł barczysty mężczyzna, ciągnąc za sobą syna. „Pamięta ksiądz…? No, tam na Gorcu… Ta ręka na ramieniu… Stary, czemu nie powiedziałeś, że tu jest tak pięknie…” Przypomniałem sobie. I wtedy przeżyłem jedną z piękniejszych chwil w życiu. Rozmówca zwrócił się do swojego syna. „Przyjrzyj się uważnie temu księdzu. Jeśli kiedykolwiek zobaczysz go na ulicy masz się ukłonić i powiedzieć ‘Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus’. Bo dzięki temu księdzu twój tata jest człowiekiem.”

„Nie bój się… Ludzi będziesz łowił…” Choć inni będą mówić, że nie warto.


Jednak pościć ( 1 Kor 4,1-5; Łk 5,33-39)

Z pewnością znajdzie się wielu, chcących wykorzystać dialog Jezusa z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie, by wykazać, że posty i umartwienia są czymś zbytecznym. Przecież Pan zmartwychwstał, jest z nami, żyje w swoim Kościele. Nie ma zatem powodów do postu. Trzeba cieszyć się i weselić. Jednak taki wniosek jest uprawniony tylko pod jednym warunkiem. Nie wiemy nic więcej o życiu i nauczaniu Jezusa.

Dla człowieka żyjącego Słowem Bożym jest oczywiste, że będzie odczytywał ten tekst, mając na uwadze również inne wydarzenia i wypowiedzi Jezusa. Nie pominie przede wszystkim przykładu czterdziestodniowego postu i uwag o złych duchach, które można wypędzić wyłącznie postem i modlitwą. Weźmie sobie do serca uwagi o konieczności namaszczenia głowy oliwą i umycia twarzy, aby nie ludziom pokazać, że pości, ale Bogu.

Warto w tym momencie przypomnieć nauczanie Kościoła. „Okresy i dni pokuty w ciągu roku liturgicznego (Okres Wielkiego Postu, każdy piątek jako wspomnienie śmierci Pana) są w Kościele specjalnym czasem praktyki pokutnej. Okresy te są szczególnie odpowiednie dla ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi” (KKK 1438).

Pozostaje zadać jedno, ale za to bardzo ważne pytanie. Co zrobiliśmy z piątkiem?


Możemy być dumni (1 Kor 4,6-15; Łk 6,1-5)

Wczoraj, w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu, przypomniałem sobie piosenkę, śpiewaną przed laty na pielgrzymkach. „Kiedy już pójdziemy za Jezusem. Kiedy wszyscy palcami wytkną nas. Kiedy świat odwróci się plecami – my pokażemy swoją twarz.” W jednym momencie stanęli mi przed oczami wydrwieni przez swoich katecheci i wyśmiani przez kolegów ministranci. Pomyślałem o szyderczych komentarzach na forach internetowych i antyklerykalnych demonstracjach. Te obrazy przeplatały się z pojawiającymi się w dyskusjach o stanie polskiego katolicyzmu pytaniami o jego kondycję i obawami, związanymi z malejącą liczbą powołań kapłańskich.

Gdy wieczorem zacząłem rozważać dzisiejsze Słowo, mój wzrok zatrzymał się na jednym fragmencie. „Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili.” W myślach wróciłem do pielgrzymkowej piosenki. Świat odwróci się plecami… Staliśmy się śmieciem… A my nie czujemy się pokrzywdzeni. Przeciwnie. Możemy być dumni. My, głupi dla Chrystusa.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Październik 2018
N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Pobieranie...