Refleksja na dziś - 27. tydzień zwykły

Przeczytaj i rozważ


Winny krzew
Iz 5,1-7; Flp 4,6-9; Mt 21,33-43

Oto winnicę na żyznym pagórku okopano i oczyszczono z kamieni, zasadzono w niej szlachetną winorośl, zbudowano tłocznię i wieżę, lecz ona cierpkie wydała jagody. Słyszymy więc skargę Boga na swój lud: "Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej?". Pytanie to w kontekście opowiedzianej historii jest retoryczne - odpowiedź nasuwa się sama: nie, nic więcej nie można było zrobić. W zderzeniu z naszym życiem czasem nie wydaje się nam oczywista. Bo doskonale wiemy, co jeszcze Bóg powinien uczynić dla nas: wybawić z kłopotów, dać podwyżkę i zdrowie, zadbać o to, ułatwić tamto...

Gospodarz zakłada winnicę, oczekując z niej owoców i wszystkie jego działania temu właśnie służą. Mówiąc obrazowo: uprawa szlachetnej winorośli to nie uprawa ogórków. Czy ja naprawdę tak dobrze znam się na życiu, by pouczać Boga? Wiara w Niego łączy się z zaufaniem: że zrobi dla mnie wszystko co tylko można, abym osiągnęła swój cel, szczęście w niebie. Pytanie tylko, czy ja w to wierzę, czy nie.



Mam talent
Ga 1,6-12; Łk 10,25-37

Jeśli się ma wielki, jeden tylko talent: umie się pięknie śpiewać, dobrze grać w piłkę lub pisać wiersze, życie staje się prostsze. Trzeba jedynie w pełni się zaangażować, postawić wszystko na jedną kartę, konsekwentnie podążać za dokonanym wyborem, nie rozpraszać się. Naiwne wyobrażenia? Być może, jednak jeśli wiemy, że jest przed nami tylko jedna droga, jeśli wiemy, że mamy tylko jedną szansę osiągnięcia celu, łatwiej się skoncentrować. Nie ma już wahania. Nabieramy dystansu, widzimy co ważne, a czemu można poświęcić mniej uwagi.

Jeżeli spojrzymy na własną przyszłość w kontekście wieczności, wiecznego szczęścia, spełnienia - jest tylko jeden sposób, aby to osiągnąć. Jak pisze dziś św. Paweł: "nnej Ewangelii nie ma". Nie ma dla nas innej drogi do szczęśliwej przyszłości, jak wiara w Dobrą Nowinę o Bogu, który z miłości do nas stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał. I którego miłość mamy naśladować.



Przemienieni
Ga 1,13-24; Łk, 10,38-46

Czytamy o św. Pawle i chrześcijanach: "Docierała do nich jedynie wieść: ten, co dawniej nas prześladował, teraz jako Dobrą Nowinę głosi wiarę, którą ongi usiłował wytępić".

Przemiana jest możliwa. Uwierzyć w to, nawet jeśli docierały do nas dotychczas tylko pogłoski: o świętych, którzy się nawrócili, o skruszonych złoczyńcach, o ludziach, którzy zawrócili ze złej drogi.
Wiara przynosi dobro. Pamiętać o tym, nawet jeśli życie nas nie rozpieszcza, nawet jeśli do tej pory brakowało nam konsekwencji i odwagi.

Można żyć inaczej. Spróbować, nawet jeśli miałby to być zwrot 180 stopni, nawet jeśli inni będą patrzeć podejrzliwie, nawet jeżeli pozostaniemy grzesznikami.



Nauczyciel
Ga 2,1-2.7-14; Łk 11,1-4

Charakterystyczna scena: pierwsza modlitwa "Ojcze nasz". Oto "Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów". Prosty stąd wniosek: prosili Go, bo widzieli jak sam się modlił, jak ważna była dla Niego relacja z Ojcem. Tak to już jest, że dużo łatwiej jest naśladować kogoś, kogo się dobrze poznało, w kogo towarzystwie często się przebywa. Trudno utożsamiać się z jakimś widmowym bohaterem, który nie wzbudził naszego zainteresowania, na którego temat znamy tylko kilka ogólników.

Dlatego nasze naśladowanie Jezusa zacząć się musi od tego właśnie: od poznania Go jak najlepiej, od bycia jak najbliżej Niego. Tego etapu przeskoczyć się nie da. Życie to nie szkolne wypracowanie, w którym da się czasem tylko przejrzeć lekturę, by napisać o postaciach kilka gładkich zdań, pusto brzmiących deklaracji. "Słowacki wielkim poetą był"? Być może. Ale to nic dla nas nie znaczy, dopóki go nie poznamy.



Podarunki
Ga 3,1-5; Łk 11,5-13

Jezus porównuje relację łączącą rodziców z dziećmi do tej pomiędzy Bogiem Ojcem a nami: "Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą". Mówi o tym, co doskonale znamy, czego doświadczyliśmy sami - w relacji z rodzicami czy własnymi dziećmi - aby pokazać to, co wydaje się czasem trudne do zrozumienia, odległe od naszej codzienności, pełne tajemnic.

Jeśli kogoś pokochamy, chcemy dla niego jak najlepiej. I stać nas naprawdę na wiele: robimy rzeczy, o które siebie samych byśmy nie podejrzewali. Nagle oczywiste wydają się trud, starania, świadczona komuś pomoc. Nie da się kochać dziecka czy kogokolwiek innego w sposób bierny, nie podejmując żadnej aktywności. Jeśli więc mówimy, że Bóg nas kocha, to nie jest abstrakcja. Jest to miłość jak najbardziej konkretna, przejawiająca się w Jego działaniu dla nas.



Ludzie sukcesu
Ga 3,7-14; Łk 11,15-26

Lubimy pewne rzeczy zawdzięczać sobie. To miło móc się pochwalić własnymi osiągnięciami, ciężką pracą, zasłużonym odpoczynkiem... Osiągnięcia i sukcesy kojarzą się nam z ludźmi wielkiego formatu, godnymi podziwu, którzy chwycili swoje sprawy w swoje ręce. Jednak nie zawsze tak jest, czego przykładem może być Abraham, człowiek niewątpliwie wielki. Pisze o nim św. Paweł: "Tylko ci, którzy polegają na wierze, mają uczestnictwo w błogosławieństwie wraz z Abrahamem, który dał posłuch wierze". Abraham swej wielkości nie zawdzięczał bowiem sobie samemu. Wręcz przeciwnie: opuścił Ur, gdzie prawdopodobnie coś znaczył, i udał się w nieznane, tam, gdzie był nikim. Uwierzył Bogu, że ma przed sobą przyszłość, choć wszystko wskazywało, iż jego ród zakończy się na nim.

Taka sama droga przed nami: wyjść poza przestrzeń, w której osiągnęliśmy To, zdobyliśmy Tamto, udało nam się Coś innego. Pójść tam, gdzie doskonale widać naszą słabość. Nie bać się niepewności. Nie uciekać od sytuacji, w których nie można niczego zdobyć, można jedynie wszystko otrzymać.



Spadek
Ga 3,22-29; Łk 11,27-28

Słyszymy dzisiaj: "Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama i zgodnie z obietnicą - dziedzicami". Co więc dziedziczymy? Niebo.

Nie ma ważniejszego daru niż wieczne zjednoczenie z Tym, kogo kochamy i kto nas kocha. Wiara w Boga, nasza przynależność do Niego, nadzieja w Nim pokładana, przejawiają się w miłości. Jego do nas i naszej do Niego.

Jako chrześcijanie jesteśmy różnymi ludźmi: mamy różne plany, okoliczności życia, potrzeby czy talenty. To jedno nas łączy, choćby dzieliły nas inne rzeczy: miłość do Jezusa. Mówić: "kocham Boga" czy "Bóg mnie kocha" wydawać się może naiwne, a nawet zbyt wyświechtane. Jak jednak wyrazić to inaczej, jak inaczej to nazwać? Bóg sprawi, że ujrzę Abrahama i nie umrę nigdy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
« » Lipiec 2018
N P W Ś C P S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
Pobieranie...