Obruszamy się, kiedy ktoś nam coś każe. Z założenia. Bo niby czemu ktoś, czemu nam, czemu akurat to…? Niezależność wydaje się nam bardziej pociągająca niż posłuch, bardziej opłacalna, dojrzalsza. A tu mamy dzisiaj w czytaniach małe słówko „niech” – w języku polskim partykułę wprowadzającą opisowe formy trybu rozkazującego. I nie da się uciec od tego nakazującego tonu: jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.
Nasze pragnienia, oczekiwania, nadzieje – tak, bardzo chcemy, aby się spełniły. Ale jakkolwiek to nazwiemy: ceną za nie, zaangażowaniem w ich realizację, należnym podatkiem – trzeba dokonać wyboru. Pewne rzeczy muszą się stać, aby mogły stać się inne.
Nasz cel – jest w niebie. Paradoksalnie nie jest poza naszym zasięgiem. Jak czytamy: niech się zaprze, niech bierze, niech naśladuje ten, kto chce osiągnąć cel.
Rachunek sumienia
Ja pokażę. Ale co? Wielkie dzieła to raczej nie wynik ludzkiego wysiłku, ale Bożej laski.
Bóg okazuje cierpliwość, nie jest pamiętliwy ani mściwy i nie męczy się przebaczeniem.
Papieska Światowa Sieć Modlitwy powołuje się na dane Światowego Programu Żywnościowego.