«Żarliwością zapłonąłem o Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze, a Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie» - skarży się Eliasz Bogu w poczuciu całkowitej klęski.
Zobacz. Posłałeś mnie, ale nic mi się nie udało. Nie posłuchali. Nie tylko nie posłuchali, chcą mnie zabić. To będzie koniec dzieła!
Co słyszy? Idź. Namaścisz królów. A po nich: swojego następcę. To nie jest koniec. To początek.
Myślę o Janie Chrzcicielu. Człowieku, który za swoje napomnienia zapłacił więzieniem, potem życiem. On jednak wiedział: to nie jego, ale Boże dzieło. Jemu przypadł do wykonania ten jego fragment. Tylko i aż.
Emocje Eliasza dosięgają często i nas. Warto wtedy sobie przypomnieć: to nie mój Kościół i nie mój świat. Nie muszę być jego zbawicielem. Mam tylko wykonać to, co możliwe. Najlepiej, jak potrafię.
Już przyszedł Ten, który nas wszystkich zbawił.
Papieska Światowa Sieć Modlitwy powołuje się na dane Światowego Programu Żywnościowego.
Wszystkie komentarze »
Uwaga! Dyskusja została zamknięta.