Komentarze biblijne i liturgiczne, propozycje śpiewów, homilie, Biblijne konteksty i inne.
więcej »... aby razem z Nim umrzeć. Opowieść o drodze Triduum Paschalnego.
Tytuł tego tekstu i pierwsze słowa zajawki to zdanie,
które wypowiedział Tomasz, Didymos,
zachęcając pozostałych uczniów
do powrotu wraz z Jezusem do Judei i Jerozolimy (J 11,16).
Część pierwsza. Postanowione: wracamy do Jerozolimy
Rozpoczął się Wielki Tydzień. Wiosna jakby na chwilę zatrzymała się i zawróciła po zostawiony gdzieś po drodze płaszcz, bo po ciepłych dniach wróciły chłody. Za oknem szarowiosennie; to znaczy nie aż tak szaro jak jesienią, ale jednak, niebo przykryte równą warstwą chmur. I chłodno. Nawet listki na drzewach zatrzymały się w swoim rozkwicie. Jeszcze nie teraz, jeszcze poczekajmy – zdają się mówić. Jakby wiedziały, że zbyt wczesny sukces może okazać się klęską....
Sukces... Ha. Tak to już jest, że kiedy ktoś go osiąga zawsze znajdą się zawistni, których będzie to kłuło w oczy. Zrobią wszystko, by człowieka sukcesu podeptać, a jego działo zniszczyć. Jedni nie mogą znieść tego, że przy tym, który odniósł sukces, ich blask nie jest wystarczająco jasny. Inni tego, że ktoś się wybił, a oni ciągle w tle, w dalekim szeregu. Jeszcze inni dla samej przyjemności niszczenia. Takie historie zdarzają się ciągle. W różnych wariantach, w różnych miejscach świata i różnych czasach. Zdarzyło się to też w 33 roku po Chrystusie w Jerozolimie. Jezusowi zwanemu Chrystusem właśnie. Urósł za bardzo, zbyt był wysoko. Dlatego uwierał, sama jego obecność kłuła w oczy. I trzeba było Go zabić.
A zaczęło się od wielkiego triumfu. Po wielu miesiącach nauczania gdzieś na opłotkach, po wielu sporach z przywódcami i nauczycielami ludu, przybywa do stolicy, do Jerozolimy, witany jak prorok. „Ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach! Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?» A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei»”. Ale potem atmosfera wokół Niego zaczęła się zagęszczać. Spory z przywódcami, których nazwał przewrotnymi dzierżawcami winnicy, wzbraniającymi się przed oddaniem właścicielowi należnej mu części zbiorów, czy zaproszonymi na królewska ucztę, którzy lekceważąc władcę znajdują różne wymówki, by nie przybyć. Tak, to byli oni: przywódcy Izraela. Już poczuli się właścicielami Bożego ludu. Już uwierzyli, że wiedzą wszystko lepiej od Boga, bo przecież znają Torę od podszewki. Dlatego wzgardzili nawet posłanym do nich przez Boga Bożym Synem....
Ale przecież nie udałoby im się doprowadzić do skazania Jezusa, gdyby nie ich pomagierzy. Wielka rzesza takich, którzy uważali, że żaden prorok nie może pochodzić z Galilei, a już na pewno nie z galilejskiego Nazaretu. No i spora grupa takich, którzy chętnie dokopią każdemu leżącemu, bo tak wyładowują swoje frustracje. Pewnie też nie udałoby się skazać Jezusa, gdyby nie zdrajca, który wskazał Go działającej pod osłonę nocy, a mieniącej się stróżami porządku, rozbójniczej zgrai. Tak to jest: by przeprowadzić swoje niecne plany, trzeba wsparcia tak zwanych zwykłych ludzi. Albo przynajmniej ich milczenia.
Siedzę przed ekranem komputera, ale sercem i głową jestem gdzieś tam, daleko w czasie i w przestrzeni, w Jerozolimie 33 roku po Chrystusie. Niemal czuję mieszające się z różnymi odorami zapachy tego miasta, niemal dotykam kamiennych murów domów i słyszę jego zgiełk. Zgiełk powoli zapełniającego się pielgrzymami miasta przygotowującego się na wielkie święta. I podskórnie wyczuwam to towarzyszące normalności napięcie: Jezus musi zginąć, bo jeśli nie, to przyjdą Rzymianie i zburzą to miejsce z jego świątynią – mówi gdzieś w „gabinetach władzy” do starszyzny Izraela arcykapłan Kajfasz. A uliczkami przemyka już niezadowolony z wylania na nogi Mistrza całego flakonu drogocennego olejku Judasz. Niebawem zarobi swoje trzydzieści srebrników...
Czekam na czwartkowy wieczór. To wtedy rozpocznie się finał tego dramatu. Póki co patrzę oczyma duszy na przechodniów, starając się odgadnąć, jak się zachowają, gdy dowiedzą się, że prorok z Nazaretu został przez przywódców Izraela oskarżony i wydany Rzymianom na śmierć. Nie wiem. Oni tego też jeszcze nie wiedzą. To się dopiero okaże. Jak zawsze w życiu, gdy maski deklaracji ustępują prawdzie faktycznych postaw.
Roman Koszowski /Foto Gość
W Jerozolimie dwadzieścia wieków później
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |