Jacyż jesteśmy niekiedy dumni z tej swojej duchowej zapobiegliwości, z tego wielkopostnego zaprzątania: udziału w nabożeństwach, trudu rekolekcji, poczucia, że w poście, jałmużnie, postanowieniach osiągamy duchowe głębie... Czy ta duma jest niewłaściwa? Pewnie nie. Jednak to, jaką jej przypisujemy wagę – czy nie nazbyt dużą – okazuje się w zwykłych życiowych zawirowaniach: kiedy choroba uniemożliwia pobożne aktywności, dziesięcina okazuje się śmiesznie mała, a troski przesłaniają pożytek z najlepszych kazań... Stajemy wtedy przed Bogiem w jakiś sposób ogołoceni. Jak możemy walczyć z grzechem, skoro okazaliśmy się bezsilni?
Przymierze, które zawiera z nami Bóg, okazuje się wówczas nie domeną naszych wysiłków, ale Jego woli. Nie jesteśmy oczywiście tak naiwni, by sądzić, że nasza praca nad sobą ściągnie niebo na ziemię, a wielkanocne świętowanie i w tym roku się uda, bo „byliśmy grzeczni”. My naprawdę potrzebujemy łaski, bo nasza bezsilność jest dotkliwa i jak najbardziej rzeczywista.
Ja pokażę. Ale co? Wielkie dzieła to raczej nie wynik ludzkiego wysiłku, ale Bożej laski.
Papieska Światowa Sieć Modlitwy powołuje się na dane Światowego Programu Żywnościowego.
Wszystkie komentarze »
Uwaga! Dyskusja została zamknięta.