Głodny, spragniony, przybysz, nagi... A nawet ten w więzieniu: z iloma takimi sytuacjami w życiu się spotykamy? Takimi konkretnymi, w których nie chodzi o tych, którzy nie mają, bo nie chce im się pracować. Albo takich, którym konkretnie pomóc nie damy rady, jak przybywającym do Polski z innego końca świata i szukającym tu lepszego życia: nieporozumieniem jest żądać, byśmy wzięli ich na swoje utrzymanie. Ale ci chorzy... To konkret, z którym spotykamy się często. Chore babcie, prababcie, chorzy rodzice... Nie, nie złożeni na parę dni jakąś infekcją, ale starzy, niedołężni, przykuci do łóżka. Nie dam rady wziąć na swoje barki pomocy? Przecież Jezus mówi tylko o odwiedzinach...
Tak łatwo jest powiedzieć „nie mam czasu”. A kto ma? Doba dla wszystkich ma 24 godziny. „Nie mam czasu” znaczy „nie mam czasu na odwiedziny chorego”, mam inne priorytety... Właśnie: inne priorytety.
A z perspektywy życia wiecznego ważne, by mieć właściwe, dobre priorytety